Pokaż wyniki od 1 do 10 z 42

Wątek: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

Mieszany widok

  1. #1
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,287

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

    Czy może zamiast brać się za analizę krytyczną mojej tfurczości, wziąłbyś się za swoją? Czekamy na relację o człowieku, który chodził po wodzie.

  2. #2
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

    18 września (do południa)

    Nieco zmęczeni wczorajszym dłuższym marszem, dziś postanawiamy poświęcić się logistyce, a jak czasu starczy, to także trochę pojeździć Wojtusiową terenówką.
    Najpierw jednak, zaraz po śniadaniu, ładujemy się do mojej delikatnej i absolutnie nieterenowej limuzyny w składzie: Gosia, Ojciec Prowadzący (ale nie samochód), Wojtek1121 i autor niniejszych wypocin, w roli kierowcy.
    Walimy do Ustrzyk Dolnych na słynny już w całej Polsce bazar - zwłaszcza po likwidacji bazaru na warszawskim Stadionie X-lecia, pardon: Stadionie Narodowym.
    No, z tą "sławą" dolnoustrzyckiego bazaru sporo przesadziłem. Słynny to on może i jest, ale tylko dla koneserów ukraińskich gorzałek, w dodatku wtajemniczonych.

    Wtajemniczonych w co ?
    Nie będę się krygował i napiszę otwartym tekstem, przeznaczonym oczywiście wyłącznie dla osób pełnoletnich, już mogących czynić zakupy "monopolowe" (choć w tym wypadku chodzi o monopol nie państwa polskiego, a ruskiego).
    Mam na myśli "niejawną" procedurę kupowania owych artemiwskich, chlibnych darów, chołodnych jarów, priwatnych kolekcji, a także nieraz niezłych win i piwa (chmilne micne).

    Około 99% bazarowych Ukraińców to tutejsi stali bywalcy, przyjeżdżający do Ustrzyk Dln. kilka razy w tygodniu, znający się pomiędzy sobą (czego absolutnie nie ukrywają) i trzymający się raczej razem. W kupie bezpieczniej, kupy nikt nie ruszy (nie odważy się na to jakiś tzw. reketier). I to są, moim zdaniem, kupcy bezpieczni, od których można śmiało nabyć towar, bez obawy, że to spirytusowa podróbka czy wręcz sama woda. Nabywają swój asortyment w ukraińskich sklepach, a potem pociągiem lub wysłużonymi autami przyjeżdżają do Polski. I jeszcze tego samego dnia powracają do siebie. I tak ze 4 razy w tygodniu. Są znani celnikom i pogranicznikom, pewnie z nimi też (oczywiście tylko po stronie ukraińskiej ) ... kooperują. Tacy Cię, Drogi Czytelniku, nie oszukają, gdyż to po prostu nie leży w ich interesie.
    Będąc zatem na dolnoustrzyckim czy leskim bazarze, nie należy spieszyć się z zakupami. Najpierw warto trochę się przyjrzeć owym handlującym mrówkom i zorientować w aktualnych danego dnia cenach. Unikać trzeba osób samotnych, trzymających się z dala od innych kupców i proponujących towar po zaniżonej cenie. Chytry bowiem dwa razy traci.
    Gdy się zachowa taką procedurę, ryzyko nieudanego zakupu w zasadzie odpada całkowicie.

    Powyższa "instrukcja" staje się jednak nieaktualna w odniesieniu do targowisk położonych w dużych przygranicznych miastach (np. w Przemyślu), a także dalej w głębi Polski. Tam mogą już działać różne polsko-ruskie grupy przestępcze, sprzedające w sposób zorganizowany "lewy" alkohol. Tam zresztą nigdy żadnej wódki nie kupuję. Gdy mi się kończy ta przywieziona z Bieszczad, zaopatruję się (również w wódkę ukraińską) w polskim sklepie monopolowym.

    Ale bez obawy, ta pierwsza prędko mi się teraz nie skończy. Starczy nie tylko na nadchodzące święta, ale chyba również i na wielkanocne. A potem, będąc na IX KIMB, zapasy znowu uzupełnię.

    Łazimy zatem po dolnoustrzyckim bazarze we trzech, ponieważ Gosia powędrowała do "Halicza".
    Gdy już zorientowaliśmy się who is who, deklarujemy wolę nabycia tego i owego. Od razu ustawia się do nas kolejka pań złotozębnych, robią mały harmider, pchają się jedna przez drugą. Gdy jednak grozimy, że zaniechamy zakupów i sobie odejdziemy, karność kolejki natychmiast zostaje przywrócona.
    Z obawy, że nam się pourywają siatki i podręczne torby, przerywamy w pewnym momencie zakupy i odchodzimy na parking, aby schować cenny nabytek do bagażnika samochodu. Ruskie niewiasty biegną za nami i wpadają na parking, ale tam dwie polskie panie (parkingowa i toaletowa) dzielnie odpierają tę inwazję , wręcz grożąc intruzkom, że je zaraz "wezmą za kudły". Szybko wyganiają je z terenu parkingu.

