Zostałem wywołany do tablicy , to wypada mi napisać co wiem.
Ale co tu pisać..?, jak Browar napisał już wszystko.
Po pierwsze uwielbiam rydze (mleczaje też ), to znaczy lubię zbierać i jeść w różnych postaciach , ale nie cierpię je myć
Tak na bieżąco rydze się smaży na różne sposoby , i też piecze się je, ale tu ma być o kiszeniu.
Kiedyś nie kwasiłem tylko marynowałem , teraz robię na "bieżąco" i kiszę.
Do konkretów:
---Mycie ,każdy indywidualnie pod bieżącą wodą ...buuuuuuuuuuuu
następnie do gara i jednak zagotowuję (kiedyś tylko przelewałem wrzatkiem), jakieś 5 minut od zagotowania ,z dodatkiem niewielkiej ilości soli i łyżki octu dla zachowania kolorku.
---- Odcedzanie , studzenie.., a w tym czasie kroję cebulę w krążki.
-----Następnie warstwa rydzykówwarstwa cebuli , sól itd.
koniecznie w glinianym naczyniu. Przykładam to następnie talerzykiem i naciskam tak żeby "kiszonka" puściła soki. Co dziennie dociskam. W garnku glinianym stoi to jakieś 7 -9 dni , następnie przekładam do słoików ,niedobór soków uzupełniam przegotowaną osoloną wodą , zakręcam i pasteryzuję.
Takie coś może stać i 2 lata.
Czasem przesolę , ale Browar ma sposoby na "odsolenie"
ps. ostatnio w ramach eksperymenty do każdego słoika wrzucałem ząbek przekrojonego czosnku.
ps.' w zał. rydz zdrowiutki ,ten nadaje się do pieczenia z czosnkiem.




Odpowiedz z cytatem