[/QUOTE]Uważam że film ten był ograniczony przez niemożliwość oddania tekstu.
Dodatkowo zbyt współcześni byli ci aktorzy... I mieli już jakąś twarz filmową: Radziwiłowicz (Zawsze w nim będę widział "Człowieka z marmuru"), Stuhr (komediant), Macháček (Samotni)... jakby to byli nie znani aktorzy, bez charakterystycznych dla siebie manier, tacy zwyczajni... może by coś z tego było.
Smaczkiem niezrozumiałym dla mnie do końca jest motyw tej dziewczynki co się pojawia na końcu filmu koło lipy.
Film i literatura to dwa zupelnie odmienne swiaty, film nigdy nie bedzie w stanie oddac finezji i zawilosci prozy (i nawet nie powinien miec takich ambicji), nigdy tez nie oczekiwalam iz film w jakikolwiek sposob (poza oczywiscie opowiadana "historia") bedzie korespondowal z dzielem literackim. Dlatego nie rozumiem oczekiwan odbiorcow,(w tym Twojego Marcinie), ktorzy chcieliby wlasne przezycia i wyobrazenia zwiazane z czytaniem "zobaczyc" w kinie
Co do aktorow - co by nie mowic, obsada "Wina truskawkowego" nie skladala sie jakichs mega-opatrzonych gwiazd.
Jesli widz widzi w aktorze jego inne role to mam dwie koncepcje, jak to wytlumaczyc - albo aktor jest kiepski, gdyz nie umie wyjsc poza pewne, sztywne ramy, albo widz nieuwazny...
W "Winie truskawkowym" ktore w zalozeniu tworcow mialo byc chyba pewnego rodzaju "bajka" razila mnie jednak zbytnia doslownosc, nawet muzyka, choc piekna, byla nazbyt czytelna i egzaltowana, niektore ujecia dzielila od kiczu milimetrowa granica....mam mieszane uczucia.


Odpowiedz z cytatem