    Chcąc zażegnać ów tlący się od XVII w. konflikt polsko-ruski, opróżniamy torby, zamykamy bagażnik (na wszelki wypadek włączając autoalarm, choć to parking płatny i strzeżony), a następnie powracamy do naszych ukraińskich wielbicielek. Usiłuje się między nie wepchnąć jakiś facet z jedną flaszką w dłoni, wtedy słyszę ich ciche ostrzeżenie: pan, nie kupuj od niego! No to go ignorujemy.

    Wojtek1121 jest bardzo zadowolony, do tego stopnia, że żadnej Ukraince do ostatniej chwili nie odmawia (później się tłumaczył, że to z litości do tych biednych kobiet). Jego flaszki będą później wykopywać geocacherzy nie tylko w Bieszczadach, lecz nawet w Puszczy Kampinoskiej. Ale jedną, niestety, stłucze za parę dni Mirusz.
    Ojciec Prowadzący też ma na twarzy wyraz wielkiej satysfakcji, zupełnie jakby przed chwilą ojca dyrektora w tyłek pocałował.
    Ja, nie powiem, również nie ukrywam radości. Jeśli coś ukrywam, to tylko szybko towar w bagażniku, aby właśnie nadchodząca Gosia, dźwigająca z "Halicza" siaty z prowiantem, nie zrobiła inwentaryzacji tych naszych zakupów.

    Wreszcie wyjeżdżamy z gościnnych Ustrzyk Dolnych, żegnani machaniem rąk i przyjaznymi okrzykami w dialekcie polsko-ruskim.
    Zdążyliśmy już zgłodnieć, więc jedziemy na obiad do hotelu w Zatwarnicy. Z niepokojem po drodze nasłuchujemy dźwięcznego postukiwania w bagażniku, pociągamy nosem, ale skoro nie pachnie spirytusem, to znaczy, że transport odbywa się bez kolizji.

    Po obiedzie zajeżdżamy do Sękowca i rozpakowujemy się. Każdy ostrożnie wnosi (na raty, tyle tego jest) poczynione zakupy. Taszcząc swoje moderująco tłumaczę Gosi, że to "przecież na cały rok i tylko gwoli oszczędzenia później domowego budżetu".

    Jest dopiero wczesne popołudnie. Na tyle wczesne, że kolejne wydarzenia z tego dnia opiszę już w następnym odcinku pamiętnika.

    CDN

    .
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 19-12-2009 o 08:42
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  3. #3

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    Walimy do Ustrzyk Dolnych na słynny już w całej Polsce bazar
    O ile pamiętam, to w planach mieliście też muzeum...

  4. #4
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

    Cytat Zamieszczone przez andrzej627 Zobacz posta
    O ile pamiętam, to w planach mieliście też muzeum...
    Że też nam o tym wtedy nie przypomniałeś !


    18 września (druga połowa dnia)

    Popołudniu ładujemy się w tym samym składzie, co rano, do Wojtkowego "rosomaka" i wyruszamy do Krywego. Jedziemy przez Zatwarnicę, przy kościele wjeżdżamy na drogę stokową i walimy nią tak jak nakazuje mapa i damski głos z urządzenia nawigacyjnego w samochodzie. A jest to głos bardzo zmysłowy, chętnie bym tę panią poznał. Oczywiście jedynie w celu zapisania jej na listę Naszego Forum.

    Na stokówce spotykamy silną grupę turystów powracających właśnie z Krywego. Chwalą się, że pokonali strasznie szeroką rzekę - potok Hulski (jeden z nich jeszcze nie wysechł). Są to: Andrzej627, Jurko (ten mokry), Piskal i Wojtek Myśliwiec. Miny mają jednak smętne - gryzie ich sumienie z powodu pozostawienia w puszczy małego kotka.

    Pogadawszy z nimi kilka minut ruszamy dalej. Wjeżdżamy na ostatni odcinek wiodący od stokówki do zabudowań Tosi. Wojtek przełącza samochód na napęd na 5 kół, tj. łącznie z zapasowym. Spalając pewnie jeden litr benzyny na jeden km drogi, docieramy powoli do agroturystycznej Tosi. Całujemy klamkę, jako że nikogo tam nie ma, ani Tosi i jej męża, ani żadnego agroturysty.
    Podjeżdżamy bliżej w kierunku Sanu, a następnie spieszamy się. Tak - nie "spieszymy", lecz właśnie "spieszamy" - jak niegdyś kawaleria po zjedzeniu własnych koni. Podchodzimy do resztek ruin mostu rozebranego na wiosnę 1999 r.

