Wyjazd nr 2 - trasa jedniodniowa -25 czerwca 2009
Trasa Przemyśl - Lutowiska - Muczne - Ustrzyki Górne - Przełecz Wyżniańska - Komańcza - Zagórz - Sanok - Przemyśl
Druga jedniodniowa wycieczka w celu rozpoznania terenu .Wybieramy dzień licząc ze ominie nas burza .Wyjeżdzamy rankiem około 6 ,sniadanko jemy na parkingu w Lutowiskach urzeczeni widokiem Bieszczadów Wysokich ,Otrytu .Jest ciepło i świeci słonko .Po snadanku jedziemy do Mucznego - nazwa na drogowskazie bardzo zaprafowała mojego Marka więc klnac nieco na dzirawą drogę odwiedzamy ten piekny zakątek .Hotel "Pod Bukowym Berdem " to przecież bliźniak pobliskiego Arłamowa który świetnie znamy .Planujemy już trasę na Bukowe .Bardzo podoba nam się droga pod względem lesnym - trochę jak w Tatrach te świerki .Z Mucznego jedziemy na kawkę do UG Pod Caryńską .Jest okropnie duszno gorąco i sennie - kawka stawia nas na nogi ,ale telefon z domu jest kiszkowy - w tv ostrzegają przed bardzo silnymi burzami .Jedziemy potrzeć na Tarnicę w Wołosatem i kolejny przystanek to Przełecz Wyżniańska - tu idziemy do Bacówki pod Mała Rawką - zachwycenie zielonością Caryńskiej ,pięknem krajobrazu słyszymy niepokojące grzmoty od strony Tarnicy - chmury na nią gwarantują solidna burzę która przybliza się bardzo szybko .Dochodzimy tylko na sekundę do Bacówki i schodzimy na parking .Gdy odjeżdzamy pada już .Mysląc ze uciekniemy burzy jedziemy w stronę Cisnej ,kupując Nikosowe serki po drodze .Ale od Rawek też pokazują się kolejne burza i chmury .Obieramy cel na Komańczę - tu już łapie nas po drodze dośc mocna ulewa i grzmoty - ale na szczęście da radę jechać ,a droga jest pusta i równa .Zygzaki na niebie są solidne - liczymy ze w Komańczy deszacz nas opuści .Zajeżdzamy do klasztoru - fakt nie pada -ale mocno grzmi .Zwiedzamy izbę pamięci i okolicę klasztoru .Zjadamy Princessę i liczymy ze w Sanoku będzie pogodniej , a podwieczorek uda się na punkcie widokowym w Górach Słonych .Nic bardziej mylnego - niebo jest ciemnogranatowe - pod Sanokiem stajemy bo tak leje ze widocznośc maleje do zera prawie .Nici ze zwiedzania ruin klasztoru Karmelitów - po wyjeżdzie z Sanoka dopada nas najgorsze - stoimy na samej górze pod drzewem , nie daje rady jechać - ulewa jak z pompy i wali dośc duży grad .Modle sie tylko aby szyby wytzymały - grzmoty choć solidne nie robią już wrażania.Zólwim tempem dojeżdzamy do Birczy - i tak odpoczywamy moment pod wiatą stacji benzynowej .Mój kierowca jedzie już 4 godziny w burzy - co meczy niesamowicie w tempie do 50 km /h. Gdy dojeżdzamy do domu nie pada prawie wcale - cóż mielismy chrzest burzowy .Zasypiamy zmęczeni - a rano budzi nas news ze nie zyje Michael Jackson .
p.s. Iwonko te wypady to najcześciej jedniodniówki - ale tęsknotę koją![]()


Odpowiedz z cytatem
