co racja to racja z tym "Vabank"
Racja, racja i chyba kwintesencja bieszczadzkich ambicji - stały zasiłek z opieki społecznej jak zauważyła przedmówczyni. To się nazywa żyć z polotem.
Jeśli już jesteśmy przy jedzeniu. Żyć w Bieszczadach z jedzenia - a niby skąd to jedzenie skoro pola zarosły krzakami, choć jeszcze całkiem niedawno były uprawiane.
Teraz w ekologicznych Bieszczadach jeździ się po nafaszerowane chemią jedzenie do Biedronki.
Bardzo proszę niech wszyscy sobie klikną na poniższy link i dokładnie przeczytają - wówczas 100x się zastanowicie czy aby nie warto obsadzić warzywami kilkunastu arów w Bieszczadach. Dziś są w sprzedaży mikro-ciągniki i wcale nie trzeba się wiele napracować. Widziałem nawet glebogryzarki i kosiarki z własnym napędem doczepiane do quada.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pestycydy
Dla tych co mają problem z czytaniem ze zrozumieniem dorzucam najważniejszy fragment Zgromadzone w organizmie pestycydy wywierają wpływ na procesy rakotwórcze (mogą je zapoczątkowywać lub nasilać), są neurotoksyczne, zaburzają regulacje hormonalną i enzymatyczną.
Napisano tu otwartym, jasnym, zrozumiałym tekstem jaki wpływ na człowieka mają środki ochrony roślin. Nie tylko nawozy sztuczne, ale przede wszystkim środki ochrony roślin.
Ciężką chemię stosuje się na wszystko - najwięcej przeciw chwastom, ale także przeciw grzybom, pleśniom, szkodnikom etc. Zmienia się tylko preparaty.
Pomyśleć, że w Bieszczadach można produkować idealnie ekologiczną żywność i ekologiczne wyroby sprzedawać to za ciężkie, naprawdę ciężkie pieniądze - ale wszystkim się wmawia, że się nie opłaca.
Skyrafale - w żalu nad ugorami i nieużytkami w Bieszczadach masz we mnie sojuszniczkę. Dla mnie żyjące wioski - z prawdziwymi gospodarstwami (większymi lub mniejszymi) i obrabiane pola były nierozerwalnie związane z tym, z czym kojarzyły mi się tamte strony (oprócz oczywiście gór, lasów i historyczno-mitycznej otoczki). Niestety - już to pewnie nie wróci. W zamian za to jest teraz pełno agroturystyk a na polach - jeśli nie zarastają krzaczorami - stają rzędami identyczne domki. Oczywiście wszystko dla dobra turysty. Bo ktoś komuś wmówił, że Bieszczady to raj turystyczny i trzeba nastawiać domków ile wlezie bo i tak się to zwróci i opłaci. Skutek jest taki, że wciąż powstają nowe domki i "agroturystyki" (niestety często z "agro" nic wspólnego nie mają) a "inwestorzy" narzekają na nieudane sezony.
Ja też wolałabym, żeby Bieszczady poszły w stronę ekologii. Jeśli mogłabym wykorzystać środki unijne na rozwój tamtych terenów to wolałabym stworzyć taki program (pod istniejące przecież projekty unijne w tym zakresie), który ułatwiałby tworzenie takich PRAWDZIWYCH gospodarstw i ich utrzymanie, zamiast wydawania kasy na tablice w lesie informujące o tym, że las jest lasem albo na dopłacanie do tworzenia pseudo-agroturystyk. Gleby w Bieszczadach do rewelacyjnych nie należą więc - moim zdaniem - bardzo, bardzo ciężko, bez jakichkolwiek dopłat byłoby odrodzenie rolnictwa w Bieszczadach, choćby w formie trochę "ekologiczno-skansenowej". Jeśli chciałbyś skyrafale takie gospodarstwo posiadać i wykorzystywać w nim quada do uprawy ziemi to ja jestem jak najbardziej za!![]()
Asiu - zgadzam się z Tobą i po części po to właśnie chcemy wyjeżdżać w Bieszczady
Robercie Kresowiaku... napisz czasem, jak Ci tam idzie przeszczepianie się w zielone krzoki. To będzie na pewno ciekawa relacja:)
Pozdrawiam,
Derty
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Na dzień dzisiejszy niewiele się zmieniło, szukamy ciagle domku. Miałem być w Bieszczadach od 1 lipca i zająć się na całego poszukiwaniami odpowiedniego domu (i całego związanego z nim obejściem), ale musieliśmy ze względu na komplikacje zdrowotne żony (jest w ciąży) przełożyć wszystkie wyjazdy co najmniej do 1 sierpnia :(( z tego co podejrzewamy to jak już znajdziemy coś odpowiedniego (a do oglądania jest sporo domów, siedlisk itd) to pewnie będziemy siedzieli tam na okrągło już podczas remontów ale do tego czasu pewnie jeszcze parę tygodni musi minąć :((
