Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 20-11-2009 o 08:05
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
a może Świetlicki Marcin... http://nannie.wrzuta.pl/obraz/az9Bwk..._przed_wieprze
raczej Pismo Święte
Ależ Ty mnie Piskalu zawstydziłeś. Nawet nie wiesz, dlaczego.
W katolickim tłumaczeniu Pisma Świętego, które Ty przytoczyłeś, znajduje się sformułowanie " (...) nie rzucajcie swych pereł przed świnie (...)".
Natomiast wg ewangelickiej wersji przetłumaczenia Biblii (Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1994) ów fragment jest w brzmieniu " (...) nie rzucajcie pereł swoich przed wieprze (...)".
I ja to powinienem znać. Zwłaszcza że wiernie zacytowałem (chociaż nieświadomie, co przyznaję) Biblię protestancką a nie katolicką.
Tak czy inaczej, ów cytat o rzucaniu pereł przed wieprze odnoszę jednak do Kornela Makuszyńskiego i jego twórczości o charakterze społeczno - obyczajowo - satyrycznym, a nie do Jezusa.
To po prostu nie ten kaliber sprawy - ta opisana przeze mnie dyskusja przy piwie w Chmielu.
.![]()
Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 20-11-2009 o 12:05
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
Ależ oczywiście masz prawo ów cytat odnosić do Kornela, ale nie podawać Go jako autora. Po prostu może tylko tak niefortunnie sformułowałeś to zdanie. Dla mnie Makuszyński jest jednym z najlepszych polskich pisarzy i jak będę miał dziecko płci makuszyńskiej (o co coraz bardziej marudzi Julia), to będzie miało na imię Kornel.
Tym samym temat proponuję zamknąć i czekam na dalszy ciąg relacji. Tym bardziej, że w najbliższym odcinku... ale to już Ty sam napiszesz.
Pozdrówka!
16 września
Wstajemy dziś normalnie, bez żadnego zaspania. Trzeba wziąć się w garść - różne ukraińskie napitki powinny być tylko urozmaiceniem naszego pobytu, a nie głównym gwoździem programu.
Spodziewam się przyjazdu żony, która ma tu wpaść na kilkudniową lustrację. Na dłużej nie może, gdyż już w następnym tygodniu wyprawia naszą córkę na blisko roczny pobyt zagranicą (studencki program Erasmus). Przyjeżdżając tu Gosia korzysta z uprzejmości Wojtka1121, który też dziś przybywa do Sękowca i zabiera ją swoim samochodem.
Przypuszczam, że przyjadą najwcześniej o jakiejś godzinie 17-tej, a do tego czasu na pewno zdążę wrócić z zaplanowanej wycieczki na Dwernik Kamień.
Błąd w założeniu. Właśnie jesteśmy z Rychem wyszykowani do drogi, gdy dostaję od żony telefon, że są już ... za Rzeszowem. I mam się nigdzie nie szwendać, tylko na nią czekać !
Trudno - przepraszam Piskala et consortes z domku nr 1, że dziś nie wyruszę z nimi na wyprawę, ale za to daję im godnego zastępcę, który ostatnie kilkadziesiąt metrów na szczyt zwykł pokonywać nie marszem lecz biegiem. Bo to Rysiek zabiera się z nimi.
Robię inwentaryzację butelek chmilnego micnego (żona lubi piwo, a to w szczególności) oraz informuję kota, że już niedługo ujrzy swoją panią. Butelek jest jeszcze tyle, że jedną mogę sobie spokojnie otworzyć. Siadam sobie zatem za leśniczówką pod jabłonią (jak się później dowiedziałem - wyrwaną przez wichurę dnia 14 października), popijam piwo, czytam "Politykę", obserwuję zachowanie kota (na razie jeszcze b. ostrożnego) oraz czekam na żonę i kolegę.
Ich rychły przyjazd wynika z barbarzyńsko wczesnej godziny wyjazdu z Warszawy (6-ta rano), a następnie z tempa jazdy samochodem. Wojtek ma doskonały wóz, którym pędzi kolekcjonując po drodze punkty i zdjęcia radarowe, ale co tam - Bieszczady są jak magnes, trzeba do nich dotrzeć jak najprędzej.
Poza tym, jak już część z Was zapewne wie, Wojtek1121 jest za pan brat z nowoczesną elektroniką (którą naszpikował także samochód). Z Bieszczadów obserwuje na monitorze swoją działkę i dom pod Warszawą, w sposób ukryty czuwa nad pozostawioną tam żoną, widząc każdy jej ruch. Tego wprawdzie nie potwierdza, ale przypuszczam, że potrafiłby nawet w sposób zdalny zainstalować kamerę w bidecie sąsiadki. I pomyśleć, że taki talent wywiad amerykański swego czasu przeoczył - mógł przecież Wojtka porwać i wywieźć z Polski, by Go następnie zaangażować do programu gwiezdnych wojen.
