Kiedyś zimą siedziałem sobie wieczorem przytulony pleckami do ciepłego pieca. CB szumiało sobie na kanale wywoławczym w nasłuchu dla DXów. A zima była piękna śnieżna i mroźna. Dlatego zapas drewna poukładanego cieszył moje oczy jak sztabki złota...
Na krótko przed północą usłyszałem wywołanie ogólne do wszystkich - bardzo silny sygnał bliziutko mnie. Odezwałem sie. Gość zdenerwowanym głosem powiedział, że stoi ciężarówką z przyczepą za mostem na Rajskiem. Zabrakło mu rozpędu. Zaczął zjeżdżać do tyłu, "złamał sie w pół" z przyczepą i tak został... Prosił żeby jakoś mu pomóc. Nie bardzo widziałem jak, ale powiedziałem mu że postaram sie. Zbiegłem na dół, w kancelarii stał telefon. Taki na korbkę jeszcze (1997rok był) Obudziłem pania telefonistkę w Wołkowyi, razem uradziliśmy że trzeba do straży albo Rejonu Dróg Publicznych... Masa telefonów, narad... krzyczenia w głuchą słuchawkę bo słabo było słychać. Ale po pół godzinie mogłem kierowce wywołać na radiu i powiedzieć że jedzie do niego piaskarka:)
Nawet przez chwile myślałem żeby sobie tam podejść z jakąś ciepłą kawą w termosie ale 6 km z buta... to doszedłbym już po całej tej akcji. wszystko skończyło sie dobrze. ale morał taki żeby uważać z podróżami po nocach w górach. Nie każdy ma CB i już mało kto ma radio w domu na nasłuchu...
A wierzących w telefony komórkowe uprzedzam że nie wszedzie znajdą zasięg :P


Odpowiedz z cytatem