Pięknie,
minełyśmy się o przysłowiowy włos.
Ja również byłam w piątek 27 września w Dwerniku na ruskich pierogach!
Tego dnia dotarłam nareszcie w Bieszczady. W Wetlinie zameldowałam się ok. 11.00, wysłuchałam wszystkich marudzeń na temat pogody i zostalam przywołana do porządku przez koleżankę mi drogą, która oświadczyła: "jest piątek, więc konieczne są pierogi w Dwerniku". Przeżyłam wstrząs! Ja osobiście zapomniałam o dyżurze, a do szczęścia potrzebowałam tylko poczuć wiatr na rudych połoninach. A tu taka deklaracja! Spojrzawszy na zegarek i na mapę, wyszło nam, że najbliży skrót do Dwernika wiedzie nas przez Caryńską. ruszylyśmy.
Dotarłyśmy mocno spóźnione, ale jednak do 16.00 było jeszcze 5 minut!
Możesz sama ocenić, ile czasu nam zabrakło!
Gdy weszłyśmy w środku siedział jeden tubylec, który na cicho wypowiedziane hasło nie zareagował. Po jakimś czasie weszli jeszcze jacyś turyści, ale nikt z nich hasła nie wspominał. Pierogami objadłyśmy się do nieprzytomności, druga porcja z jagodami wychodziła nam uszami, ale łakomstwo okazalo się większe niż rozsadek. A zapytana pani, stwierdziła, że dziś nikogo od internetu nie było. Tym większe teraz me zdziwienie.
Droga powrotna okazała się kolejnym biciem rekordów marszobiegu w ciemnościach. Do Nasicznego szarówka była jeszcze całkiem znośna, dalej z najbliższego otoczenia wyróżniało sie tylko niebo, reszta zlewała sie w jedno. A tu nagle jakiemuś jeleniowi zachciało się ryczeć całkiem blisko nas. Trzeba było widzieć jak podskoczyłyśmy do góry ze strachu! :> Nasze tempo z szybkiego zamieniło sie w jeszcze szybsze.
Jeszcze śmieszniejsze miałyśmy minki, gdy nagle pośród egipskich ciemności rozbłysło gwałtownie swiatło. Moją pierwszą myślą było: no ładnie, przeniosłam się w zaświaty na drodze do Berehów. Rzeczywistość okazała sie bardziej prozaiczna, albowiem w cicho pracującym samochodziku jechały prosto do Wetliny dwie niewiasty. Ten wieczór obfitował w dziwne miny, bowiem następne zadziwienie odmalowało się, gdy po pierwszym zakręcie ukazała się tabliczka: Brzegi Górne. Według naszego pomiaru w tym miejscu powinnyśmy być za 40 min., no może za 30 -ści. :D
Oj Szaszko, rozminełyśmy się calkiem.