malo - ładnie to wszystko napisałeś. Fajnego tatę ma ta 7-latka

wędrowanie po górach z dzieckiem to zupelnie cos innego niż wędrowanie w grupie dorosłych albo samotne wędrówki. Czasami trzeba kompletnie zmienć plany (bo np akurat napotkaliśmy wielkie mrowisko i przez dwie godziny przyglądamy sie życiu mrówek, w związku z czym nie zdązymy dojść tam gdzie zaplanowalismy). Zastanawiam się jak to znoszą "urodzenie planisci" co to mają wszystko wyliczone i rozpisane
Ale jednocześnie jest taka ogromna frajda, kiedy widać, że dzieciak naprawdę tak po swojemu ale przez to najszczerzej rozumie, że łażenie pod góre, żeby później z niej zejść nie jest bez sensu. I kiedy kompletnie zapomina o TV, za to łazi boso po kałużach, tarza w trawie i nawet po obejrzeniu dwudziestej cerkwi chce jechac do dwudziestej pierwszej...
I myślę, że najważniejze - zresztą jak we wszystkim - jest umiar. Żeby nie robić na siłe z dziecka "super bieszczadnika w dwa tygodnie" Przecież zdązy zobaczyć jeszcze wszystko...Więc czasami trzeba dać mu pospać do południa albo pozwolić się wyszaleć pomiedzy "cudami na kiju" w Solinie albo innym Polańczyku.

a co do 11-latka - jeśli lubi czytać ksiązki i lubi przygody to może np przeczytać sobie książke "Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic" i może sobie potem podążyc sladami Pana Samochodzika do...Leska