Dzien Dobry z Kanady.
Pieknie napisana ksiazka ze wspomnieniami jednego z pionierow bieszczadzkich.
Ksiazka jest zredagowana badzo ciekawie i nowoczesnie, sa to wspomnienia autora ktory opowiada swoje dzieje ale nie chce sie rozpisywac aby nie zmeczyc swoich czytelnikow wglebiajac sie w szczegoly i drobiazgi. Owszem jest duzo nazwisk ale to Ci ludzie co tworzyli historie i nalezalo ich wspomniec. (nie jest obowiazkowe dla czytelnikow aby uczyc sie ich na pamiec).
Powinnismy zauwazyc ze to nie forma ksiazki i zredagowanie jej ma wielike znaczenie, ale opis sytuacji w jakiej ci ludzie zyli co ich sklonilo i "oczarowalo" aby zostac dobrowolnie w tym niezaludnionym dzikim i niedostepnym terenie. Dzieki Wojomira Wojciechowskiego ksiazce mozemy zobaczyc oczami osadnikow tamte czasy, warunki zycia i w pelni czar i magnetyzm Bieszczadow. Ci ludzie nie szli za wygoda i bezpieczenstwem, moze na pocztku za przygoda i praca ale tylko "ludzie z charakterem " mogli przetrwac te pionierske czasy. Milosc do gor, przyrody, piekna natury i rzeczy ktorych wiekszosc z nas nie zauwaza i nie docenia.
Ksiazka ta pokazuje dobroc i goscinnnosc tej ludnosci, poczucie humoru ich podejscie do zycia i duzo histori. Wedlug mojej skromnej opini Woj to czlowiek jakich niewielu, (nie panstwowy urzednik piszacy sprawozdanie) ale jeden z tych specjalnych i wyjatkowych osob ktory zechcial sie podzielic swoimi przezyciami i pieknymi, interesujacymi wspomnieniami. Dla mnie i wielu innych to nie tylko pionier ale Bohater Bieszczad.
Sama bylam swiadkiem jak czasami o bardzo poznych godzinach w nocy w zawieje i mroz byl wolany aby ratowac ludzi ktorzy sie zgubili w gorach.
W ciagu paru minut byl gotowy ze swoja byla zona Bozena(lekarzem) i gnali w gory z innymi czlonkami GOPR na ratunek.
Z jednym sie zgodze z krytykami, jest za malo zdjec zwlaszcza z lat 60-tych gdy Bieszczady byly dzikie i niedostepne.
PS. Czemu tak skromnie Tatusiu, miales tyle fotek z tamtych czasow.
Kocham- Kalina Wojciechowska



Odpowiedz z cytatem
Zakładki