W tym temacie dodać mogę jedynie dwie rzeczy.
1. Dopiero w Kanadzie przkonałem się co to znaczy "komar" :) Te nasze bieszczadzkie to jak muszki owocówki w porównaniu do tych żywionych na krwi hamburgeiros.
2. Widziałem na własne oczy jak jeden ucywilizowany indianin (większość z nich mieszka w rezerwatach i raczej się nie pokazują poza nimi) przygotował w 10 minut naturalny spray na komary. Otóż do puszki po ogórkach (podziurawionej z boków i w dnie) wsypał trochę kory z brzozy, do tego dodał trochę suchego mchu, a między to wszystko wsadził jakieś miejscowe grzyby - na moje oko wyglądały jak pieczarki.
Zapalił, okadził i z komarami był spokój tego wieczora.
Z politowaniem patrzył na nas niekumatych jak każdy wypsikiwał wcześniej po jednym OFF na wieczór. Oczywiście OFF nie działał ani trochę. A poza tym stwierdził że komary trzeba zaakceptować. Wtedy przestają gryźć :)


Odpowiedz z cytatem