Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 14

Wątek: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar kobieta_bieszczadzka
    Na forum od
    11.2004
    Rodem z
    to tu ... to tam ...
    Postów
    1,099

    Domyślnie Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    A tak mnie naszedł pomysł ....

    Dzień 1

    Rumunia ...znów :) szczerze mówiąc, nie sądziłam, że tak szybko tu powrócę. Skład ekipy jesiennej: Irek, Ewa, Marcin, Kaśka /znaczy się ja/ :P... Przywitała nas piękna pogoda, niezliczona ilość Dacii oraz nowa przygoda. Nie mogliśmy sobie odmówić przerwy na pyszną rumuńską kawę...oraz trochę z przymusu, na omlet... fenomenem tutejszym jest to, że nawet w najmniejszej wioseczce znajdzie się bar, sklep lub inny przybytek, gdzie stoi ekspres ciśnieniowy i mocna czarna kawa kusi zapachem... Satu Mare, Baia Mare... nie wiem czemu, ale nazwy tych miejscowości ogromnie mi się spodobały, chyba są trochę takie bajkowe :)... przedzieraliśmy się przez plątaninę najróżniejszych uliczek, w poszukiwaniu właściwej drogi oraz kantoru dla Marcina... :) Celem naszym na dziś były Góry Ignis... już z Baia Mare widzieliśmy w oddali najwyższy szczyt pasma, na który to mieliśmy się właśnie dostać. Po bardzo ważnych zakupach /kiełbasa i piwo/ oraz zasięgnięciu opinii pani sprzedawczyni, o możliwości wjazdu na szczyt /no nie dała nam szans/, ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu drogi na górę... Trochę na czuja, trochę fartem, a trochę dzięki tablicy z mapą okolicy, która objawiła się po drodze , dotarliśmy do najwyższego punktu pasma Ignis...

    Ponieważ było to nasze pierwsze szczytowanie :D na tej wyprawie i pierwsza jazda terenowa, opanowało nas radosne podniecenie /no jak to przy szczytowaniach bywa :P/ ... Zanim dotarliśmy na samą górę, kilkukrotnie zatrzymywały nas cudne widoki... Droga wiła się grzbietem, by w końcu doprowadzić nas do podnóża masztów... Generalnie kupa żelastwa, ale z pewnej odległości wyglądały jak rakiety z kilku etapów rozwoju podróży w kosmos ... Poniżej na zboczu grupka „kamikadze” czekała na wiatr, by wzbić się na paralotniach.... Przycupnęliśmy w rudych paprociach w oczekiwaniu na ten moment... iiiii poszedł.... jeden.... potem drugi.... W ciągu kilku chwil znaleźli się gdzieś w okolicach Baia Mare, takie znikające kolorowe punkciki... :) Powoli zaczęliśmy się rozglądać za miejscem na biwak. Wypatrzyliśmy skałkę wieńczącą grzbiet z cudnym widokiem... Tam będzie się dobrze spało :)....

    Po dotelepaniu się wśród traw do owej skałki, zostaliśmy nagle i niespodziewanie otoczeni przez niezliczone zastępy lub wręcz całe armie much, muszek i innych stworzeń latająco – bzykających. Na szczęście po niedługim czasie odpuściły... /chyba nie byliśmy zbyt gościnni dla nich :P/...Powoli powstawał nasz pierwszy biwak. Namioty wyrosły momentalnie , jakby nie było 2-sekundowe :P...Irek się w swoim wręcz nawet zakochał, nie wiem czy namiot odwzajemnił uczucie :P... Szybkie wyprawy po drewno...ogólna krzątanina w oczekiwaniu na ognisko i kiełbaski :)... każdy zdążył już przepłukać kurz podróży z gardła piwkiem z Timişoary :)...

