heheh:) nie ma mnie w domu więc czytam forum dorywczo. Widze że zrobił tu sie goracy temat:D jak to na forum:)
Ja w temacie tylnego napędu: pojechałem kiedyś z podleśniczym z Bukowca do Baligrodu na odprawę. Gdy ruszaliśmy rano zaczął padać śnieg. Jako że na brodach za Wolą Górzańską potęga wody i lodu nas nie przepuściła pojechaliśmy skrótem przez Szkółki i Markowską (droga utwardzona ale często dziurawa i zryta przez zrywke ale polecam uwadze w awaryjnych sytuacjach) ... no więc śmigneliśmy przez Markowską i po chwili byliśmy już w nadleśnictwie. tam zeszło nam troszke czasu do 15. znudzony monotonnym mamrotaniem sprawozdawców zerkałem na ogromne płaty śniegu wirujące coraz gęściej za oknem. Wsiadając do maluszka zabraliśmy dwóch znajomych. ilość świeżego śniegu kazała nam wybic sobie z głowy poranny skrót. Pojechaliśmy malowniczą bieluśką drogą okrężnie przez Hoczew. Do Berezki widzieliśmy dwa trzy auta zaparkowane w rowach. Najfajniejsze czekało nas za Berezką... Dość stomy podjazd którego latem raczej sie nie zauważa: w zasięgu wzroku cztery "porządne" auta powbijane w pobocza. Karol zatrzymał autko poskrobał sie po głowie i zarządził: załoga na tył! :D Nie wiedziałem o co biega ale posłusznie wysiadłem razem z pasażerami. Po chwili trzech chłopa smaganych wiatrem stało na tylnym zderzaku trzymając sie bagażnika dachowego. A dzielny pomarańczowy maluszek z porządnie dociążonym tyłem śmiało i bez łańcuchów szturmował szczyt mijając czekających na piaskarkę... Ot ... taka przypowieść z życia jak sobie potrafią radzić ci jak Wy to mówicie "tubylcy":)))
może to wyglądało śmiesznie ale skuteczne:)


Odpowiedz z cytatem