    Wojtek1121 podszedł do Sanu i na chwilę zadumał się. Potem wręczył mi kamerę i kazał filmować.

    Wszystko odbyło się prawie dokładnie tak jak kilka tysięcy lat temu:
    "21. A Mojżesz wyciągnął rękę nad morze. Pan zaś sprowadził gwałtowny wiatr wschodni wiejący przez całą noc i cofnął morze, i zamienił w suchy ląd. Wody się rozstąpiły.
    22. A synowie izraelscy szli środkiem morza po suchym gruncie, wody zaś były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie."

    (Biblia. Exodus, rozdział 14.
    Wyd.Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1994. ).

    Reasumując, Wojtuś przeszedł pieszo wszerz San w te i we w te. Nie utonął i nawet niewiele się zamoczył. A wszystko to zostało sfilmowane ręką piszącą teraz te słowa.

    O godz. 19:30 dwie grupy turystyczne wreszcie się zintegrowały. Najpierw spotkaliśmy się w Piskalowej willi, ale ponieważ nie mogliśmy tam odtworzyć mojego debiutu filmowego, przenieśliśmy się do baru. Zastępca i przyszły następca gospodarza (Janusz) pomógł nam wszystko właściwie podłączyć i mogliśmy na ekranie TV jeszcze raz przeżywać Wojtkowy wyczyn.

    Znając Andrzeja627 domyślam się, iż zaraz zamieści tu link do owego filmiku. Niejako z góry się więc usprawiedliwię:
    - z wrażenia drżała mi trochę ręka, co niestety nieco odbiło się na jakości filmu, nie umniejszając jednak jego wartości artystycznej,
    - krzycząc do Wojtka coś o "gwizdach syren" zapomniałem dodać, iż "jak wody przybędzie, to i rym będzie".

    CDN
    .
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 20-12-2009 o 16:26
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  5. #5
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

    19 września

    Łapię się za głowę. Co ja wyprawiam?! Siedzę tu już prawie tydzień, pogoda ładna, a ja dopiero jedną dłuższą wycieczkę (17.09.) zrobiłem! Oprócz tego dwa krótkie spacerki (14 i 15.09.), a poza tym to już tylko wożenie d... samochodem. A cóż to, czy ja kolegą Długim jestem, żeby uprawiać bieszczadzkie lenistwo?!
    Z postanowieniem, że to się musi zmienić (i zmieniło się - proszę spojrzeć w 1-szy post zawierający spis treści - całe kalendarium pobytu) ogłaszam dziś wyprawę na Dwernik Kamień. Dobieram sobie też trójkę zawodników, których jestem stałym trenerem, tj. własną żonę, Ojca Prowadzącego i Wojtka1121.

    Z Sękowca wędrujemy (czerwoną ścieżką) drogą stokową w kierunku Nasicznego, po ok. godzinie drogi znaki kierują nas ze stokówki w prawo, w głąb puszczy, coraz wyżej i wyżej. Znam dobrze ten odcinek, szedłem nim w zeszłym roku, było tu wtedy straszliwe błoto. Dziś jest sucho i wędruje się całkiem przyjemnie.

    Czytamy tablicę upamiętniającą tę górę jako miejsce zaciętych walk (linię frontu) podczas I wojny światowej. Trudno dziś stwierdzić, czy nierówne ukształtowanie terenu, po którym kroczymy, powstało w sposób naturalny, czy może to pozostałość okopów. Pewnie jedno i drugie. Walczyli tutaj zapewne i Polacy, z tym, że jeszcze w obcych mundurach (legionistów skierowano wtedy gdzie indziej). Nie brakowało bowiem Polaków w armiach austro-węgierskiej i rosyjskiej, ba, nawet generałami tam byli. I tak brat szedł na brata ... z bagnetem w ręku.
    Zbocza Dwernika Kamienia mają również swoją własną, nie tylko tę wielką (powszechną) historię. To tu niegdyś (chyba jeszcze za I Rzeczypospolitej) zbójcy ukrywali skradzione konie przed ich sprzedażą zagranicę, do Austrii. Istniał tutaj więc taki odpowiednik dzisiejszej "dziupli", do której złodzieje samochodów kierują skradzione pojazdy.

    A i sam Dwernik Kamień nazywał się kiedyś inaczej, a mianowicie Holica. Natomiast ścieżka, którą idziemy, wiodła przez Magurę Ruską (dziś tylko: Magurę).

