Siądźcie mili w cieniu. Pod jesionami, gdzie przewiew od Chryszczatej niesie ochłodę, albo pod olchami, gdzie od Osławy szum koi jeszcze niedawny zgiełk miasta.
Wielu znajomych, którzy jeszcze nie byli ze mną w Duszatynie pyta: a co ty tam robisz?
Nic nie robię, odpowiadam. I tym nic nierobieniem wypełniam czas od rannej rosy do rozgwieżdżonego zmroku. Zanudził bym was opowiadając czego to nie robiłem, a i nie jest specjalnie ciekawe co robiłem przez następne dni. Podam więc w skrócie kilka wybranych fragmentów ilustrowanych fotkami. Część z nich była robiona telefonem, więc i jakość nie specjalna, ale dokumentują chwilę i oglądając przywołuję w pamięci obra rzeczywisty, lśniący słońcem. Prosta codzienna czynność: pójść do lasu po suchary na ognisko. To bezwzględna konieczność, bo zawsze gotujemy na ogniu. Nie wiem czemu zawsze ta prosta czynność zajmuje mi tyle czasu. No ale jak się śpieszyć, gdy las jest tak rozświetlony, a po drodze rośnie tyle różności, że i Marcin S. by się zatrzymał.


Odpowiedz z cytatem