Dzień 9
Zaczynam swoje „mli, mli”
Jest ładny dzionek. Tym Razem Renatka proponuje cel wycieczki. Wie, ze bardzo lubię miejsce zwane w XV wieku „Stworzona” /za Przewodnikiem Rewasza/. Po drodze jadąc dziurawą drogą zatrzymuję się w miejscu, w którym nigdy się nie zatrzymałem. A tam sympatyczne miejsce w którym znajdują się ruiny kaplicy pw. Nałożenia Ryzy MB. Ktoś zadał sobie sporo trudu, żeby to miejsce odsłonić. Jadę dalej, ale już niedaleko. Zostawiam karawan na dużym placu, a dalej już po nogach. Powoli ścieżka prowadzi nas do celu. Po lewej stronie szumi woda, a po prawej szumią krzaczory. Renatka po bożemu idzie ścieżką, a ja chaszczuję raz po lewej stronie, raz po drugiej stronie ścieżki. W końcu dołączam do żony. Dalej maszerujemy razem. Jest pusto, chociaż na placu stał jeden samochód. Ani żywego ducha. Zwierzyny też żadnej nie ma. Droga wznosi się ale nie gwałtownie. Przecinamy Niesłyszący potok i po chwili wychodzimy na górę. W miejscu zwanym Berce robimy krótki odpoczynek. Nie żebyśmy byli zmęczeni, ale po prostu widok z tego miejsca zapycha dech w piersiach. Nie ma siły.. Trzeba odpocząć i popatrzeć. Po chwili ruszamy w głąb doliny. Po lewej ruiny, po prawej ruiny, a w środku historia piszczy. No może trochę przesadziłem z tą historią. Brakuje mi w tym miejscu zwalonego pnia, na którym można by sobie usiąść i podumać. Idę kawałek dalej zobaczyć, czy bobry rzeczywiście narozrabiały. Oj tak. Przejście dalej sucha nogą graniczy z cudem. Renatka się zbuntowała i mówi, ze dalej po wodzie nie pójdzie. Ma prawo, są wakacje i może nie robić niczego. Nagle jak spod ziemi wyrosła przed nami dziewczyna. Samotna dziewczyna. Że się nie boi tak sama chodzić??? Mówi, ze się nie boi. Widzę jednak strach w jej oczach kiedy się grzecznie pytam, czy w takim razie że jest, to czy da się wykorzystać? Szybko rozwiewam jej strach. Chodzi mi o zrobienie zdjęcia razem z żoną. Słyszę straszny hałas spadających z jej serca kamieni oraz zgodę z jej ust. Niestety później się okazało, ze zdjęcie nie wyszło. Namawiam dziewczynę do odwiedzenia naszego forum. I co się okazało? Ta samotna dziewczyna to „domina”. Mówi, ze żadko ale czyta, a nawet pisze na forum. To już kolejne spotkanie z użytkownikiem forum w Bieszczadzie. Po chwili rozstajemy się. My z Renatką wracamy skąd przyszliśmy, a domina idzie swoją ścieżką. Zbliżając się do szczytu Berce widzimy coś bardzo dziwnego. Przynajmniej z dala dziwnie to wygląda. Na ścieżce klęczy dorosły mężczyzna. Zastanawiamy się nad dziwnym celem jego pielgrzymki po kolanach. Podchodząc bliżej widzimy że gość ów nie klęczy, a jest pochylony jakby pielił ścieżkę. Kiedy się do niego zbliżyliśmy, grzecznie się zapytałem: Co Pan tutaj robi na ścieżce? Odpowiedź jego mnie powaliła. Otóż jegomość ten w TYM miejscu zbierał kamienie do płóciennej reklamówki. Kamienie te są mu niezbędne, bo będzie sobie urządzał skalniak na balkonie. Nic to, ze do samochodu ma kawał drogi, a przy samochodzie kamienie bardzo podobne są. Te mu się podobają i te będzie maiał w Gliwicach na balkonie. Dziwny facet i tyle… Chociaż po chwili zastanowienia się stwierdzam że nie do konca dziwny. Ja w garażu mam pług znaleziony na polach nieistniejącej wsi w Bieszczadzie i też go targałem kawał drogi do auta. Jeden zbiera kamienie inny żelastwo…Wracając do auta część drogi idę brzegiem rzeki. Boże jak tam pięknie jest… W końcu dochodzimy do karawanu. Postanowiłem przejechać najkrótszą droga do Wielkiej Szosy. Wiem! Złamałem przepisy. Zawsze łamiąc przepisy w Bieszczadzie liczę się z poniesieniem konsekwencji. Mam nadzieję, że już dość psów na mnie powiesiliście w innych wątkach i teraz mi odpuścicie. Przejechałem i tyle. Droga na tyle malownicza, ze jeszcze muszę kiedyś nią przejść. Myślałem, ze do nieba wjadę. Droga wiła się pomiędzy metrówkami. Leśniczy był w innym miejscu i w końcu dojechałem do Wielkiej Szosy. Skręciłem w stronę polecanego przez Lucynę lokalu gastronomicznego. Istotnie jeść dają zacnie i surówka z czosnku niedźwiedziego przednia, chociaż z czosnku mrożonego. Potem jeszcze tylko wizyta na pewnym cerkwisku i powrót do Zawozu.



Odpowiedz z cytatem