Pokaż wyniki od 1 do 8 z 8

Wątek: Agata, miód i Bieszczady

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar Aleksandra
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Warszawa
    Postów
    948

    Domyślnie Odp: Agata, miód i Bieszczady

    A puenta? Mam sto i jeden pomysłów na zakończenie. Kilka mądrych zdań lub garstkę mniej lub bardziej wydumanych frazesów. Dlatego puenty nie będzie. Opiszę tylko nasz powrót. Bo jak wiadomo, człek nizinny musi dość często opuszczać góry. Pierwszy powrót z miodkiem polegał na wdrapaniu się na Połoninę, aby potem zejść [taki skrót]. Zejście było głośne, bowiem towarzyszył mu koncert piosenki aktorskiej i poezji śpiewanej w wykonaniu Agaty. Szła z dumnie podniesioną głową, radośnie lub refleksyjnie śpiewając, mniej więcej około godziny. Dobrze jej się słucha, choć nie wiem jak krytycznie podeszła do tego leśna widownia.

    Miód został uszlachetniony o wiatr z połoniny, muśnięty promieniami nieśmiało zachodzącego słońca, wymieszany różnicą poziomów zaprawioną delikatną i subtelną piosenką. Potem doszła szczypta bieszczadzkiej knajpy. W końcu charakter powinien mieć wyraźny. Poleżał też nockę w ciepełku, ponieważ dodatki musiały nabrać mocy przed dalszym uszlachetnianiem. Na koniec Agata, jak wytrawna czarownica czy zielarka, postanowiła dodać do miodu trochę ludzkiej życzliwości sprawdzonej w warunkach powiedzmy na to ryzyka. Plan jak plan, efekt przerósł oczekiwania – zamiast trochę było bardzo dużo.

    Już pod czas śniadania [w czasie urlopu najbardziej lubię jeść wolno śniadanie, bez pośpiechu] przyszedł nasz Gospodarz i powiedział, że jedzie do Leska, to może nasz zabrać. I nie musimy się śpieszyć ze śniadaniem. Ten etap podróży minął na rozmowach o Bieszczadach oczywiście. Dojechałyśmy prosto na PKS jadący do Rzeszowa, do którego ma się rozumieć nie wsiadłyśmy, czym w zupełności nie zdziwiłyśmy naszego Gospodarza. Przeszłyśmy kawałek na moje stałe miejsce „do łapania” stopa. Wspomnę tylko, że zatrzymał się drugi samochód [15 sek.] jadący prosto do Warszawy. Oczywiście przemiły kierowca wracał z Bieszczadach, które jak łatwo się domyśleć uwielbia… - bardzo ciekawy człowiek. Do miodu dodałyśmy jeszcze sporo wdzięczności za ten przejazd.

    A teraz mam wątpliwości, czy tak doprawiony miód może być jadalny dla zwykłego śmiertelnika Jak powinien się nazywać: czy Życzliwy miód bieszczadzki, a może Słodziak bieszczadzki? Może macie swoje propozycje?
    "niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
    http://takiewedrowanie.blogspot.com/

  2. #2
    hybka
    Guest

    Domyślnie Odp: Agata, miód i Bieszczady

    Miód się nazywa leśny. Bieszczadzkość to jego istota i wcale nie trzeba jej umieszczać w nazwie tego cudu, żeby było wiadomo, że jest najlepszy :)

    Przepiękne opowiadanie - spełniasz obietnice, Aleksandro, spełniasz :) Obawiam się, że w związku z tym będę musiała spełnić moje

    Zapomniałaś powiedzieć, że z panem, który wiózł nas do Warszawy też obgadałyśmy miód oraz we trójkę okrasiliśmy go śpiewem poetyckim. "Bo gdy tak człowiek milczy, milczy..." to może źle na jego miód wpłynąć - zwłaszcza miód w fazie podróży :)

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Gdzie najlepszy miód ?
    Przez martinus w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 43
    Ostatni post / autor: 25-04-2016, 21:12

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •