Miałem się już nie odzywać ponieważ odsądzono mnie od czci i wiary a najgorszą przewiną było to, że ponoć Bubę strasznie naobrażałem, a obrażać nikogo na forum nie wolno. Ale Buba łaskawie mnie sprowokowała pisząc: Nic dziwnego jak taka osoba zobaczy zerwana tabliczke to faktycznie nie pozostaje nic innego jak siasc i sie rozplakac bo caly pomysl na wedrowke bierze w leb. Choć wszyscy - łącznie z Moderatorem - wiedzą, że do mnie pije, broń Boże nie uważają, iż w ten sposób mnie obraża. Ale ja akurat personalnymi atakami się nie przejmuję; są one nieodłączną częścią każdej zażartej dysputy. A ponieważ sam chodzę po Bieszczadach z mapą i bez GPSa, tego typu przytyki mnie nie ruszają. Boli mnie co innego; masowe przyzwolenie forumowiczów na łamanie prawa i akceptacja ewidentnego wandalizmu i prymitywnego chamstwa. Czy tak samo reagujecie, gdy np. ktoś "narobi" Wam na wycieraczkę? Filozofowie moralności wskazują na różnicę między "obowiązkiem prawnym" a "obowiązkiem cnoty". Tego pierwszego zaniedbał Moderator bezkarnie pozostawiając wpisy gloryfikujące łamanie prawa. Ten drugi mają w nosie wszyscy "buboidalni". Mam nadzieję, że tym razem nikogo nie "obraziłem". Chociaż, kto wie....



takie jak maja swiatla na przejsciach dla pieszych- "szlak czerwony, prosimy nie zbaczac! pi pip dzyn dzyn - zboczyles ze szlaku, zawroc, koniecznie zawroc..teraz 300m idz prosto". Moze faktycznie taka jest przyszlosc turystyki i nic nie poradzimy, ale poddac sie bez walki?????
Odpowiedz z cytatem
