Marcinowi chodziło o to, że nie są takie, jak jemu się ubzdurało, i żeby były w jego gust, inaczej powiedział by że cacy :P A tak ma bączek do rozkręcania i pewnie świetnie się przy tym bawi. Bo i czemu by nie miał. Wiktorowicz to dla mnie chropowate, ale jednak monolity, posklejane w całość. Dziwię się ów mitycznym "miejscowym", wszak różne cuda się Tu dzieją, bajkowe nie bajkowe, to raczej sprytna technika na opowiadanie koszmarów i takie po swojemu opowiadanie o tym jak nas rzeczywistość łaskocze czasem, taką jaka jest, bez udziwnień stylistycznych i głębokiego nurzania się w filozofiyach świata, jak się nie siedzi w miejscu i nie rozmyśla, to się jest dupa nie fylozof, jeno krytyk!
Ale czy to nie to samo? I czy to ma w ogóle jakieś znaczenie?
Tak, z chęcią przykleił bym się do nowej książki pana W. Najchętniej leżąc na kamieniach gdzieś przy Osławie.


Odpowiedz z cytatem