A może by tak zbieranie punktów GOT podczas pieszych wycieczek? Pieczątki i potem odznaki dają wiele radości! Mi nawet do tej pory![]()
A może by tak zbieranie punktów GOT podczas pieszych wycieczek? Pieczątki i potem odznaki dają wiele radości! Mi nawet do tej pory![]()
Siłę słonia
Płodność byka
Da Ci tylko...
TURYSTYKA!!!
www.picasaweb.google.com/domikoc
www.picasaweb.google.com/derkaterdreadlock
malo - ładnie to wszystko napisałeś. Fajnego tatę ma ta 7-latka
wędrowanie po górach z dzieckiem to zupelnie cos innego niż wędrowanie w grupie dorosłych albo samotne wędrówki. Czasami trzeba kompletnie zmienć plany (bo np akurat napotkaliśmy wielkie mrowisko i przez dwie godziny przyglądamy sie życiu mrówek, w związku z czym nie zdązymy dojść tam gdzie zaplanowalismy). Zastanawiam się jak to znoszą "urodzenie planisci" co to mają wszystko wyliczone i rozpisane
Ale jednocześnie jest taka ogromna frajda, kiedy widać, że dzieciak naprawdę tak po swojemu ale przez to najszczerzej rozumie, że łażenie pod góre, żeby później z niej zejść nie jest bez sensu. I kiedy kompletnie zapomina o TV, za to łazi boso po kałużach, tarza w trawie i nawet po obejrzeniu dwudziestej cerkwi chce jechac do dwudziestej pierwszej...![]()
I myślę, że najważniejze - zresztą jak we wszystkim - jest umiar. Żeby nie robić na siłe z dziecka "super bieszczadnika w dwa tygodnie"Przecież zdązy zobaczyć jeszcze wszystko...Więc czasami trzeba dać mu pospać do południa albo pozwolić się wyszaleć pomiedzy "cudami na kiju" w Solinie albo innym Polańczyku.
a co do 11-latka - jeśli lubi czytać ksiązki i lubi przygody to może np przeczytać sobie książke "Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic" i może sobie potem podążyc sladami Pana Samochodzika do...Leska![]()
No pewnie Basiu, że planować jakoś tam zawsze trzeba (właściwie jeśli sie idzie z dziećmi to planować nawet bardzo trzeba) ale niektórych denerwuje to, że dziecko czasami spowalnia marsz, i to nie przez to, że jęczy albo, że mu sie nie chce iść ale właśnie przez to, że jest wszystkiego ciekawe.![]()
Oj niektórych tak:( Ale to widać też i w mieście, kogo dziecko denerwuje.
Jednak czasem, gdy chodzi o nieco dłuższą wycieczkę, to trzeba ponaglić. Ja na takiej nieco dłuższej trasie musiałem już w pewnym momencie delikatnie ponaglić, żeby już tak długo się nie pluskać w tym wodospadzie Czartów Młyn
(moja 7-latka wzięła nawet strój kąpielowy pod wodospad:) bo z prostej kalkulacji pozostałego czasu do zmierzchu, odległości do przejścia, oraz wiadomego tempa z dzieckiem - wynikało że dłużej już nie można zabawić. Szczerze mówiąc to sam bym cofnął nieco wskazówki tego zegara słoneczny.
Tak nie wiedziałem czy w poprzednim poście to wpisać, ale teraz i tak to wynikło, czyli:
7. Lepiej wcześniej wstać z dzieckiem, nawet kosztem utraty porannego leniuchowania, ale za to później mieć więcej czasu na wycieczce. Na przystanki przewidziane i nie przewidziane. Na swobodne tempo bez poganiania. Wtedy można zrobić nawet calkiem fajne wyprawy.
Niedawno mi się zdarzyło na Jurze z dwoma dziewczynami (moja 7-latka i jeszcze inna 5-latka) wstawać o 6 rano w ramach wspólnej wycieczki. I właśnie dzięki takiemu zapasowi czasu, że później już nie trzeba było się poganiać, to dzień był bardzo udany i na spokojnie wszystko zaliczyliśmy.
pozdrawiam
malo :wink:
chyba bym znienawidzila gory i wycieczki wogole gdyby mi rodzice kazali wstawac o 6... no moze sporadycznie.. jak jedyny autobus odjezdza o swicie (tak jak w odeskiej oblasti to praktykuja , grrrr...) to rozumiem ze trzeba sie zerwac bo nie ma innego wyjscia..
nie lepiej zaplanowac polowe a moc i wyspac sie i potem isc na spokojnie? jakos wieks zosc ludzi wedrowki pojmuje jak jakis wyscig i zaliczanie "na ilosc" - byle wiecej...
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Oj widzę,że dogadamy się Buba z tym spaniem![]()
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Akurat w tym wypadku o którym pisałam to ostatni autobus np. z Liptowskiej Świętej Anny i sąsiednich wsi jechał do Liptowskiego Mikulasza ok. 16.00. A jak się na niego nie zdążyło to niestety trzeba było iść ok 16 km po asfalcie, bo tam prawie nic nie jeździ.
Tak że od 6.30 do ok 16 miało się cały dzień na wycieczkę, z długimi postojami, fotografowaniem itd.
Pozdrowienia
Basia
Lepiej.. tylko że ostatecznie skończy się to tym że dopiero pod wieczór ledwo zdążysz dojechać autem w wybrane miejsce.
A tak konkretnie to z dzieckiem trzeba mianowicie wziąć tę korektę, że póżniej już nie nadgonisz sobie czasu przyspieszeniem tak, jakbyś to sama jako dorosła potrafiła zrobić. Chodzi oczywiście o "nieprzewidziane" przystanki, zabawienie dłuższe niżby się planowało w fajnych miejscach. To wszystko się da zrobić (czyt: na spokojnie) jeśli to nadgonienie załatwisz już rano. Wszelkie ewentualne nadganianie później, kończy się mniej sympatycznie.
Wiesz Buba, w Bieszczadach przed wyjściem z córką też zastanawiałem się w tym kierunku co Ty myślisz: a możeby podjechać samochodem pod Czartów Młyn i jeszcze bez ładowania się przez Lipowiec, przecież o tyle łatwiej by było. Tylko 1km w tę i z powrotem (to nie połowa, ale nawet 8x mniej niż inna alternatywa).
Jednak ostatecznie wybrałem wariant podjechać do Łopienki i stamtąd razem z moją Najmłodszą zrobić trasę do wdsp. Czartów Młyn. I wyprawa udała się wyśmienicie:) Po drodze mieliśmy kilka razy więcęj przyjemności i atrakcji niż by to było w wariancie "krótszym". W wariancie krótszym nie zaliczylibyśmy: kapliczki na Hyrczej, retort, odpoczynku na widokowym Lipowcu, przechodzenia brodów, i całej masy przydrożnych kałuż z żabamiZmieniłbym tylko jedno: szybciej się rano zwijał na chatce, bo się tak ślamazarzyliśmy rano, że (ze wstydu nie powiem o której wyruszyliśmy)... później właśnie trzeba było się trochę ponaglać, choć bez przesady. Ale właśnie z chęcią zamieniłbym część czasu z rana, na więcej czasu pod wodospadem i pluskaniu się w kaskadach.
pozdrawiam
malo :wink:
dla mnie zwykle optymalna na wyruszenie jest 11 :) wstac pomiedzy 8 a 9:30, a reszte czasu przeznaczyc na spokojne sniadanko i krecenie sie wokol miejsca noclegowego. fajnie jak sam nocleg wypada w widokowym i klimatycznym miejscu i mozna jesc sniadanie podziwiajac widoki czy napawajac sie szumem strumyka!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)