Pokaż wyniki od 1 do 10 z 14

Wątek: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

Widok wątkowy

  1. #9
    Bieszczadnik Awatar kobieta_bieszczadzka
    Na forum od
    11.2004
    Rodem z
    to tu ... to tam ...
    Postów
    1,099

    Domyślnie Odp: Jesienna włóczęga po Rumunii ;)

    Dzień 5


    Nagła i niepodziewana pobudka, znaczy Irek dobija się do mojego namiotu z zestawem kawowym i każe mi podziwiać widoki :). Co prawda widziałam ostro o tej porze tylko na jedno oko, bo drugie było jeszcze w stanie głębokiego uśpienia, ale widok faktycznie był przedni. Sączyłam sobie kawkę, siedząc nadal w śpiworku i było mi tak....dobrze :). Stwierdziliśmy, że Marcina chyba jak zwykle gdzieś poniosło... Powoli zaczynał się codzienny rozruch i nadeszła pora karmienia ... Marcin wzgardził flaczkami, więc było więcej dla nas :P... Mogłyśmy tez z Ewą podziwiać przedstawienie pt.: „Składanie namiotu”, oczywiście w wykonaniu panów...cytuję „ja złapie tu, ty złap tu, ja będę kręcił w jedną stronę, a ty w drugą”...:D. Skończyło się jak zwykle, czyli złożyłam te namioty :P... W trakcie pakowania auta, panom nudziło się niemiłosiernie widocznie, gdyż rozpoczęły się sesje fotograficzne skoków na tle Gór Rodniańskich :)... Sprawdziwszy czy niczego nie porzucamy, ruszyliśmy w drogę na grzbiet połoniny....
    Początek podjazdu był całkiem, całkiem... Sprawnie pokonywaliśmy kolejne zakosy, pnąc się w stronę grzbietu, ale powiem szczerze, że jadąc tędy nocą miałabym poważne wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego kierowcy :P... Niestety skończyło się rumakowanie i przed nami pojawiły się głębokie wyrwy na drodze...... W chwilach, gdy panowie mocno debatowali nad sposobem pokonania przeszkód, my podziwiałyśmy cudną panoramę z mocnym akcentem rodniańskim :)... Wjechaliśmy na grzbiet i przez chwilę sunęliśmy gładko w stronę Omului. W pewnym momencie zrobiło sie za stromo dla autka i był to moment, w którym postanowiliśmy wypróbować napęd dwunożny ...
    Pogoda była idealna na taką trasę, słoneczko, lekki wiaterek... miodzio. Przygotowaliśmy plecaki z zapleczem technicznym, czyli picie, picie i coś do szamania :). Krokiem spacerowym ruszyliśmy na szlak. Ewa i Marcin wydarli do przodu, a ja mam już coś takiego, że lubię tuptać na końcu... i mogę sobie focić do woli i nikt mnie nie pogania ... Iras wymyślił, że darujemy sobie Omului i wdrapiemy się na górę ponad nami...Oczywiście ruszył na przełaj, czyli przeciągnął mnie pod niezłą, stromą połoninkę, a i tak się okazało, że szlak biegnący drogą, przechodzi właśnie pod tym szczytem :P... Irek rozwalił się w jagodziankach, Ewa i Marcin twardo brnęli w stronę szczytu, a mnie pochłonęły kolory połonin... Z daleka obserwowałam „tańczące” nad Irkiem kruki. Na górze mocno wiało, więc schroniliśmy się za grzebieniem skalnym i oddaliśmy się błogiemu byczeniu :), w oczekiwaniu na powrót wytrwałej dwójki :P... Pozostaję w niewiedzy co działo się na szczycie Omului, ale jakoś dam radę z tym żyć ... Powróciliśmy do auta, krótki odpoczynek na posilenie się naszego kierowcy, szprotkami w oleju i zawrotka... Zjazd okazał się dużo łatwiejszy, niż podjazd i poszło nam zadziwiająco sprawnie... Ruszamy na Rotundę...
    Sunąc znów po gładziutkiej szutrówce zmierzaliśmy w stronę Gór Rodniańskich. Odcinek sponsorowany przez UE, skończył się równie zaskakująco jak się zaczął i znów droga off-roadowa. Zjechaliśmy w dolinkę i znaleźliśmy się w zimowym kurorcie szumnie zwącym się „Kompleks Turystyczny Polana Zanelor”... wyciągi narciarskie, masę schronisk, baseny, masaże, zagroda z jeleniami i inne takie tam.... Po krótkiej przerwie przy jelonkach, ruszyliśmy dalej w kierunku przełęczy Rotunda. To był dzień zwierza...napotkaliśmy jeszcze łączkę nad potokiem z kozami na mostku, które stały chyba w kolejce po coś, piękne konie :P i cudne szczeniaki... W końcu dotarliśmy do przełęczy... Gdy wyjechaliśmy z lasu ujrzeliśmy malownicze widoki... oj będzie nam tu dobrze...:) Wybraliśmy też fantastyczne miejsce na obóz, wypłaszczenie na zboczu, które otoczone było przez stare okopy i drzewa układające się w okrąg... Rozpościerał się stąd oszałamiający widok na Góry Suhard, Góry Rodniańskie oraz przełęcz poniżej. Obóz stanął i nadeszła chwila wytchnienia...mogliśmy się w spokoju delektować widokami. Na łąkach poniżej pojawiły się konie, dopełniając całokształtu. Każdy z naszych biwaków był fantastyczny, ale to miejsce było dla mnie jakby magiczne... Ognisko, gwiazdy i delikatny szum drzew... leżeliśmy przy ogniu do późna..


    [edit]: zmiana kolorystyczna zdjęć...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez kobieta_bieszczadzka ; 11-01-2010 o 14:49

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Ogniste rydwany w Rumunii
    Przez paszczak w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 21
    Ostatni post / autor: 04-01-2010, 22:41
  2. Jesienna komunikacja
    Przez chylonides w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 10
    Ostatni post / autor: 14-10-2009, 08:13
  3. wulkany błotne w Rumunii i okolice
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 08-11-2008, 07:51
  4. Zimowa włóczęga w Bieszczady albo i gdzie indziej
    Przez Chwileczka w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 04-12-2007, 22:47
  5. Jesienna depresja
    Przez domina w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 24
    Ostatni post / autor: 23-10-2007, 14:50

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •