Zdarza się, że wędrowaniu bieszczadzkiemu towarzyszą aniołowie. Aniołów można rozpoznać (czasem się zdarza, że dopiero po dniach, lub tygodniach przebywania w ich kompanii) po ich atrybutach: radosnym spojrzeniu, czuprynie rozwichrzonej i mądrym milczeniu oraz niekiedy flaszeczce zacnej nalewki (czasem i chmielowej, Stały Bywalcze) pod upstrzonymi, anielskimi, skrzydlatymi farfoclami skrytej. (oj, Asiczkowy zajzajer! Moje gardło chucią jego posmakowania się rozpaliło). Nie znaczy to jednak, że każdy napotkany ociepieniec z głupkawym uśmieszkiem, zwichrzonym fryzem od czterodniowego nieprzespania, zatkaną czosnkiem gębą i trzyćwierćlitrem osuszaka w garści, jawić ma się nam jako stworzenie boskie, a przynajmniej ponad przeciętną boskości wśród istot żywych wychodzące. Nie, bowiem może to być również najsmutniejszy w swej doli pijaczyna, albo też człek zacny, nieprzecietnością swą świat zachwycajacy, a w chwili słabości naszym spojrzeniem (niesprawiedliwie krytycznym) przyłapany, a anioła bezwiednie imitujący. Mają tedy owe stworzenia, przez Boga na zbawienie dusz ludzkich wysłane, jakoweś inne cechy od nieaniołów je wyróżniające. W swych tegorocznych obserwacjach (a wędrowałem w tym roku po Bieszczadzi cudownej w towarzystwie anielskim) zauważyłem, że owszem, są one nad–zwyczajne, bowiem mają w sobie dar najcenniejszy, który w radosnej otusze pielęgnują z czcią i czułością, dar jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny i piekny: ONE są ludźmi! Anioły mają w sobie człowieka z krwi i kości, i nie urągają temu przezwisku, temu imieniu, tej nazwie. Niosą szczęśliwą pociechę i kocham je jak jasna cholera, a może nawet ciężka, z nadzieją, że takiego jak ja grzesznika, brakoroba i zakapiora swą dobrocią i przykładem darzyć wciąż będą (podkreślam BĘDĄ – i niech się One już martwią, co miałem na myśli podkreślenia używając).
Życzę wszystkim znajdowania na swoich, nie tylko bieszczadzkich, ale oczywiście tamtejszych jak najczęściej, drożynach, anielskich śladów, Stałemu i Braci Forumowej za pamięć dziękuję, od Barszcza, druha mego największego (niezmiernie zapracowanego – prawdę rzekł Lupino) pozdrowienia ślę, uściskowo się do nich dołączając.
duszewoj


Odpowiedz z cytatem