    Gdy już zasiedliśmy przy ognisku i chyba każdy był już po kiełbasce, której daleko było do tych cudnych kiełbas z wyjazdu sierpniowego, rozpoczął się spektakl, lecz nie był to teatr „jednego aktora” ... drzewa, skały, chmury, słońce i jezioro u naszych stóp... wszystko cudownie się zgrało, obdarowując nas magicznymi chwilami :)... i niech Irek powie, że był taki sobie... :P... nawet nie wiedzieliśmy, że to nie jedyne przedstawienie tego wieczoru... Gdy słońce znikło już za widnokręgiem, nagle ukazało nam się Baia Mare, które rozbłysło w dolinie tysiącami świateł... Fantastyczne uwieńczenie pierwszego wieczoru...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez kobieta_bieszczadzka ; 11-01-2010 o 17:42

  2. #2
    Powsimorda h.c.
    Awatar Marcowy
    Na forum od
    09.1998
    Rodem z
    Zacisze
    Postów
    2,650

    Domyślnie Odp: Wrześniowa Rumunia

    Autorka Cię grzecznie prosi, żebyś nie zaśmiecała jej wątku prywatnymi wtrętami. To ponad Twoje siły? Wrzuć na luz...

  3. #3
    Bieszczadnik Awatar kobieta_bieszczadzka
    Na forum od
    11.2004
    Rodem z
    to tu ... to tam ...
    Postów
    1,099

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    Dzień 2

    Nocka dała mi troszkę popalić...niby około 1300 metrów n.p.m., ale gdyby nie śpiworek zatelepałabym się na śmierć..., znaczy się zimne jesienne noce. Za to poranek przywitał nas cudnymi promieniami słońca, które momentalnie zmieniły mój namiocik w saunę... Dzięki temu, że Irek zadbał o odpowiednie ustawienie namiotów, czekał mnie cudny widok na przywitanie dnia :). Oczywiście, aby tradycji stało się zadość, odbyliśmy rytuał parzenia kawy...co prawda bez fantazji, bo trzy w jednym, ale i tak smakowała tu wybornie :). Przyszedł czas na „podróże kulinarne” i powstało pierwsze śniadanko, znaczy się jajecznica z pomidorkami :), dopchana kilkoma kanapkami. Cały proces kulinarny lub przynajmniej pewną jego część udokumentował Marcin filmowo... Irek opanował rozbijanie namiotów, lecz ze składaniem jak się okazało wynikły pewne problemy natury technicznej :P... a mianowicie instrukcja w obrazkach jest całkowicie abstrakcyjna :D...i nie idzie jej zrozumieć...Tak więc złożyłam nasze namioty :P, spakowaliśmy obozowisko i ruszyliśmy dalej podbijać rumuńskie góry :).

    Pewnie sprawniej by poszedł zjazd z Ignis, gdyby nie nasze dwie fotomodelki /czyt. Irek i Marcin :P/. Panowie musieli pozować na co drugim kamieniu i trochę się nam zeszło :), a kilometrów przed nami mnóstwo. Według planu powinniśmy się przebazować w Maramuresz, ale po wielogodzinnych rozważaniach , ustalone zostało, iż zaczynamy od zadu, czyli jedziemy w Góry Kelimeńskie. Oczywiście po drodze zaliczyliśmy jeszcze kilka sesji foto oraz bardzo skomplikowany proces napełniania pryszniców i mocowania ich na dachu :P... O dziwo nawet zatrzymaliśmy się przy drewnianej cerkiewce, gdzieś na przedmieściach Baia Mare...szkoda, że tylko przy jednej ... mijaliśmy cudne cerkiewki i kościółki, będące świadectwem niesamowicie bogatej historii tych terenów... ormiańskie, węgierskie i niemieckie wioseczki.... i chyba trzeba będzie tu powrócić by oprócz gór poznać historie ludzi :)... Droga była długa i męcząca, gdy za Toplitą w końcu skręciliśmy w drogę leśną, pojawiła się u mnie nadzieja, że już zaraz koniec podróży na dziś... a tu lipa...podjazd trwał jakieś półtora godziny...yh... na szczęście trudy i niewygody rekompensowały mi widoki :)...wzdłuż drogi ustawione były drewniane krzyże z charakterystycznymi zdobieniami....ogromnie mi się podobają rumuńskie krzyże:)...i cerkiewka gdzieś na zboczu, jakby wtulona w las i w ogóle ... no jak to wszystko opisać :)...brakuje słów...

