Dzień ostatni – Epilog
Wstaliśmy rano z Renatką i poszliśmy na śniadanie. Tam spotkaliśmy część uczestników wczorajszych obrad. Pogadaliśmy sobie o obradach, o uczestnictwie i pożegnaliśmy się. Wskoczyliśmy do karawanu i żwawo pognaliśmy najbliższą drogą do domu.. Pojechaliśmy do Kazimierzowa. Tam w kawiarni „Lisia nora” mieliśmy od dawna umówione spotkanie. Chodziło o to, żeby zabrać z Kazimierzowa do Poznania wałówkę dla jednego z synów właścicieli tego przybytku gastronomicznego. Syn ów pobierał nauki w Poznaniu właśnie. Renatce tez się skapnął przy okazji słoik z żurawiną. Jeszcze raz dziękujemy za prezent. /wiem, że Młody Kargul jest użytkownikiem naszego forum/. Potem już prościutko przez Łukasiewicze do Czarnej pojechaliśmy. Zamówiłem tam we wcześniej opisywanej galerii kilka prześlicznych obrazków. Taki wspaniały pomysł wpadł mi do głowy…
Potem pojechaliśmy przez Przystań i Brzózkę do Leska. Tam z kolei byliśmy umówieni z Ewą. Ewa, to taka skromna osoba, która związała się węzłem z leśniczym. Otóż ten leśniczy, jaki tam leśniczy? Powsimorda jedna nie był na obradach. Przekazałem więc Ewie wszystkie jego trofea łącznie z ciupagą, którą ufundowała druga taka Powsimorda. Tak te Powsimordy się wspierają. Teraz została mi tylko droga przez Rzeszów i mękę do Pyrlandii. Ta męka, to próba przekazania trofeów bmillerowi. Próba ciężka, a nawet bardzo ciężka, ale udana.
I to by było na tyle. Miałem gawędzić do pierwszego śniegu, ale pospieszył się i tak to wyszło, jak wyszło.
Może się kiedyś jeszcze zbiorę w sobie i coś skrobnę o tym Manitou, o którym wspomniałem w poprzednim poście. Spotkanie z NIM było naprawdę ciekawe i pouczające. Ale to już inna gawęda przy innym ognisku, jeżeli w ogóle powstanie. Nie wiem, czy Manitou by sobie tego życzył…



Odpowiedz z cytatem