podroz do wiłkowa jest bardzo klimatyczna. Przygrywa nam z charczacego
głosnika miejscowe disco, babuszki rozmawiaja o miejscowym bazarze, a
autobus sunie okrezna droga przez zapadle wioski z niebiesko
malowanymi domkami, przez opuszczone kołchozy- krolestwa eternitu, a w
oddali rozlewiska, jeziora,kanały... wiekszosc trasy jedzie w sporym
przechyle , lewym kołem prawie w rowie..
caly czas tocze deperacka walke z parujaca szyba by choc troche zdjec porobic
i rozmyslam o tym co czeka nas na koncu tej malowniczej trasy..
Wiłkowo- miasteczko w delcie dunaju, nazywane "ukrainska wenecja",
zalozone przez staroobrzedowcow i zbieglych kozakow. Polskie
przewodniki mowia o tym miejscu dosyc skrotowo: ""daleko, ciezko
dojechac, najlepiej wynajac zorganizowana wycieczke w biurze w
odessie". Jedyne sensowne informacje jakie udalo sie zdobyc to artykul
z 2002 roku z gazety "izwiestia" do ktorego link zapodala Mi z forum
(http://www.odecca.ru/izvestiya.htm)
ponoc nadal sa tam miejsca gdzie mozna dotrzec tylko lodzia, gdzie
zyja sobie ludzie w harmonii z przyroda, zyciem takim jak ich
dziadkowie, czesto nie wiedzac o zmianach na swiecie.. ponoc gdzies na
zagubionej wysepce mieszka babcia ktora ma ze sto lat i wciaz handluje
ryba za radzieckie ruble..ma juz ich trzy worki i mowi ze to kapital
na ciezkie czasy..nikt nie ma serca jej powiedziec ze jej swiat juz od
20 lat nie istnieje.. bo pewnie i tak nigdy sie nie dowie a po co
burzyc jej spokoj i poczucie bezpieczenstwa..
ponoc tam wszyscy zajmuja sie lowieniem ryb i wyrobem specyficznego
wina "nowak". Jaki kawalek tego swiata uda sie zobaczyc? przyjezdzajac
tu 7 lat pozniej i tylko na niecale 2 dni...
centrum wiłkowa wyglada normalnie, jak male ukraiskie miasteczko,
ale
im dalej na obrzeza tym wiecej kanalow i kladek.
duzo tez w rejonie weteranow wojennych
spacerujac tam i siam
spotykamy wiktora, miejscowego ktory proponuje nas powozic lodka po
miescie, tym wodnym. Dopiero z perspektywy lodki mozna poznac
prawdziwe oblicze miasteczka...
wiktor opowiada nam o wyrobie lodek, lowieniu ryb, przewozeniu krow na
pastwiska lodkami (ponoc krowa za zadne skarby sama do lodki nie
wejdzie, trzeba jej zwiazac nogi i polozyc w lodce na boku. Natomiast
sama wychodzi z lodki bez problemu nawet na pomost :) )


















Odpowiedz z cytatem