    Gdy opuściliśmy już las i wjechaliśmy w pasmo kosówki, upały jakby zelżały... zaczęło mocno wiać, a do miejsca gdzie mieliśmy nocować jeszcze hoho... Za to pasmo gór Ceahlau rysowało się przed nami jak na dłoni... Słońce chowało się już za góry, gdy dotarliśmy do punktu, które Panowie wyznaczyli na nasz biwak. No nie da się ukryć, że mocno wietrzne miejsce :):P...ale za to piękne. Biwak na wysokości ok 1900 m.n.p.m wśród kosówki nie był najbardziej przytulny, ale niewątpliwie miał swój urok. Zachód słońca nie był powalający, lecz za to wieczorne i nocne niebo było przecudne. Najpierw chmury przyodziały się w barwne stroje, a później nocne niebo rozbłysło miliardami świateł...... i znów zaczęły spadać gwiazdy :). Wtuleni w mchy przy ognisku chłonęliśmy dziwny urok tego miejsca... Całości dopełniły ryczące gdzieś wokół byki ..........
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez kobieta_bieszczadzka ; 30-12-2009 o 22:33

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar kobieta_bieszczadzka
    Na forum od
    11.2004
    Rodem z
    to tu ... to tam ...
    Postów
    1,099

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    Dzień 3


    Kelimeński wschód słońca... podziwiali go Marcin i Ewa... oczywiście nas nie obudzili. Dodatkowo trafiła się im jeszcze inwersja... yh :P...Wieczorny chłód zamienił się w poranny ziąb... Oczywiście na taką pogodę najlepszy jest żurek :), a jeszcze z jajeczkiem i podsmażoną kiełbaską...poezja :). Gotowanie jaj powierzyłam Marcinowi :D...no jakby nie było poważna sprawa ugotować jaja na twardo :P. Zapach zwabił tym razem „prawdziwego rumuńskiego mężczyznę” :P... Po złożeniu obozu ruszyliśmy w stronę szlaku na Pietrosul.

    Porzuciliśmy auto gdzieś na poboczu i obraliśmy słuszny kierunek. Jakież było nasze zdziwienie, gdy ujrzeliśmy piękną dolinę, która dzieliła nas i cel naszej wyprawy... Ze względu na to, iż dotarcie do szczytu zajęło by nam mnóstwo czasu, którego nie mieliśmy, pozostaliśmy przy podziwianiu widoków ze szlaku, podskokach, no i o dziwo zbiorze maślaków :D... W tak zwanym międzyczasie Marcin zdobył Pietricelul, pod którym urządziliśmy sobie posiedzenie :). Gdy on się drapał gdzie go nie swędzi, my dumaliśmy nad możliwością dojechania do kopalni siarki, która była tuż obok. Zboczem wiła się droga i przyjęliśmy, że właśnie nią przeniesiemy się na Marsa.... :)

    Wróciliśmy do autka i rozpoczęła się nasza „kosmiczna” podróż :). Ową wijącą się drogą dotarliśmy do sporego placu, który powstał z materiału wywożonego z kopalni. Wielka żółta tablica przy wjeździe, prawdopodobnie ostrzegła nas przed zapuszczaniem się w marsjański krajobraz, a już na pewno przed podnoszeniem czegokolwiek z ziemi. Dalej wybraliśmy się na piechotkę…Po kilku chwilach dotarliśmy do skraju wyrobiska. Autentycznie krajobraz zmienił się nagle w surowy i nieprzyjemny, ale zmasakrowana góra i tak ukazała nam swoje piękno…przeróżne odcienie skał cudnie kontrastowały z szafirowym niebem :)…Oczywiście sesja foto ufoludków nad samym urwiskiem… Już wcześniej ustaliliśmy, że zostaniemy na kolejny biwak również w tych górach, więc przyszedł czas na wybranie miejsca na obóz. W trakcie wyprawy do kopalni upatrzyliśmy półeczkę z w miarę równym terenem i tam właśnie się skierowaliśmy.