    Jak go zwał, tak go zwał. Doszliśmy i siedzimy sobie teraz we czwórkę na szczycie owej Holicy, popijamy piwo i stwierdzamy, że smakuje nam ono identycznie jak na Dwerniku Kamieniu.
    Odpoczywamy po dość stromym (na przedostatnim odcinku) podejściu. Podziwiamy piękną panoramę połonin przed nami. Leniuchujemy tu około godziny. Oprócz nas jest kilka osób.
    Wojtek1121 na krótko znika w chaszczach z Ojcem Prowadzącym - tworzą tam nową skrytkę geocache i ukrywają w niej "wypasioną" paczkę. Znalazca o suchym pysku stamtąd nie odejdzie, nawet dla dwóch powinno wystarczyć.

    Następnie schodzimy nową, zieloną ścieżką wiodącą prawie z samego szczytu Dwernika Kamienia aż do Zatwarnicy, obok wodospadu na Hylatym. Tym górskim odcinkiem ścieżki idę pierwszy raz. Ścieżkę wytyczono niedawno. Podoba mi się tu, cały czas wędruje się malowniczą okolicą, głównie przez puszczę. W pewnym momencie rozpoznaję te strony - nowe oznakowanie zaczyna bowiem prowadzić starą drogą biegnącą aż z Nasicznego, którą dobrze znam.

    Dochodzimy do Zatwarnicy, akurat jest pora obiadowa. Wstępujemy więc do hotelu na obiad, jak zwykle niedrogi i smaczny.

    A wieczorem organizujemy coś, co tu, na Naszym Forum, roboczo nazwaliśmy dokończeniem VIII KIMB.
    Frekwencja dopisuje, obecni są (wg kolejności alfabetycznej): Andrzej627, Jurko, Magda, Manio, Ojciec Prowadzący, Piskal, sir Bazyl (z córeczką), Stały Bywalec, Tarnina, Wojtek1121 i Wojtek Myśliwiec. I oczywiście nasze dwie gospodynie: Barbara i Urszula.
    W roli gospodarza występuje poniekąd również i Piskal - piecze nam na ruszcie kotleciki.

    Siedzimy na zewnątrz baru przy ognisku. Manio gra na gitarze i śpiewa - tak pięknie, aż się Magda (prawie do łez) wzruszyła. Alkoholu nie brakuje, lecz on już dziś ... nie dla mnie. Muszę dbać o bezalkoholową zawartość krwi. Jutro rano odwożę Gosię do Ustrzyk Dln., skąd o godz. 9:00 ma autobus do Warszawy. Żona bowiem, jak już wspominałem, wpadła w Bieszczady tylko na krótką, kilkudniową lustrację.

    CDN
    .
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 21-12-2009 o 14:26
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  6. #6
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    ...

    A i sam Dwernik Kamień nazywał się kiedyś inaczej, a mianowicie Holica. Natomiast ścieżka, którą idziemy, wiodła przez Magurę Ruską (dziś tylko: Magurę).

    ....
    Nieopodal była wieś o dźwięcznej nazwie Ruskie, to Magura Ruska musiała być. Nie ma wsi, to i ino Magura została.. Ot i przemijanie czasu w nazewnictwie geograficznym...

    Pozdrawiam
    bertrand236

  7. #7
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,287

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    O godz. 19:30 dwie grupy turystyczne wreszcie się zintegrowały. Najpierw spotkaliśmy się w Piskalowej willi, ale ponieważ nie mogliśmy tam odtworzyć mojego debiutu filmowego, przenieśliśmy się do baru.
    .
    No tak, a o kaniach ani be, ani me, ani chleba z masłem.
    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    19 września




    W roli gospodarza występuje poniekąd również i Piskal - piecze nam na ruszcie kotleciki.




    .
    Ano tak było, rzeczywiście czuję się tam jak u siebie, albo i lepiej, bo u mnie las malutki (jak na moje wymagania) i pagórki niezbyt wysokie (jak na moje wymagania).

    PS.To była karkówka nie kotleciki, bo jeszcze moi czytelnicy pomyślą, że kotleciki bieszczadzko-piskalskie piecze się na ruszcie.
    Pisz dalej, miło się wraca do tamtych chwil.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. 15 września - 6 października 2006 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 38
    Ostatni post / autor: 03-11-2010, 10:18
  2. 5-13 września 2009 - Góry Fogaraskie (Rumunia)
    Przez maycher w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 02-08-2009, 14:55
  3. Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 54
    Ostatni post / autor: 22-12-2008, 08:27
  4. Relacja z pobytu w Bieszczadach od 15.09. do 6.10.2004 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 19-10-2004, 21:50

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •