otoz to!! ja tez sie nie buntowalam, ale nie dlatego ze bylam jakims cudownym dzieckiem- nie znalam innego zycia... skad mialam wiedziec ze mam jakis wybor? odkad siegam pamiecia (a siegam bardzo daleko, w miare dokladnie gdzies tak od 2 roku zycia) zawsze jak przychodzil weekend czy wakacje to bylo wiadomo ze sie gdzies jedzie.. ze wieczorem sie pali ognisko i trzeba zebrac chrust.. ze w wakacje myje sie w potoku.. nigdy tego nie postrzegalam ze to dobrze czy zle- po prostu tak jest..jak tu sie buntowac? to tak jakbym miala zaczynac bunt bo rano slonce wschodzi, albo jak mi sie chce sikac to musze isc do kibla.. a jakie bylo fajne jak sie mialo te kilka lat i mozna bylo zaczac miec wplyw na to gdzie sie jedzie!! jedyne co zawsze probowalam przeforsowac to zeby jak najdalej dotrzec a jak najmniej przejsc i sie nie zmeczyc tzn . zeby mnie niesli albo zeby podjechac autobusem, pociagiem czy stopem ile sie da (ale to niekoniecznie cecha dziecka bo zostala mi do dzis)
co najwazniejsze rodzice zawsze traktowali mnie jako partnera w planowaniu tras i rozkladzie dnia.. po prostu kazdy z naszej trojki mial taki sam wplyw na przebieg tras i sie szlo na kompromis..a nie tak ze "dzieci i ryby glosu nie maja" i sie zabiara dzieciaka jak worek kartofli, ani nie tak ze dzieciak wszystkich terroryzuje i cale wakacje sa ustalane pod niego..czesto po prostu kazdy z nas planowal co trzeci dzien.. (nigdy nie zapomne jak mialam chyba z 9 lat i podczas "mojego dnia" niemal nie utopilismy sie w bagnachbo mnie bardzo zainteresowaly tereny na mapie takie kreskowane
moze rodzice zrobili mi krzywde ze gdy mialam kilka czy kilkanascie lat to opowiadali mi o łemkach, akcji wisła, jaskiniach,jurajskich warowniach, ruinach czy jarach nad dniestrem.. uczyli jak sie czyta mape, jak uzywa kompasu i ze w gorach nie chodzi sie tylko szlakiem bo zabladzenie w lesie to nie koniec swiata..zamiast wyslac na plac zabaw, kupic komiksy czy zaserwowac jakis telewizyjny chłam odpowiedni dla wieku.. ale jakos nie mam im tego za zle.. bo jakos ten swiat- ktory mnie wtedy nauczyli dostrzegac, moze nie do konca prawdziwy- istnieje dla mnie do teraz.. teraz juz wiem ze cotygodniowe wyprawy w teren to nie jedyna opcja na zycia.. ale coz z tego- skoro ta jest najlepsza :)




Odpowiedz z cytatem