Rozdział V
Dziś odpoczywam. Nie wyrwali by mnie z łóżka nawet ciężkim sprzętem do ściągania drzew. Muszę zregenerować siły i trochę dojść do siebie. Poza tym czeka mnie sprzątanie i mycie naczyń po wczorajszej kolacji. Panowie postanowili zdobyć Otryt, wejść stokówką koło rezerwatu Hulskie, potem do góry do Chaty Socjologa i zejść do Lutowisk, i tam łapać autobus ostatniej szansy. Lecz w czasie wyprawy zamiast zejścia do Lutowisk mogli doświadczyć zejścia Wojtka 1121, któremu kac i ciśnienie dały do wiwatu.. Skrócili więc marszrutę i zeszli do Chmiela, a stamtąd podwiozła ich sklepowa, co można obejrzeć na filmie Andrzeja (http://www.youtube.com/watch?v=2ueeSIlTh6M ). A przycinkom pod moim adresem nie było pono końca. Że nawet Wojtek 1121 wybrał się, dał radę, a ja nie. Bo o ile na kolacji Wojtek bawił się na całego, to teraz ciężko to musiał odpokutować. No tak, tylko że Wojtek przyjechał poprzedniego dnia, a ja jestem od czterech i nie zdarzyło się, żebym nie zarwał nocy. A ciśnienie mam bodaj większe od Wojtka. Nie tłumaczę się no bo po co? Po prostu wyjaśniam. Tak czy inaczej postanowiłem odpocząć i basta!
Ogarnąłem z grubsza domek, poczytałem książkę, napaliłem w kominku i udałem się z pieszą pielgrzymką dwa poziomy wyżej do Andrzejowego namiotu, sławnego na forum, który umie robić ponoć wszystko.
Zresztą Andrzej 627 ciekawie zaplanował wrześniowy pobyt w Bieszczadach. Mianowicie opłacał luksusowy pokój w wilii Łuka (prawie WUKA) w Wetlinie, który wynajął dla żony, opłacał domek w Sękowcu, który wynajął dla swoich rzeczy, a sam spał pod namiotem.
Pod wieczór postanowiłem zrobić sobie pyszną jajecznicę i w tym momencie prowadzeni jakimś szóstym zmysłem wrócili Wojtek Myśliwiec i Jurko. Dorobiłem więc jajecznicy, i wtedy prowadzony jakimś szóstym zmysłem przyszedł Andrzej. Przyszedł z puszkami dla „prawdziwych turystów”, wychodząc ze słusznego z wszech miar założenia, że miast samotnie spożywać kolacje lepiej spożywać je w towarzystwie. Dość nasłuchałem się o słynnej majowej kurze z kury przywiezionej przez Andrzeja, po której wszyscy się pochorowali, żeby teraz ryzykować spożywania jakiś francuskich wynalazków. Natychmiast dorobiłem więc jajecznicy i zaprosiliśmy Andrzeja do kolacji. Od tej pory Andrzej był codziennym gościem na kolacjach w domku nr 1. Z czasem zjedliśmy też Andrzejowe puszki, które okazały się spożywcze, a nawet niektóre z nich smaczne.
Po kolacji Andrzej zaprosił nas do barku na piwo. Nie podobał mi się ten pomysł i mocno się ograniczałem, za to Jurko rozkręcił się i przybrawszy wodzirejowski styl bawił całe towarzystwo, z Ulą, barmanką na czele. Jurko to bardzo wesoły i towarzyski facet, szczerze byłem zadowolony, że zaprosiłem go do naszego domku.
Umówiliśmy też marszrutę na jutrzejszy dzień. Wybór padł na jedno z najfantastyczniejszych miejsc w Bieszczadach- Krywe.


Odpowiedz z cytatem
