Ja pochodzę z małego miasta na wschodzie Polski - jestem na etapie sprzedawania domu pod miastem (Chełm - lubelskie), następnie pakujemy się z całą rodziną i wyjeżdżamy w Bieszczady - nie dla wygód (wiem co to ciężka praca i ciężkie warunki, zwłaszcza na wsi), nie dla "prestiżu" - bo ktoś tam wyjechał i ma fajnie, nie dla kogoś, tylko dla nas, dla naszego szczęścia (okupionego ciężką pracą), dla naszej miłości - Bieszczad, dla kur i świnek które chcemy trzymać, dla ziemniaków które sami będziemy sadzili i kopali dla siebie, dla kwiatów w ogrodzie które moja żona i dzieci kochają, dla całodniowych wypraw w góry, lasy, np w poszukiwanie starych kościołów i cerkwi, dla koni, dla ludzi którzy są inni (czyt. normalni) - nie mam tu na myśli osób które grodzą swoje pola itd itd itd., wyjeżdżamy dla nas samych... U nas jest trochę inna sytuacja niż u osób które chcą żyć z agroturystyki, my nie planujemy budowy czy prowadzenia pensjonatów itp itd. Trochę inaczej to widzimy i nie wiem czy mam rację czy nie ale większość turystów wyjeżdżających w Bieszczady wg mnie planują żyć z tego z czym tylko miała do czynienia - czyli z turystyki - chyba tak jest ale może nie mam racji???

PS chleb bierzemy z piekarnika a chcemy brać z pieca chlebowego, mięso chcemy brać z obory i kurnika - wędzarni, wódkę... od 3 pokoleń bierzemy z ...chłodnicy, napoje (czyt "picie") bierzemy z kompotów i soków których w sezonie robimy po 300-400 słoików i butelek, kapustę ziemniaki marchewkę itd - chcemy znów brać ze swojego poletka, a praca... (to tajemnica - którą zdradzę po przeprowadzce:))