Wycieczki.
Wycieczki stanowią dla nas zwykle pewien problem. Staruszek Semen źle znosi jazdę autem. Jak dziecko cierpi na chorobę lokomocyjną. Każda wycieczka wymaga albo specjalnych przygotowań, albo poszukania opieki na czas naszej nieobecności. W tym roku byliśmy nieco większą grupą. Dojechał na wakacje nasz młodszy (Michał) z Ewą. Ewa pierwszy raz w Bieszczadach. Część zdjęć prezentowanych w tej relacji jest jej autorstwa. Młodym nie przeszkadzał nawet największy upał, a Michał w roli przewodnika oprowadzał Ewę po okolicy. Oczywiście na pierwszy ogień poszły Jeziorka.
Po spacerach zaproponowałem, że pokażę im cerkwie. Michał się skrzywił i już było wiadomo, kto zostanie z Semenem. Ewa wręcz przeciwnie, zareagowała entuzjazmem na moją propozycję. Na początek pojechaliśmy do Komańczy. Zakupiliśmy znicz i pojechaliśmy na cmentarz przy odbudowywanej cerkwi. Co roku zapalamy światełko dla Pani Anny. Przy okazji dokumentujemy postęp prac przy odbudowie. Następny przystanek to cerkiew w Rzepedzi. I tu miła niespodzianka. W środku trwają jakieś prace i pracujący pan wpuszcza nas do środka. Robimy kilka zdjęć i przysiadamy na ławce w skupieniu. Jest cicho, pracownik gdzieś zniknął, jesteśmy sami. Przez okno wpada słońce i rozświetla carskie wrota. Pojawia się pan i pokazując na zegarek daje do zrozumienia, że pora wychodzić. Jeszcze zaglądamy do Hermesa. Od zeszłego roku nic się nie zmieniło, żadnych śladów bytności, krzaki zarastają coraz większe. Mam sentyment do tego miejsca. Tu Michał jeździł konno, tu zaprzyjaźniłem się z Magdą i do tej pory pozostajemy w kontakcie. Wsiadamy do auta i kierujemy się do Turzańska. To moja ulubiona cerkiew. Mój pierwszy pobyt w Bieszczadach i pierwsza cerkiew (to już prawie trzydzieści lat). Wtedy, przed laty cerkiew ta otrzymała nowy dach. Teraz patrzę, dach świeci nową blachą. Koło się zamknęło. Pora wracać.
cdn


Odpowiedz z cytatem