    Udało nam się zjechać na wybrane miejsce i powoli, bo dziś wyjątkowo wcześnie, zabraliśmy się za przygotowanie obozowiska. Marcin poczuł niedosyt poznawczy i wyruszył w teren z przykazaniem przytaszczenia kijków do kiełbasek. Po wstępnym ogarnięciu biwaku, przyszedł czas na prysznic…miałam cichą nadzieję, że woda odrobinę się nagrzała w ciągu dnia, lecz wiatry na tej wysokości nie dały jej szansy :( … Toaleta była raczej szybka, tym bardziej, że Irek przedziurawił jeden prysznic :P… Znajdowaliśmy się ponad piętrem kosówki, więc tylko na taki opał mogliśmy liczyć. Na szczęście wokół było mnóstwo suchej, wyblakłej od słońca i wiatru kosodrzewiny. Dzięki Ewie momentalnie wyrosła góra drewna, która przypominała rzucone na stertę kości. Marcin powrócił z wyprawy i postanowiliśmy zgrać zdjęcia, aby zrobić sobie wieczorem mały pokazik :)… Iras zabrał się za obieranie maślaczków, by były gotowe na śniadanko…Gdy obozowisko było już w pełni rozbite, rozsiedliśmy się w krzesełkach, by podziwiać widowisko. Mogę śmiało powiedzieć, że mieliśmy najlepsze miejscówki w okolicy … Zachód był przecudny :) … Delektowaliśmy się nim, jak kawałkiem czekolady powoli rozpuszczającej się w ustach :) … Zapłonęło ognisko szkieletów i prawie równocześnie zerwał się silny wiatr… klimacik grozy… mimo to doczekaliśmy nawet do pieczonych ziemniaków, chociaż zadek zmarzł mi niemiłosiernie :)… „ na niebie księżyc pozapalał gwiazdy…”


    zdjęcia : piękny wschód z inwersją w wykonaniu Marcina
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez kobieta_bieszczadzka ; 30-12-2009 o 22:40

  5. #5
    Bieszczadnik Awatar joorg
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Krosno
    Postów
    2,335

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    Cytat Zamieszczone przez kobieta_bieszczadzka Zobacz posta
    ...Kelimeński wschód słońca...
    piękny wschód z inwersją ......
    Ko_bi tak fajnie się z Wami "wędruje" i co i co dalej?piszzzz
    "dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
    Pozdrawiam Janusz

  6. #6
    Ekspert Roku 2011
    Ekspert Roku 2010
    Forumowicz Roku 2009
    Awatar marcins
    Na forum od
    12.2005
    Rodem z
    Lesko/Rabe
    Postów
    3,394

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    A ja już myślałem, że długie przestoje to tylko moja specjalność
    Marcin

  7. #7
    Bieszczadnik Awatar kobieta_bieszczadzka
    Na forum od
    11.2004
    Rodem z
    to tu ... to tam ...
    Postów
    1,099

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    heheh .... wiesz narasta napięcie ..., ale skoro już podgoniłeś swoją, to może i ja coś dorzucę... Pytanie czy i jeśli tak, to czy w tym roku opiszesz jesienny wypad ?

  8. #8
    Bieszczadnik Awatar kobieta_bieszczadzka
    Na forum od
    11.2004
    Rodem z
    to tu ... to tam ...
    Postów
    1,099

