Wypad nr 5 dwudniowy 8 - 9 sierpnia
Lutowiska - Muczne - Bukowe Berdo - Tarnawa Niżna - Połonina Caryńska

Jak zwykle bywa w ostatniej chwili dowiaduję sie ze mamy wolny weekend.W piątek od rana obdzwaniam możliwe miejsca noclegowe - środek sezonu więc musi być łut szczęscia aby coś znaleźć .Udaje się - mam do wyboru Hotel Górski w UG i Hotelik w Tarnawie - wybieram druga opcję ze względu na cenę i spokój .
Wyjeżdzamy wczesnym rankiem - pogoda przeciętna - sporo chmurek na niebie .Tradycyjnie w Lutowiskach na punkcie widokowym zjadamy śniadanko - choć ja zjadam symbolicznie - jakoś nie mam apetytu.Jedziemy do Mucznego - jest chlodno i lekki zimny wiaterek podwiewa.Coś mnie oświeca i biorę dodatkowe dresy do plecaka .Kupujemy bileciki i zaczynamy wspinaczkę .Jest trochę mokro po wczesniejszych opadach a my sobie podlagamy ze szlaku czy gdzieś jakiegoś borowika nie widać .Niestety same trujaczki .W lesie podziwiamy cudne narośle na pniach buków - istne rzeźby natury - patrząc chwilkę idzie dopatrzyć sie róznych kształtów .Po wyjści z lasu na połoninę robimy postój na batonika .Jest dużo zimniej niż na dole i dokucza wiatr - ubieram pod spodnie dresy - troszkę cieplej .Przechodzimy cała grań Bukowego - w dole fajnie widać Muczne - ale widocznośc nie rozpieszcza zbytnio .Jak zwykle siadamy sobie na odpoczynek na grani - szukamy miejsca osłoniętego od wiatru i podziwiamy grzbiet m.in.Szerokiego Wierchu.Byłoby względnie pusto na górze gdyby nie wycieczka dzieciaków - fajne smarkacze .Lornetkujemy sobie okolicę - no i powoli schodzimy do Mucznego .To moja pierwsza wyprawa w profesjonalnych butkach - udało mi sie zdobyć Bergsony Lady Dolomiten - które troszkę ocierają mnie na kostce ,bo skarpetka sie zsnuęła - no i co tu ukrywać ucze się iść od pięty a nie od palców jak to zwykle w obuwiu sportowym.W Mucznym idziemy do hotelu na obiadek.W restauracji jest dośc tłoczno - większość stolików zarezerowana dla obozu sportowego .Zjadamy schabowe z frytkami i surówkami ,męzuś sobie jeszcze barszcz ukraiński zamawia - mnie wystarczy drugie .Ostatni telefon do domu w zasiegu i jedziemy do Tarnawy - tam recepcja tylko do 7 czynna.Zachwyca nas po drodze stary wiadukt , dziewicze lasy i klimat "końca świata - gdzie diabeł mówi dobranoć "W Tarnawie dostajemy przytulny pokoik ,bardzo miłe panie opiekujace się hotelikiem i czystośc robi jak najbardziej pozytywne wrażenie .Mnie dopada wychłodzenie ze szczytu Bukowego - marznę i zawijam się w kołdry .Meżuś spacerkuje jeszcze po Tarnawie - ja już nie .Biorę gorący -wręcz wrzący prysznic i ciepło mi wraca .Zasypiam jak niemowlak .Rankiem wypoczęci budzimy się koło 6.Zapowiada się ładniejsza pogoda i więcej słonka - stąd plan Przelecz - Caryńska .Zegnamy Tarnawę z myslą ze bedziemy tu nie raz wracać .W UG wstepujemy na kawencję do Zajazdu Pod Caryńską .Kusimy się jeszcze na gorący bigosik .Jedziemy na parking i zdobywamy Caryńską .Jest o wiele cieplej i widoczność lepsza - Raweczki pięknie widoczne - kuszą aby zdobyc .Po drodze mijamy sympatycznych ludzi - rozkoszuję sie każdą chwilką niesłyszenia cywilizacji .Na górce dochodzimy do punktu 1297 m - gdzie robimy sobie biwak na obiadek z suchego prowiantu .No i pada postanowienie - przyjeżdzamy jak najszybciej zdobyć Rawki .Wlokąc sie totalnie schodzimy w dół - przeraża myśl o powrocie.Robimy jeszcze serkowe zakupy u pana Nikosa i decydujemy sie wracać przez Lesko .W Lesku korek - co nas szokuje .Gdy wracamy do miejsca zamieszkania uderza nas w nosy smród - serce krzyczy - chcę mieszkać w Biesach .