Pokaż wyniki od 1 do 10 z 113

Wątek: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

Mieszany widok

  1. #1
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,293

    Domyślnie Odp: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

    Rozdział V


    Dziś odpoczywam. Nie wyrwali by mnie z łóżka nawet ciężkim sprzętem do ściągania drzew. Muszę zregenerować siły i trochę dojść do siebie. Poza tym czeka mnie sprzątanie i mycie naczyń po wczorajszej kolacji. Panowie postanowili zdobyć Otryt, wejść stokówką koło rezerwatu Hulskie, potem do góry do Chaty Socjologa i zejść do Lutowisk, i tam łapać autobus ostatniej szansy. Lecz w czasie wyprawy zamiast zejścia do Lutowisk mogli doświadczyć zejścia Wojtka 1121, któremu kac i ciśnienie dały do wiwatu.. Skrócili więc marszrutę i zeszli do Chmiela, a stamtąd podwiozła ich sklepowa, co można obejrzeć na filmie Andrzeja (http://www.youtube.com/watch?v=2ueeSIlTh6M ). A przycinkom pod moim adresem nie było pono końca. Że nawet Wojtek 1121 wybrał się, dał radę, a ja nie. Bo o ile na kolacji Wojtek bawił się na całego, to teraz ciężko to musiał odpokutować. No tak, tylko że Wojtek przyjechał poprzedniego dnia, a ja jestem od czterech i nie zdarzyło się, żebym nie zarwał nocy. A ciśnienie mam bodaj większe od Wojtka. Nie tłumaczę się no bo po co? Po prostu wyjaśniam. Tak czy inaczej postanowiłem odpocząć i basta!
    Ogarnąłem z grubsza domek, poczytałem książkę, napaliłem w kominku i udałem się z pieszą pielgrzymką dwa poziomy wyżej do Andrzejowego namiotu, sławnego na forum, który umie robić ponoć wszystko.
    Zresztą Andrzej 627 ciekawie zaplanował wrześniowy pobyt w Bieszczadach. Mianowicie opłacał luksusowy pokój w wilii Łuka (prawie WUKA) w Wetlinie, który wynajął dla żony, opłacał domek w Sękowcu, który wynajął dla swoich rzeczy, a sam spał pod namiotem.
    Pod wieczór postanowiłem zrobić sobie pyszną jajecznicę i w tym momencie prowadzeni jakimś szóstym zmysłem wrócili Wojtek Myśliwiec i Jurko. Dorobiłem więc jajecznicy, i wtedy prowadzony jakimś szóstym zmysłem przyszedł Andrzej. Przyszedł z puszkami dla „prawdziwych turystów”, wychodząc ze słusznego z wszech miar założenia, że miast samotnie spożywać kolacje lepiej spożywać je w towarzystwie. Dość nasłuchałem się o słynnej majowej kurze z kury przywiezionej przez Andrzeja, po której wszyscy się pochorowali, żeby teraz ryzykować spożywania jakiś francuskich wynalazków. Natychmiast dorobiłem więc jajecznicy i zaprosiliśmy Andrzeja do kolacji. Od tej pory Andrzej był codziennym gościem na kolacjach w domku nr 1. Z czasem zjedliśmy też Andrzejowe puszki, które okazały się spożywcze, a nawet niektóre z nich smaczne.
    Po kolacji Andrzej zaprosił nas do barku na piwo. Nie podobał mi się ten pomysł i mocno się ograniczałem, za to Jurko rozkręcił się i przybrawszy wodzirejowski styl bawił całe towarzystwo, z Ulą, barmanką na czele. Jurko to bardzo wesoły i towarzyski facet, szczerze byłem zadowolony, że zaprosiłem go do naszego domku.
    Umówiliśmy też marszrutę na jutrzejszy dzień. Wybór padł na jedno z najfantastyczniejszych miejsc w Bieszczadach- Krywe.

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Migawka
    Na forum od
    08.2009
    Rodem z
    Podbeskidzie
    Postów
    73

    Domyślnie Odp: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

    "A ciśnienie mam bodaj większe od Wojtka"
    Piskalu, czytanie tego pamiętnika jak i Twoich poprzednich relacji, to prawdziwa przyjemność. Ale, na miłość Bieszczadów! Czy Ty zacząłeś wreszcie to nadciśnienie leczyć?

  3. #3
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,293

    Domyślnie Odp: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

    Cytat Zamieszczone przez Migawka Zobacz posta
    "A ciśnienie mam bodaj większe od Wojtka"
    Piskalu, czytanie tego pamiętnika jak i Twoich poprzednich relacji, to prawdziwa przyjemność. Ale, na miłość Bieszczadów! Czy Ty zacząłeś wreszcie to nadciśnienie leczyć?
    Zacząlem. Ale przerwałem.

