Jak co roku celem naszym jest cukiernia w Lesku. Oczywiście byliśmy tu w rej sprawie kilka dni wcześniej. Jak co roku rozmowa była niemal identyczna:
- chcieliśmy zamówić..
- a, jak zwykle tort?
- tak tylko z...
- oczywiście że z ptaszkami, a jaki napis? Która to już?
Podajemy treść napisu i stosowne liczby. Zamawiamy największy, jaki robią, bo w tym roku będzie dużo gości.
Dziś tylko odbieramy zamówienie. Dokupujemy jeszcze trochę drobnych ciasteczek i gotowe. Pora wracać. W rynku atrakcja turystyczna: człowiek orkiestra. Podśpiewuje, gra i pozwala się fotografować. Nie marudzimy z powrotem, bo upał się wzmaga, i boimy się, że tort nam popłynie. Po powrocie tort wędruje do naszej obozowej lodówki w Olchowatym. Michał nam melduje, że jak byliśmy w Lesku to przyjechali do nas goście. Pytam, kto przyjechał i dokąd poszli? Do Osławy. I radość wielka: Bertrand z Renatką własną osobą nas zaszczycili.


Odpowiedz z cytatem