Dzień dziesiąty. Noc minęła spokojnie. Rano wstaję i nadrabiam zaległości fotograficzne chociaż pogoda już nie ta :(
Link do panoramy QTVR 360 st:
http://rapidshare.com/files/29257343...Czarnohora.mov
Zwijamy obóz i w drogę. Ścięgno mi dokucza ale po nocnym odpoczynku i rozruszaniu gnatów nie jest najgorzej. Pogoda jakaś taka zamglona i z godziny na godzinę coraz gorsza. Przed popem Iwanem chmury zaczynają wyłazić z dolin od północnej strony w stronę grzbietu. Sam Iwan też w chmurach wiec kolejny raz szlag trafił obejrzenie wielkiego słonia w normalną pogodę. Zresztą noga mi podpowiadała "nie idź tam" więc nie mam wyrzutów sumienia że
ominąłem Popa.
Myślimy powoli jak tu się dostać do Dzembronii. W sumie znamy dwie drogi przez Smotrec i doliną. Postanawiamy zejść do kotła Dzembronii o ile leci tam jakaś ścieżka. Na przełęczy tuż nad ruinami schroniska odnajdujemy ścieżkę i złazimy na dół przez łąki i kosówkę. Dolina nie wygląda zachęcająco pełna chmur.
Ostatnie spojrzenie na Smotreca i zagłębiamy się w chmury.
Ogarnia nas mgła i zaczyna kapać na głowę. Myślimy gdzie by tu nocować. Jest opcja dojścia do Kuby, jest opcja spania gdzieś po drodze, pamiętam że stała tu jakaś koliba 7 lat temu jak szedłem w przeciwnym kierunku. Póki co rozpadało się na dobre, widoczność 50 m. Weszliśmy w las czyli z koliby nici bo stała gdzieś przed lasem. Albo nie istnieje albo przeoczyliśmy we mgle. Schodzimy do Dzembronii. Przemoczeni wyszliśmy gdzieś w górnej części wsi, deszcz ciągle pada, niedługo zmrok i nie mamy sił ani chęci szukać chaty Kuby :/ Dochodzimy do pierwszego sklepu i pytamy o nocleg, pani nas kieruje do sąsiedniego gospodarstwa. Bob idzie na zwiady jako nasz strategiczny logistyk. Po pewnych perypetiach jak na niemym filmie gdzie dwie osoby się mijają co chwilę po 30 min w końcu spotkaliśmy panią gospodarz od kwatery i zagościliśmy w domu z dachem i piecem. Ciężki dzień z marszem od rana do zmroku gdzie pod koniec mnie chyba adrenalina lekko znieczuliła i ścięgno jakby mniej bolało jak trzeba było w deszczu maszerować.
Dzień jedenasty. Powrót do domu. Pobudka o 5.00, wyjście o 6.00 i śmigamy do marszrutki 4 km. Tutaj w sumie nie ma co opowiadać autobus potem autobus i kolejny autobus, jedynie dodam że spóźniłem się na busa w Przemyślu dosłownie 10 min i byłem bardzo zły :)
Więcej zdjęć z wyprawy można znaleźć pod linkiem:
http://picasaweb.google.pl/coshoo/Go...zdziernik2009#
THE END
Dziękuję za uwagę.








Odpowiedz z cytatem