Następnie pojechałem szukać pomnika, którego nie znalazłem tydzień wcześniej. Uparłem się i tyle. Zostawiłem karawan na parkingu przy barze i poszedłem do baru. Tam wypiliśmy po browaru i zjedliśmy zakupioną wcześniej kiełbasę. Dalej w drogę. Nie miałem GPS i może dlatego, jak po sznurku doszedłem do pomnika. Swoje zdanie na jego temat wyraziłem w innym wątku, więc teraz nie będę się powtarzał. Odpoczęliśmy przy pomniku trochę i powoli zeszliśmy do drogi. Ani Renatce ani mi nie chciało się już iść do akwenów wodnych, więc wróciliśmy do karawanu. Zanim do niego doszliśmy, skręciliśmy na chwilę na pobliskie pole biwakowe. Macewa ku czci naszych Przyjaciół leży sobie spokojnie. Obiecujemy sobie solennie, że przyjedziemy tutaj na Ich Imprezę w miesiącu sierpniu. Zastanawialiśmy się też, czy pojawią się niebawem na obradach KIMBowych? Następnie pojechaliśmy na obiad do schroniska, w którym kiedyś udzielano rabatu tym gościom, którzy przyszli doń w kapeluszach. Czasy się zmieniły, rabatu nie ma. Za to jedzono palce lizać. Była to nasza obiadokolacja. Potem nie zostało już nic jak wrócić do Zawozu i opowiedzieć jak minął dzień.


Odpowiedz z cytatem