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar Migawka
    Na forum od
    08.2009
    Rodem z
    Podbeskidzie
    Postów
    73

    Domyślnie Odp: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

    "Zacząlem. Ale przerwałem"
    A ja zaczęłam czytać Twoje pamiętniki i nie zamierzam przerywać. Stąd zależy mi, abyś zdrowy śmigał po Biesach, a potem pis(k)ał i pis(k)ał, ku uciesze wielu.

  5. #5
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,293

    Domyślnie Odp: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

    Przed rokiem regularnie mierzyłem i im dłużej tam byłem, tym miałem niższe. Wtedy jeszcze nie leczone. Wniosek? Muszę w Biesach zamieszkać. Ale już skończmy ten temat, bo wychodzi z tego offtop.

  6. #6
    Bieszczadnik Awatar Migawka
    Na forum od
    08.2009
    Rodem z
    Podbeskidzie
    Postów
    73

    Domyślnie Odp: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

    Tak jest, Piskalu! Już kończę. Mieszkanie w Bieszczadach, ech, marzenie

  7. #7
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,293

    Domyślnie Odp: Pamiętnik znaleziony w Sanie (drugi)

    Rozdział VI


    Krywe- miejsce magiczne, kto był, a pewnie większość z was była, ten wie. Miejsce, jedno z wielu w Bieszczadach, gdzie historia aż krzyczy. Kiedy kilka dni później byliśmy tam ponownie w zwiększonym składzie. Dolinę Krywego zasnuła mgła o konsystencji bitej śmietany. Staliśmy na Rylim i z zapartym tchem kontemplowaliśmy widok, a mgła bardzo wolno ustępowała odsłaniając dawną wieś. Myślę, że co jakiś czas Pan Bóg zsyła taką mgłę, żeby ukryć fakt, że wsie wysiedlone w czasie akcji „Wisła”, takie jak Krywe lub sąsiednie Hulskie wcale nie opustoszały, wciąż żyją, wciąż dawni mieszkańcy tych wsi pchają swój wózek życia zmagając się z codziennymi troskami, problemami, radościami, miłościami. Wtedy, pod tą cudownie kryjącą mgłą, tam, w dolinie, krzątały się duchy dawnych mieszkańców przy zwykłych sobotnich obowiązkach w zagrodach i przy cerkwi pw. św. Paraskewy . Aż prawie można było ich usłyszeć, a na pewno poczuć.

    Tymczasem mamy jeszcze piątek, 18 września. Niebo zasnute chmurami, ale nie pada. Andrzej 627, Jurko, Wojtek Myśliwiec i ja przeszliśmy most na Sanie, skręciliśmy w prawo i koło dawnego Sękowca (obecnie to już Zatwarnica) ścieżką wzdłuż rzeki udajemy się najpierw do hulskiego młyna. Od wsi towarzyszy nam mały kotek, z pewnością nie bezdomny, bo w obroży przeciwpchelnej na szyi. Próby odgonienia go traktuje jako świetną zabawę, odskakuje, potem znowu podbiega. Schodzimy do ruin młyna w miejscu, gdzie potok hulski wpada do Sanu. Miejsce bardzo urokliwe, ale jakie ma być, skoro jest w Bieszczadach? Kotek cały czas z nami. Odnajdujemy ruiny, niewiele z nich zostało. Krótki odpoczynek i wracamy do ścieżki. Chcemy dojść do potoku, desantować się na drugi brzeg i uderzyć na Ryli. Szedłem tą drogą dwa lata temu, w odwrotnym kierunku, ale mam nadzieję, że znajdę miejsce, gdzie jest bród, najwyżej dojdziemy do danej wsi Hulskie i tam się przeprawimy. Tymczasem niespodzianka- pojawiają się niebieskie znaki ścieżki, która doprowadza nas dokładnie do tego miejsca, o którym myślałem. Przed dwoma laty szliśmy wzdłuż potoku od miejsca, gdzie stało indiański wigwam, teraz nowo wytyczona ścieżka uderza od razu do góry. Dawna ścieżka szła po prywatnym terenie. Pomimo niskiego poziomu wody kamienie są bardzo śliskie, trzeba bardzo uważać. Udaje mi się przejść, Andrzejowi z niewielką moją pomocą również, Jurko ambitnie chce przejść samodzielnie i prawie mu się to udaje. Jednak na ostatnim, jak to często bywa, kamieniu poślizgnął się i zaliczył mała kąpiel. Wojtek zachwiał się i zrezygnował z przejścia w tym miejscu. Przeszedł kilka metrów dalej. I tylko nasz koci towarzysz nie zdołał przejść, kręcił się wzdłuż strumienia i miauczał w niebogłosy, Boże, jak on płakał, gdy oddalaliśmy się, ale nie mogliśmy go przecież zabrać ze sobą. Chociaż, gdyby nie przygoda Jurka, kto wie, czy nie wróciłbym po niego. Jeszcze mi się serce kraje na ćwierć, gdy przypomnę sobie jego płacz. Znaczył przez cały czas teren, jestem więc przy nadziei, przy nadziei, że wrócił bez przygód do Zatwarnicy.