Tak przy okazji zapytam "tubylców" - przepraszam za zwrot - których terenów najlepiej unikać a które są ciekawe, nie mam na myśli odśnieżania czy takich podobnych sytuacji ale np w miejscowości gdzie do tej pory miszkałem wszyscy kiedyś kupowali domy i działki "pod lasem" a nie na granicy z miastem i dzisiaj ja mieszkam pod miastem a ich pod lasem zalewa co roku woda (mówię o wodzie która wlewa się przez okna do piwnic tak że pieców CO nie widać chodzi mi o takie sytuacje jakby ktoś z osób mieszkających w Bieszczadach mógł mi cos podpowiedzieć będę wdzięczny. Oczywiście po dokładnych oględzinach dam jeszcze znać gdzie i co kupiliśmy ale na razie będę wdzięczny za wszelką pomoc i rady dobrych i życzliwych mieszkańców najpiekniejszych terenów Polski. Pozdrawiam
Witam poszukujących i tych którzy znaleźli :
w lutym 2010 r. rozpocząłem dyskusję na temat Nowe Życie w Bieszczadach , chciałem uciec z zapyziałego Rzeszowa i zalogować się gdzieś daleko. To nie był impuls ale przemyślana decyzja czymś tam spowodowana. To miała być drewniana chałupa pod lasem.
Wprawdzie w tym roku taką znalazłem , 500 m od granicy Parku Narodowego, za śmieszne pieniądze, ale okazało się że stan prawny jest niebywale ryzykowny (współwłasność ) niewykluczone że po remoncie byłbym nadal poszukiwaczem.
Są wprawdzie domy do kupienia , ale trzeba wygrać kumulacje w Totolotku.
Mimo wszystko znalazłem, okazuje się że nie tak daleko , 20 km. od Rzeszowa - tak jak marzyłem - stara drewniana chałupa pod lasem (przewaga drzew iglastych) , sąsiada nie widać choć jest stosunkowo niedaleko - jakieś 150 m.
Wprawdzie trzeba robić wszystko, ale cisza i okolica jest jak przeniesiona z Bieszczad - stare lasy iglaste i górki. Naprawdę uroczo.
Jeżeli ktoś nie będzie miał szczęścia w Wysokich Bieszczadach - niech poszuka podobnego miejsca troszkę bliżej siebie, tak jak ja, i zaręczam, że można znaleźć Swoje Miejsce.
Pozdrawiam.
Szkoda, że tylko Pani dostrzega to co oczywiste. Potrzeba reaktywowania rolnictwa w Bieszczadach jest absolutną koniecznością. Choćby dlatego, aby ten po pierwsze wykorzystać tą wszechobecną ekologię i uniezależnić region od tej głupiej turystyki, która jest bardzo, bardzo kapryśna.
Jeśli brać pod uwagę opłacalność rolnictwa to porównujmy tak : ekologiczny chleb do ekologicznego chleba, eko-pomidor do eko-pomidora.
A nie ekologiczna szynka 100% mięsa wieprzowego do szynki gdzie zawartość mięsa ledwo do 50% dochodzi. Nie sztuka napchać w ziemię toksyn i zabić wszystko co żyje, a potem nafaszerować rośliny związkami chemicznymi które nawet nie występują w przyrodzie i cieszyć się, że nie ma chwastów, szkodników i ma się obfite zbiory.
Sztuka wyhodować bez grama chemii ekologiczne ziemniaki, które pachną w całym domu podczas gotowania. Gdyby ludzie mieli okazję spróbować prawdziwego ekologicznego jedzenia i porównali z tym co kupują w sklepie to wielu nigdy by tego już do ust nie wzięło.
Dziś ludzie w krajach cywilizowanych mają wielkie problemy, a nawet umierają z otyłości. Czyli dowodzi to mniej więcej tego, że wcale wielka wydajność w rolnictwie nie jest niezbędna i już dziś widać, że wcale człowiekowi nie służy. Służy jedynie właścicielom koncernów spożywczych.
Praktyka dowodzi, że lepiej zjeść 1kg ekologicznych smacznych ziemniaków niż 2 kg chemicznej bezsmakowej paszy, byle tylko się napaść, bo trudno to nazwać jedzeniem. Słowo pasza znacznie bardziej oddaje rzeczywistość.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)