Zastanawiam się nad przeprowadzką na stałe w Bieszczady. Nie chcę dłużej pracować na czyjeś konto, chciałabym mieć właśny biznes. nie dojeżdżać codziennie 2 godziny do pracy i nie przejmować się kaprysami klientów. Być sobie sterem, żeglarzem, okrętem
Tyle o motywacji..
Zgrzyt polega na tym, że komu o tym nie wspomnę puka się w głowę. Mieszkam teraz w dużym mieście i tutaj dobrowolny wyjazd w głuszę równa się wygnaniu. Pochodzę z małego miasta, przywykłam do surowych warunków życia, jednak sama się zastanawiam czy mój pomysł jest dobry. Planowałam po przeprowadzce żyć z turystyki. Zawodowo zajmuję się marketingiem więc przynajmniej z reklamą bym sobie poradziła![]()
Obawiam się tego, że:
- nie będzie się dało z turystyki utrzymać - nie mam w tym zakresie doświadczenia. Zdaje się że nie jest trudno zarządzać małym pensjonatem, ale czy da się z tego żyć?
- zniechęcimy się (ja i mąż) biurokracją przy tworzeniu własnego biznesu
- mam też obawę jak "mieszczuchy" są w takim miejscu jak Bieszczady przyjmowane. Wielokrotnie słyszałam o niszczeniu mienia przyjezdnym na Mazurach. W turystycznych miejscach wiele się mówi o tzw. warszawce czyli wielkomiejskich chamach.
Czy ktoś z forumowiczów miał podobne dylematy, albo może zna podobne jak mój przypadki? Chętnie zapoznałabym się z Waszymi doświadczeniami.


Odpowiedz z cytatem