Oj niektórych tak:( Ale to widać też i w mieście, kogo dziecko denerwuje.
Jednak czasem, gdy chodzi o nieco dłuższą wycieczkę, to trzeba ponaglić. Ja na takiej nieco dłuższej trasie musiałem już w pewnym momencie delikatnie ponaglić, żeby już tak długo się nie pluskać w tym wodospadzie Czartów Młyn
(moja 7-latka wzięła nawet strój kąpielowy pod wodospad:) bo z prostej kalkulacji pozostałego czasu do zmierzchu, odległości do przejścia, oraz wiadomego tempa z dzieckiem - wynikało że dłużej już nie można zabawić. Szczerze mówiąc to sam bym cofnął nieco wskazówki tego zegara słoneczny.
Tak nie wiedziałem czy w poprzednim poście to wpisać, ale teraz i tak to wynikło, czyli:
7. Lepiej wcześniej wstać z dzieckiem, nawet kosztem utraty porannego leniuchowania, ale za to później mieć więcej czasu na wycieczce. Na przystanki przewidziane i nie przewidziane. Na swobodne tempo bez poganiania. Wtedy można zrobić nawet calkiem fajne wyprawy.
Niedawno mi się zdarzyło na Jurze z dwoma dziewczynami (moja 7-latka i jeszcze inna 5-latka) wstawać o 6 rano w ramach wspólnej wycieczki. I właśnie dzięki takiemu zapasowi czasu, że później już nie trzeba było się poganiać, to dzień był bardzo udany i na spokojnie wszystko zaliczyliśmy.



Odpowiedz z cytatem