wogole momentami ma wrazenie ze ostatnio to ludzie zaczynaja miec dziwne podejscie do szlakow- ze to cos co powinno prowadzic za raczke, a jak spod jednego znaku nie widac drugiego to wpadaja w panike.. ile ludzi spotkalam ktorzy w gory poszli bez mapy,nawet nie widzieli w jakim pasmie sie znajduja, a potem w rozmowie twierdzili ze po co im mapa - przeciez wiedza ze ida czerwonym szlakiem a co chwile sa tabliczki gdzie pisze ile zostalo jeszcze do miejsca X. Nic dziwnego jak taka osoba zobaczy zerwana tabliczke to faktycznie nie pozostaje nic innego jak siasc i sie rozplakac bo caly pomysl na wedrowke bierze w leb..
a najlepiej to jakby szlakom wprowadzic sygnaly dzwiekowe

takie jak maja swiatla na przejsciach dla pieszych- "szlak czerwony, prosimy nie zbaczac! pi pip dzyn dzyn - zboczyles ze szlaku, zawroc, koniecznie zawroc..teraz 300m idz prosto". Moze faktycznie taka jest przyszlosc turystyki i nic nie poradzimy, ale poddac sie bez walki?????