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    Dzień 4

    Piękny, rześki poranek... oczywiście ziąb niemiłosierny :), ale maślaczki w śmietanie na śniadanie zrekompensowały nam to w 100 %... Problem był z przyrządzeniem ich na takim wietrze, ale na wszystko są sposoby :) … na szczęście. Szybkie pakowanie, gdyż dziś przed nami długa droga. Jedziemy w Góry Suhard.
    Przedwczorajszy długi podjazd, zamienił się w sprawny zjazd... Po drodze załapaliśmy się jeszcze na zwózkę drewna, więc mieliśmy przymusowy przystanek na zdjęcia :). Znów mijaliśmy te piękne polany i drogę krzyży... Wróciliśmy na trasę z Toplity i skierowaliśmy się na Vatra Dornei. Już wcześniej panowie coś kombinowali i wyszło na to, że będziemy skracać drogę, jadąc przez góry... Pytania były zasadnicze: gdzie skręcić i czy da się przejechać? :)Niby coś tam wynikało z mapy, ale jakie są rumuńskie mapy wiadomo :P...Ożywiwszy, więc starą zasadę „koniec języka za przewodnika”, wydelegowaliśmy Marcina, aby uzyskał informację w malutkim wioskowym sklepie, jak to faktycznie jest z tym skrótem. Na szczęście zdania nie były podzielone i wszyscy zgodnie machali rękoma w jednym kierunku :P. Ruszyliśmy, więc drogą można by rzec gruntową, przez małe, cudnie malownicze wioseczki. Zachwycały nas krajobrazy, jakie w Polsce są już unikatowe. Wielkie stogi siana wtulone w siebie na poletkach otoczonych drewnianymi płotkami. Jechaliśmy jakby ktoś nas prowadził :), bez przeszkód dotarliśmy do rozstaju dróg, który nas lekko zbił z tropu... Droga w lewo, jak i w prawo prowadziła na Vatra Dornei :)... Na szczęście nadciągnęła odsiecz, w osobie dziadunia na wozie … Co prawda wskazał nam słuszny kierunek, ale z wrażenia zaparkował centralnie w potoku :) … Rozpoczął się etap mocno terenowy. Podjazd, że tak powiem po japońsku – jako tako, natomiast zjazd podniósł nam poziom adrenaliny :). Nachylenie drogi było takie, że zjeżdżałam z fotela :), ale jakoś poszło, jakoś poszło ... Po zsunięciu się w stylu alpejskim z przełęczy dotarliśmy do Panaci i zgodnie orzekliśmy, że czas na kawę... Nasza znajomość języka rumuńskiego znacznie się podniosła, więc potrafiliśmy zamówić już nie dość, że dużą to jeszcze nawet ze śmietanką. Delektując się kawką, ustaliliśmy dalszy plan działania. Nadal mieliśmy kawał drogi przed sobą, a była to dla wszystkich dziewicza wyprawa w pasmo Suhard. Zaopatrzenie na wszelki wypadek zrobiliśmy w Vatra Dornei i dalej w trasę, gdzie nas poprowadzi mapa i pani z GPSa Irka :P... Nie obyło się oczywiście bez kilku przymusowych postojów, w trakcie których Marcin, jako, że doświadczony w tej materii, upewniał się co to słuszności naszego kierunku. Problem powstał w małej knajpce, w której wcięło Marcina na dłużej. Zasada jest prosta, gdy dwóch Rumunów się kłóci o drogę, to na pewno nie da się przejechać, a co zrobić jak kłóci się pięciu :). Ryzyk fizyk – jedziemy dalej. Na drogę dostaliśmy mapkę wyrysowaną na kawałku papieru. Zobaczymy jak z jej dokładnością :P... Wjechaliśmy w leśne ostępy i brnęliśmy dalej w nieznane...Trzymając się wskazówek z mapki, skręciliśmy gdzieś tam w lewo i niespodzianka... Przed nami ujrzeliśmy dostawczy samochód ciężarowy, który o dziwo używany był przy zrywce drzewa... :) Drogę zatarasowało nam wielkie drzewo, ale momentalnie zostało usunięte i mieliśmy oczyszczony przejazd :)...no sprawne mają te urządzonka nie powiem :P Przedzieraliśmy się dalej drogami leśnymi i wielkie było nasze zaskoczenie, gdy nagle przed nami wyrosła gładziusieńka , szeroka droga szutrowa, za sponsorowana przez UE :P... Znaczy dojechaliśmy na przełęcz Suhard, więc czas rozejrzeć się za miejscem na biwak. Wersji było kilka, lecz wybraliśmy polankę ponad opuszczoną kapliczką u stóp połoniny. Oczywiście jak co dzień czekało na nas pocięte drewno :) …
    Zanim udało nam się rozbić biwak, panowie oczywiście złapali za aparaty... Zachód słońca oczywiście...tym razem pomarańczowy dysk chował się za Górami Rodniańskimi... Nacieszywszy oczy, zabraliśmy się za obozowisko... czyli standardowo namioty, opał i takie tam . Marcin wyruszył z misją wydarcia ostępom leśnym kijów do kiełbasek :):P... Lasy broniły się zażarcie, najpierw zaatakowały go chmarą trzmieli leśnych, następnie wysłały niedźwiedzia, który okazał się być psem :P... Marcin jednakże nie poddał się tak łatwo, no jakby nie było na leśnika trafiło i wyprawa została uwieńczona zdobyczą :).Gdy wszystko było juz prawie gotowe, aby spokojnie usiąść, przytrafiły nam się niespodziewane odwiedziny. Dostrzegliśmy, że w naszą stronę idą nasi „znajomi” ze zrywki, co więcej, idą i gwiżdżą. Okazało się, że przyszli prosić o kawałek chleba dla psów, które znaleźli na przełęczy, a które chcieli zabrać ze sobą :). Jako, że wiedziałam co tam słychać u nas w zapasach, odstąpiliśmy pętko kiełbasy. Pieski przyjęły je z przyjemnością, co Ewa jako naoczny świadek stwierdziła :). Siedząc przy ognisku i delektując się rumuńskim białym winkiem, snuliśmy różne opowieści... :) Marcin zaserwował nam na kolację kanapeczki na gorąco znad ogniska i przy okazji tego udzielał mi instrukcji kulinarnych. Efektem ich była przypalona jedna strona mojej kanapki :P, ale i tak była smaczna :). Gdy powoli ognisko już zaczęło dogasać, uwagę naszą zwróciło światło na grzbiecie połoniny nad nami... Na początku było to maluśkie światełko w oddali, ale z każdą chwilą stawało się wyraźniejsze i bliższe ... No niemożliwe, żeby ktoś po nocy jeździł po połoninach, przynajmniej tak nam się wydawało :). Rzuciłam od tak sobie, że pewnie zjedzie koło nas i jakież było nasze zdziwienie, gdy faktycznie tak się stało :)... No i tym sposobem uzyskaliśmy informacje, na temat możliwości wjazdu na górę. Jak oni dali radę po nocy, to co my nie damy ... tym bardziej, że w dzień :P... Zakończył się kolejny dzień naszej wyprawy... do snu grał nam wiatr świerkową kołysankę ...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez kobieta_bieszczadzka ; 11-01-2010 o 15:57