Ale dziś coś Wojtkowi nie wyszło. Za bardzo zaufał nowoczesnemu systemowi nawigacji (elektronika z astronomią) na pokładzie swego samochodu. Gdyż ów system, zamiast skierować Go z Leska na Ustrzyki Dln., wygruził Go gdzieś w kierunku na Solinę i Polańczyk. W końcu Wojciech musiał sięgnąć po bardziej tradycyjną metodę nawigacji - zadzwonił do mnie, a ja mu wytłumaczyłem, jak się stamtąd jedzie na Czarną, a potem na Lutowiska i Zatwarnicę.
Przyjechali tuż po godzinie 13-tej.
Żona przybyła tylko z jedną walizeczką (na cztery dni), ale Wojciech przywiózł sporo bambetli na pobyt dwutygodniowy. Z Andrzejem627, który właśnie się zjawił, aby przywitać się z bratem, pomogliśmy Wojtkowi to wszystko zanieść do domku.
Andrzej627 również otrzymał swój odrębny domek, ale wykorzystywał go tylko w charakterze magazynu i łazienki. Zamieszkał bowiem w rozbitym tuż obok namiocie. A w Wetlinie, w wynajętym apartamencie, czekała na Niego wiernie Magda. Tak mi się przynajmniej wydaje, że wiernie.
Po południu wróciła wysokogórska ekipa, dumna z ze zdobycia niebosiężnego Dwernika Kamienia. Dla Ryśka okazała się to wyprawa w pewnym sensie przełomowa w życiorysie - wreszcie otrzymał swój bieszczadzki pseudonim (i go zaakceptował). Po drodze bowiem tak zamęczał kolegów relacjonowaniem im audycji Radia Maryja, że ci nazwali go ... Ojcem Prowadzącym. I tak już Mu pozostało. Niby się trochę marszczy i krzywi, gdy ktoś się do Niego w ten sposób zwraca, ale w głębi ducha jest ze swego duszpasterskiego przydomka bardzo zadowolony.
Wieczorem zaś w domku nr 1 doszło do uczty przygotowanej przez Piskala. Uczestniczyli w niej gospodarze (Piskal, Jurko i Wojtek Myśliwiec), bracia "cyferki" (Andrzej627 i Wojtek1121) oraz piszący te słowa wraz z piękniejszą połową.
O ile Wojtek1121 to zmarnowany talent w elektronice, to w przypadku Piskala świat ogromnie stracił nie wykorzystując Jego zdolności kulinarnych. Zamiast być oberszefem wszystkich kuchni sieci hoteli Ritz, Piskal smaży przepyszne placki na gazie z butli w jakimś tam Sękowcu ...
Trudno, takie jest życie. Ja też się w końcu marnuję !
Już dobrze w nocy około północy Ojca Prowadzącego sprowadził po słynnych sękowieckich schodach Piskal, a mnie - Andrzej627. Mojej żony natomiast nikt nie sprowadzał, zeszła tamtędy sama. Ale już pod samą leśniczówką przewróciła się i trochę poharatała sobie buzię (na szczęście niegroźnie).
W domu byłem jeszcze na tyle przytomny, że zrobiłem sobie i żonie gorącą herbatę. Uratowało nas to przed jutrzejszym kacem. A w zasadzie dzisiejszym, było już przecież po północy.
CDN
.
Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 25-11-2009 o 09:33
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
Jej, co tam jest?Jakieś zwiększone przyciąganie ziemskie?Dobrze, że małżonka sobie zębów nie wybiła na przedzie w tym Sękowcu![]()
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Jesteś kronikarzem bardzo dobrym, ale w tym wypadku niedoinformowanym.
Jeszcze owego 16 września (czyli dzień przed wycieczką na Otryt) miała miejsce mniej więcej taka wymiana zdań pomiędzy mną a Jurko (już po Waszym powrocie z Dwernika Kamienia):
- Jak tam Rysiek, nie agitował Was radiomaryjnie ? Bardzo Was umoralniał i katechizował po drodze ? - zapytałem Jurko.
- A jakże! Ojciec Prowadzący nas pouczał, często cytował słowa ojca dyrektora i prowadzących audycje - odpowiedział Jurko.
Tak mi się to spodobało, że natychmiast poinformowałem Wojtka1121 o owym Ryśkowym pseudonimie. On sam tego nie wymyślił.
Albo to więc pomysł samego Jurko, albo wymyślili to wspólnie z Wojtkiem Myśliwcem (skoro Ty o tym nie wiedziałeś).
A dalej to już faktycznie było tak jak Ty napisałeś. Wojtek1121 to trochę rozpropagował. Specjalnie starać się nie musiał - przyjęło się prawie automatycznie.
Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 25-11-2009 o 13:29
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
Do SB
Pewnie tak było. Nie jest to istotne dla sprawy. Natomiast jeżeli ktoś uzurpował by sobie prawo do Ojca Sprowadzanego, to kładę na to stanowcze veto. To ja przy jakiejś okazji powiedziałem, że Rysiu za dnia jest Ojcem Prowadzącym, wieczorem zaś Ojcem Sprowadzanym. Amen.
Do Bertranda
To ta jabłonka. Pod nią musiałem pić "to wstrętne Tyskie"właśnie tego dnia, który opisał dziś SB.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)