Wypad nr 3 jedniodniowy 11 lipca 2009
Tym razem pogoda pięknie dopisuje .Po śniadanku na parkingu w Lutowiskach mamy w planach wejście na Wetlińską .Po drodze przy skręcie na Zatwardnicę bierzemy na stopa przemiłą siostrę zakonną z Torunia wraz z jej siostrą .One też udają się w tym samym kierunku .dojeżdzamy na Przełecz Wyzną i po kupieniu bilecików udajemy sie na szlak .Specjanie wybieram taka łatwą trasę ze względu na kondycję meza - on chodzi ale na króciutkich dystansach - ja jestem nieco lepiej rozchodzona - bo spaceruje z kijkami trekkingowymi .Mimo upału na dole bierzemy w górę skafanderki .Szlak jest mokry , trawa śliska - poprzedniego dnia lało i była burza.Mój mąż troszke lecewazy górkę i łapie pod szczytem zadyszkę .Idziemy oboje w adidasach - nie mamy jeszcze trekkingów - ale po tej trasie jestem w 100 % przekonana do ich kupna .Widocznośc na górze się doskonała , choć wieje lekki acz chłodny wiaterek - czujemy takie typowe górskie powietrze świezutkie i ostrzejsze.Połonina jest cudnie zielona - podjadamy sobie batoniki siedząc pod Chatką - no i podziwiamy piękno widokow - świetnie widać okolicę .Schodzimy na dół(na szczęście morka trawa szybko wysycha) i na parkingu jemy kanapki - chmurzy się nieco i lekko kropi .Dziś wypad do Chatki po zbudowaniu kondycji jest dla nas przebieżką .Nastepnie udajemy się do Myczkowiec - oboje nigdy tam nie byliśmy - cóż to chyba jedyne miejsce w Biesach które mi sie nie podoba - jest pusto , ale jakoś nieciekawie .Spacerujemy po zaporze - Solina wydaje się inną bajką - ładniejszą .No i już wracając mój mąż podejmuje decyzję nastepna wycieczka - Tarnica .
p.s. zdjęcia ze wszystkich wypraw są w moim goglowskim albumie .


Odpowiedz z cytatem
.W Lutowiskach jemy szybkie sniadanko - serki i chlebek z szynką .Na parkingu jesteśmy jedni z pierwszych - ubieramy trekingi i w górę - pogoda jest średnia - więcej chmurek i nie za gorąco .W Bacówce też ludziska snadankują - rezygnujemy z kawki i i dziemy w górę .Przy wejściu do lasu spotykamy SG z fajnym psiakiem - ależ grzeczny - nie tak jak nasz rozrabiaka.W lesie jest chłodno i wilgotno od strumienia .Jego szum kojarzy mi sie z Tatrami - wodospadzik przy rozwidleniu bajeczny .Droga na Rawki to jedna chyba z najbardziej stromych - daje w kośc - wypity po drodze energy drink pomaga nieco .Słonka prawie nie widać .Pod szczytem Malej Rawki robimy odpoczynek bo ja padam .Jarzębinisko zachwyca .Wypoczęta gnam na Małą Rawkę i bez odpoczynku decydujemy się podejśc na Dużą .Robimy sobie biwaczek niedaleko słynnego słupa .Jest pochmurno i dośc wietrznie - sweterki się przydają .Ale i cudnie - piękny widoczek na Caryńską .Gdy schodzimy znacznie porawaia się pogoda i słoneczko .W Bacówce pijemy kawkę - ach jak smakuje .Czas na parking i po serki .Serce sie kraje - cudna pogoda góry , a tu trzeba do domi i pracy .Ale obiecujemy sobie dłuszy wypadzik .Miał być jeszcze w sierpniu ale z powodu braku noclegu mam miejsce dopiero we wrześniu .