  9. #9
    Bieszczadnik Awatar kobieta_bieszczadzka
    Na forum od
    11.2004
    Rodem z
    to tu ... to tam ...
    Postów
    1,099

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    Dzień 5


    Nagła i niepodziewana pobudka, znaczy Irek dobija się do mojego namiotu z zestawem kawowym i każe mi podziwiać widoki :). Co prawda widziałam ostro o tej porze tylko na jedno oko, bo drugie było jeszcze w stanie głębokiego uśpienia, ale widok faktycznie był przedni. Sączyłam sobie kawkę, siedząc nadal w śpiworku i było mi tak....dobrze :). Stwierdziliśmy, że Marcina chyba jak zwykle gdzieś poniosło... Powoli zaczynał się codzienny rozruch i nadeszła pora karmienia ... Marcin wzgardził flaczkami, więc było więcej dla nas :P... Mogłyśmy tez z Ewą podziwiać przedstawienie pt.: „Składanie namiotu”, oczywiście w wykonaniu panów...cytuję „ja złapie tu, ty złap tu, ja będę kręcił w jedną stronę, a ty w drugą”...:D. Skończyło się jak zwykle, czyli złożyłam te namioty :P... W trakcie pakowania auta, panom nudziło się niemiłosiernie widocznie, gdyż rozpoczęły się sesje fotograficzne skoków na tle Gór Rodniańskich :)... Sprawdziwszy czy niczego nie porzucamy, ruszyliśmy w drogę na grzbiet połoniny....
    Początek podjazdu był całkiem, całkiem... Sprawnie pokonywaliśmy kolejne zakosy, pnąc się w stronę grzbietu, ale powiem szczerze, że jadąc tędy nocą miałabym poważne wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego kierowcy :P... Niestety skończyło się rumakowanie i przed nami pojawiły się głębokie wyrwy na drodze...... W chwilach, gdy panowie mocno debatowali nad sposobem pokonania przeszkód, my podziwiałyśmy cudną panoramę z mocnym akcentem rodniańskim :)... Wjechaliśmy na grzbiet i przez chwilę sunęliśmy gładko w stronę Omului. W pewnym momencie zrobiło sie za stromo dla autka i był to moment, w którym postanowiliśmy wypróbować napęd dwunożny ...
    Pogoda była idealna na taką trasę, słoneczko, lekki wiaterek... miodzio. Przygotowaliśmy plecaki z zapleczem technicznym, czyli picie, picie i coś do szamania :). Krokiem spacerowym ruszyliśmy na szlak. Ewa i Marcin wydarli do przodu, a ja mam już coś takiego, że lubię tuptać na końcu... i mogę sobie focić do woli i nikt mnie nie pogania ... Iras wymyślił, że darujemy sobie Omului i wdrapiemy się na górę ponad nami...Oczywiście ruszył na przełaj, czyli przeciągnął mnie pod niezłą, stromą połoninkę, a i tak się okazało, że szlak biegnący drogą, przechodzi właśnie pod tym szczytem :P... Irek rozwalił się w jagodziankach, Ewa i Marcin twardo brnęli w stronę szczytu, a mnie pochłonęły kolory połonin... Z daleka obserwowałam „tańczące” nad Irkiem kruki. Na górze mocno wiało, więc schroniliśmy się za grzebieniem skalnym i oddaliśmy się błogiemu byczeniu :), w oczekiwaniu na powrót wytrwałej dwójki :P... Pozostaję w niewiedzy co działo się na szczycie Omului, ale jakoś dam radę z tym żyć ... Powróciliśmy do auta, krótki odpoczynek na posilenie się naszego kierowcy, szprotkami w oleju i zawrotka... Zjazd okazał się dużo łatwiejszy, niż podjazd i poszło nam zadziwiająco sprawnie... Ruszamy na Rotundę...
    Sunąc znów po gładziutkiej szutrówce zmierzaliśmy w stronę Gór Rodniańskich. Odcinek sponsorowany przez UE, skończył się równie zaskakująco jak się zaczął i znów droga off-roadowa. Zjechaliśmy w dolinkę i znaleźliśmy się w zimowym kurorcie szumnie zwącym się „Kompleks Turystyczny Polana Zanelor”... wyciągi narciarskie, masę schronisk, baseny, masaże, zagroda z jeleniami i inne takie tam.... Po krótkiej przerwie przy jelonkach, ruszyliśmy dalej w kierunku przełęczy Rotunda. To był dzień zwierza...napotkaliśmy jeszcze łączkę nad potokiem z kozami na mostku, które stały chyba w kolejce po coś, piękne konie :P i cudne szczeniaki... W końcu dotarliśmy do przełęczy... Gdy wyjechaliśmy z lasu ujrzeliśmy malownicze widoki... oj będzie nam tu dobrze...:) Wybraliśmy też fantastyczne miejsce na obóz, wypłaszczenie na zboczu, które otoczone było przez stare okopy i drzewa układające się w okrąg... Rozpościerał się stąd oszałamiający widok na Góry Suhard, Góry Rodniańskie oraz przełęcz poniżej. Obóz stanął i nadeszła chwila wytchnienia...mogliśmy się w spokoju delektować widokami. Na łąkach poniżej pojawiły się konie, dopełniając całokształtu. Każdy z naszych biwaków był fantastyczny, ale to miejsce było dla mnie jakby magiczne... Ognisko, gwiazdy i delikatny szum drzew... leżeliśmy przy ogniu do późna..


    [edit]: zmiana kolorystyczna zdjęć...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez kobieta_bieszczadzka ; 11-01-2010 o 15:49

  10. #10
    Forumowicz Roku 2012
    Forumowicz Roku 2011
    Forumowicz Roku 2010
    Awatar don Enrico
    Na forum od
    05.2009
    Rodem z
    Rzeszów
    Postów
    5,021

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    Gdy zima za oknem to miło się wędruje szczególnie gdy :
    Pogoda była idealna na taką trasę, słoneczko, lekki wiaterek... miodzio...
    Tylko te kolory na zdjęciach ...jakieś dziwne... chyba mi się monitor rozkalibrował.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Ogniste rydwany w Rumunii
    Przez paszczak w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 21
    Ostatni post / autor: 04-01-2010, 23:41
  2. Jesienna komunikacja
    Przez chylonides w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 10
    Ostatni post / autor: 14-10-2009, 09:13
  3. wulkany błotne w Rumunii i okolice
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 08-11-2008, 08:51
  4. Zimowa włóczęga w Bieszczady albo i gdzie indziej
    Przez Chwileczka w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 04-12-2007, 23:47
  5. Jesienna depresja
    Przez domina w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 24
    Ostatni post / autor: 23-10-2007, 15:50

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •