Ooooo cudnie;-)
i zielono
Ooooo cudnie;-)
i zielono
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Wycieczki.
Wycieczki stanowią dla nas zwykle pewien problem. Staruszek Semen źle znosi jazdę autem. Jak dziecko cierpi na chorobę lokomocyjną. Każda wycieczka wymaga albo specjalnych przygotowań, albo poszukania opieki na czas naszej nieobecności. W tym roku byliśmy nieco większą grupą. Dojechał na wakacje nasz młodszy (Michał) z Ewą. Ewa pierwszy raz w Bieszczadach. Część zdjęć prezentowanych w tej relacji jest jej autorstwa. Młodym nie przeszkadzał nawet największy upał, a Michał w roli przewodnika oprowadzał Ewę po okolicy. Oczywiście na pierwszy ogień poszły Jeziorka.
Po spacerach zaproponowałem, że pokażę im cerkwie. Michał się skrzywił i już było wiadomo, kto zostanie z Semenem. Ewa wręcz przeciwnie, zareagowała entuzjazmem na moją propozycję. Na początek pojechaliśmy do Komańczy. Zakupiliśmy znicz i pojechaliśmy na cmentarz przy odbudowywanej cerkwi. Co roku zapalamy światełko dla Pani Anny. Przy okazji dokumentujemy postęp prac przy odbudowie. Następny przystanek to cerkiew w Rzepedzi. I tu miła niespodzianka. W środku trwają jakieś prace i pracujący pan wpuszcza nas do środka. Robimy kilka zdjęć i przysiadamy na ławce w skupieniu. Jest cicho, pracownik gdzieś zniknął, jesteśmy sami. Przez okno wpada słońce i rozświetla carskie wrota. Pojawia się pan i pokazując na zegarek daje do zrozumienia, że pora wychodzić. Jeszcze zaglądamy do Hermesa. Od zeszłego roku nic się nie zmieniło, żadnych śladów bytności, krzaki zarastają coraz większe. Mam sentyment do tego miejsca. Tu Michał jeździł konno, tu zaprzyjaźniłem się z Magdą i do tej pory pozostajemy w kontakcie. Wsiadamy do auta i kierujemy się do Turzańska. To moja ulubiona cerkiew. Mój pierwszy pobyt w Bieszczadach i pierwsza cerkiew (to już prawie trzydzieści lat). Wtedy, przed laty cerkiew ta otrzymała nowy dach. Teraz patrzę, dach świeci nową blachą. Koło się zamknęło. Pora wracać.
cdn
Zawsze wiedziałam, że błogie lenistwo, zwłaszcza letnie ma swoje wyjątkowe walory
A dobrze opisane sprawia kolejną przyjemność. Chętnie przyłączę się do tego duszatyńskiego lenistwa![]()
"niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
http://takiewedrowanie.blogspot.com/
Zapraszam, teraz do ekranu, a w sierpniu nad Osławę
Długi
był już tort i nawet deser w postaci "odlotu" więc czyżby to był koniec opowieści?
jeśli tak to dzięki Długi za te sierpniowe Bieszczady - moje ulubione
podejmuję się drapania i czochrania a nawet mogę Semenowi kręcić loka na grzywce...![]()
(sama wiem jak smutno się robi, kiedy zdajemy sobie sprawę, że nasz kochany psiak naprawdę jest już staruszkiem
)
i życzę jeszzce wielu okazji do świętowania w tak pięknych okolicznościach przyrody i w tak zacnym towarzystwie![]()
Dzień odwiedzin.
Tym razem Joanna zostaje na straży obozowego ogniska. Jedziemy do Krywego, a w planie jeszcze obiadek w Wilczej Jamie.
Pogoda cały czas nam dopisuje więc wybieram trasę przez przełęcze. Widoki jak malowane. Tylko w Wetlinie musimy bardzo uważać, aby nikt nam nie wszedł pod koła. Nad Przełęczą Wyżną krąży myszołów. Ten to ma widoki. Pozazdrościć. Wtedy nie przypuszczałem jak szybko zobaczę Bieszczady z góry dzięki zdjęciom zrobionym przez mojego starszego syna, Maćka. Był w Bieszczadach z żoną tydzień przed nami i zrobił kilkadziesiąt fotek "z góry". Będą na zakończenie. Tymczasem jedziemy już kwietną aleją. Zawsze rudbekie przyprawiają mnie o dreszcz emocji. Fotografuję je bez końca. Ale później gdy oglądam zdjęcia.. to nie to. Dolina Krywego widziana z Rylego. Codziennie na nią patrzę. Mam tapetę na ekranie ze zdjęcia zrobionego spod słupa na szczycie. Pierwszy raz byłem tam pewnej zimy, czy wiosny. Usiłowaliśmy dość bezskutecznie dojechać pod dom Tosi, wtedy jeszcze Pani Antoniny Majsterek. Gdy w końcu zostawiliśmy auto pod pawilonem i podeszliśmy do Gospodyni przywitała nas słowami: jeszcze nie widziałam, żeby łąkę orać ułazem. I tak się zaprzyjaźniliśmy z Tosią i Staszkiem. Jesteśmy tam częstymi gośćmi i zawsze nas wzrusza ciepło przyjęcia i ... i te Krywe. Nie ma śliczniejszego miejsca. Na Krywem trochę nowości. Jest nowy domownik: kawka. Bystre, wścibskie ptaszysko, które nie pominęło żadnej okazji by nas poznać i spróbować dziobem. Młodych interesują głównie konie pasące się opodal. No cóż, skrzywienie zawodowe. Gotowi byli zostać kilka dni, aby dosiąść któregoś. Później jeszcze jeździliśmy do Woli Michowej, tam też są konie i do Wołosatego.
cdn
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)