    Podchodzimy pod górę, gdzieś blisko nas ryczy byk, niestety nie udało się nam go wypatrzyć. Musiał nas usłyszeć, chociaż staraliśmy się iść po cichu. Za chwilę druga niespodzianka- ścieżka się urywa, wyszliśmy już na łąki, ale znaków ani śladu. Ścieżka była dopiero w trakcie wytyczania. „Tędy”- decyduję. Idziemy w kierunku, w którym, jak przypuszczam powinien być Ryli. I tu kolejna niespodzianka, piękne koźlaczki, aż się proszą, żeby je zerwać. Zostawiam je jednak, co z nimi zrobię? Za chwilę kilkadziesiąt metrów dalej coś bieleje. Wykonuję przepisową stójkę, chwytam wiatr i walę w tamtym kierunku. Piękna kania (u nas mówi się sowa, ale postaram się przestawić i zostanę przy nazwie, jaka funkcjonuje w Bieszczadach), obok następna i jeszcze jedna. Już mnie nic innego nie obchodziło, mogliśmy nawet zabłądzić, bo o ile koźlaki sobie odpuściłem, to kani nigdy! I tak od kani do kani doszliśmy na grzbiet Rylego. W sumie uzbierałem 17 kani, co jedna, to piękniejsza, które należało spożyć jeszcze dzisiaj. Znowu zapowiadała się proszona kolacja, bo w czwórkę nie zdołalibyśmy wszystkich zjeść.

    Doszliśmy do celu, Andrzej zaproponował, żeby zejść jeszcze nad San niedaleko miejsca gdzie był most. Potem pozostałości zabudowy dworskiej, ruiny cerkwi, sesja zdjęciowa, czyli zestaw obowiązkowy, no i skrótem na Ryli. A tam kolejna niespodzianka. Cóż za dzień pełen niespodzianek. Telefon od Wojtka 1121. Rano jechali do Dolnych do muzeum bieszczadzkiego, a chyba głownie po ukraińskie zaopatrzenie, teraz są na obiedzie z Zatwarnicy i wybierają się samochodem na Krywe. Gosię, Wojtka 1121, Stałego Bywalca i Ojca Prowadzącego spotykamy już po zejściu, na stokówce niedaleko mostu na hulskim. Zapraszam na kolację, obgadujemy szczegóły, Wojtek częstuję mnie piwem, niezłą wyrobiłem sobie opinię, nie ma co. Ale żeby nie robić mu przykrości, nie odmawiam. Nie marudząc idziemy stokówką do Zatwarnicy, musimy kupić jeszcze to i owo do kolacji. Andrzej dzięki gps’owi odnajduje skrót, który prowadzi nas do samego kościoła. Potem sklep i powrót do domu.

    Tymczasem ekipa samochodowa dojechała do miejsca po moście. Wojtek chcąc sprawdzić, czy da się przejechać samochodem, przechodzi San wpław, najpierw po kamieniach potem w butach po dnie. Szczegóły zapewne zapoda Stały Bywalec, naoczny świadek, ja od siebie dodam tylko tyle, że te buty trzeba było potem wysuszyć, a najbliższy życzliwy domek z kominkiem, to? Oczywiście, domek nr 1!

    Kolacja była udana, kanie smakowały wyśmienicie, a Ojciec Prowadzący znowu został Ojcem Sprowadzanym. Potem jeszcze wizyta w barku, podczas której obejrzeliśmy film z przeprawy Wojtka 1121 przez San.

    Ech, żadna, nawet najlepiej napisana relacja ( nie myślę tutaj o swojej, to uwaga natury ogólnej) nie odda tego, co w Bieszczadach przeżywamy. Aż łezka się w oku kręci...

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Ballada podtopiona w Sanie
    Przez Piskal w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 59
    Ostatni post / autor: 15-07-2013, 22:09
  2. Drugi wypad
    Przez janek1984 w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 18-07-2010, 22:26
  3. co z sytuacja na Sanie?
    Przez DOROTA w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 9
    Ostatni post / autor: 15-12-2002, 06:56
  4. Katastrofa ekologiczna na Sanie
    Przez Stachu w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 05-12-2002, 09:47

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •