19 września
Łapię się za głowę. Co ja wyprawiam?! Siedzę tu już prawie tydzień, pogoda ładna, a ja dopiero jedną dłuższą wycieczkę (17.09.) zrobiłem! Oprócz tego dwa krótkie spacerki (14 i 15.09.), a poza tym to już tylko wożenie d... samochodem. A cóż to, czy ja kolegą Długim jestem, żeby uprawiać bieszczadzkie lenistwo?!
Z postanowieniem, że to się musi zmienić (i zmieniło się - proszę spojrzeć w 1-szy post zawierający spis treści - całe kalendarium pobytu) ogłaszam dziś wyprawę na Dwernik Kamień. Dobieram sobie też trójkę zawodników, których jestem stałym trenerem, tj. własną żonę, Ojca Prowadzącego i Wojtka1121.
Z Sękowca wędrujemy (czerwoną ścieżką) drogą stokową w kierunku Nasicznego, po ok. godzinie drogi znaki kierują nas ze stokówki w prawo, w głąb puszczy, coraz wyżej i wyżej. Znam dobrze ten odcinek, szedłem nim w zeszłym roku, było tu wtedy straszliwe błoto. Dziś jest sucho i wędruje się całkiem przyjemnie.
Czytamy tablicę upamiętniającą tę górę jako miejsce zaciętych walk (linię frontu) podczas I wojny światowej. Trudno dziś stwierdzić, czy nierówne ukształtowanie terenu, po którym kroczymy, powstało w sposób naturalny, czy może to pozostałość okopów. Pewnie jedno i drugie. Walczyli tutaj zapewne i Polacy, z tym, że jeszcze w obcych mundurach (legionistów skierowano wtedy gdzie indziej). Nie brakowało bowiem Polaków w armiach austro-węgierskiej i rosyjskiej, ba, nawet generałami tam byli. I tak brat szedł na brata ... z bagnetem w ręku.
Zbocza Dwernika Kamienia mają również swoją własną, nie tylko tę wielką (powszechną) historię. To tu niegdyś (chyba jeszcze za I Rzeczypospolitej) zbójcy ukrywali skradzione konie przed ich sprzedażą zagranicę, do Austrii. Istniał tutaj więc taki odpowiednik dzisiejszej "dziupli", do której złodzieje samochodów kierują skradzione pojazdy.
A i sam Dwernik Kamień nazywał się kiedyś inaczej, a mianowicie Holica. Natomiast ścieżka, którą idziemy, wiodła przez Magurę Ruską (dziś tylko: Magurę).
Jak go zwał, tak go zwał. Doszliśmy i siedzimy sobie teraz we czwórkę na szczycie owej Holicy, popijamy piwo i stwierdzamy, że smakuje nam ono identycznie jak na Dwerniku Kamieniu.![]()
Odpoczywamy po dość stromym (na przedostatnim odcinku) podejściu. Podziwiamy piękną panoramę połonin przed nami. Leniuchujemy tu około godziny. Oprócz nas jest kilka osób.
Wojtek1121 na krótko znika w chaszczach z Ojcem Prowadzącym - tworzą tam nową skrytkę geocache i ukrywają w niej "wypasioną" paczkę. Znalazca o suchym pysku stamtąd nie odejdzie,nawet dla dwóch powinno wystarczyć.
Następnie schodzimy nową, zieloną ścieżką wiodącą prawie z samego szczytu Dwernika Kamienia aż do Zatwarnicy, obok wodospadu na Hylatym. Tym górskim odcinkiem ścieżki idę pierwszy raz. Ścieżkę wytyczono niedawno. Podoba mi się tu, cały czas wędruje się malowniczą okolicą, głównie przez puszczę. W pewnym momencie rozpoznaję te strony - nowe oznakowanie zaczyna bowiem prowadzić starą drogą biegnącą aż z Nasicznego, którą dobrze znam.
Dochodzimy do Zatwarnicy, akurat jest pora obiadowa. Wstępujemy więc do hotelu na obiad, jak zwykle niedrogi i smaczny.
A wieczorem organizujemy coś, co tu, na Naszym Forum, roboczo nazwaliśmy dokończeniem VIII KIMB.
Frekwencja dopisuje, obecni są (wg kolejności alfabetycznej): Andrzej627, Jurko, Magda, Manio, Ojciec Prowadzący, Piskal, sir Bazyl (z córeczką), Stały Bywalec, Tarnina, Wojtek1121 i Wojtek Myśliwiec. I oczywiście nasze dwie gospodynie: Barbara i Urszula.
W roli gospodarza występuje poniekąd również i Piskal - piecze nam na ruszcie kotleciki.
Siedzimy na zewnątrz baru przy ognisku. Manio gra na gitarze i śpiewa - tak pięknie, aż się Magda (prawie do łez) wzruszyła. Alkoholu nie brakuje, lecz on już dziś ... nie dla mnie. Muszę dbać o bezalkoholową zawartość krwi. Jutro rano odwożę Gosię do Ustrzyk Dln., skąd o godz. 9:00 ma autobus do Warszawy. Żona bowiem, jak już wspominałem, wpadła w Bieszczady tylko na krótką, kilkudniową lustrację.
CDN
.


