Na to wychodzi.
pozdrawiam
Na to wychodzi.
pozdrawiam
bertrand236
Ciepło się robi, chociaż śniegu jeszcze troche leży. Czas przyspieszyć...
Dzień 14
W nocy mało, co spaliśmy. Nie, nie… Nie to, co macie na myśli. Po parnym dniu w nocy przyszła gwałtowna burza z ostrymi wyładowaniami. Nie dało się spać, ale też fajnie było. (naprawdę bez podtekstów proszę). Za to ranek powitał nas świeżym, rześkim powietrzem. Oprócz świeżego powietrza cos jeszcze. Słysze jakieś chrumkanie, skrzypienie, czy nawet łoskot. Nie zaprzątam sobie jednak tym głowy…Rano podjechałem do sklepu z kultową wiatą po jakieś zaopatrzenie. Zatwarnicę schowała się w oparach podeszczowych. Po śniadaniu wsiadamy do samochodów i w drogę, ku nowej przygodzie. Jedziemy dobrze nam znana drogą w stronę Wielkiej Szosy. Renatka bacznie się przygląda wszystkim mijanym po drodze krzakom, krzaczorom i przydrożnym chaszczom. Wyraźnie czegoś szuka…Po dojechaniu do końca drogi, skręciliśmy w stronę Szewczenkowa. Po drodze zakupy w delikatesach i dalej w drogę. Cały czas pochmurnie. W końcu skręcamy w lewo w stronę nowej strażnicy SG. Nie jedziemy do niej tylko mkniemy dalej. Mijamy punkt widokowy, na którym nikogo nie ma. Później mijamy maszt przekaźnikowy. Dalej po lewej stronie drogi przez niewielu zauważane stoją ruiny mostu kolejki nie szerokotorowej. Po kilkunastu zakrętach i setkach dziur widzimy przydrożne latarnie. Widziałem je może i sto razy, ale nigdy nie widziałem, żeby się paliły. Ot taka ciekawostka. A może ktoś z was widział kiedyś iluminację tej drogi. Mijamy piękną miejscowość w której kiedyś był bar na wyspie. Dziś ani baru, ani wyspy, ani tego akwenu wodnego z wyspą nie ma. Droga prowadzi nas ku granicy. Ostatnia miejscowość po polskiej stronie… Miałem ochotę na piwo, ale Hilton zamknięty na cztery spusty… Chciałoby się rzec d , ale nie rzeknę. Kupujemy w pobliskim kiosku bilety na przejazd autostradą i jedziemy dalej. Mijamy łąki, torfowiska, a nawet skrzyżowania dróg. A autostrada powinna być bezkolizyjna. Powiedzmy, że nie ze względu na doskonałą jakość nawierzchni, a raczej żeby dokładnie obejrzeć wszystkie mijane drzewa jadę na pierwszym biegu. W końcu osiągam szczyt z którego widać koniec naszej drogi. Po kilku minutach jazdy jesteśmy na parkingu w Dębowcu. Czekamy na Dartego, który też się nie spieszy. W końcu wyruszamy do wsi, której już nie ma, a której sołtysem musiał być kiedyś niejaki Ben z polska zwany Benio. Dlaczego Ben musicie się domyśleć…Trochę jestem zdziwiony. Niby to jest Park Narodowy, a droga mocno zniszczona przez ciężkie pojazdy. Przy drodze leżą wielkie i mniejsze pnie drzew. Na pniach wybite pieczęcie Lasów Państwowych. W końcu kto tu rżnie lasy, czy park? Gdzie jesteśmy? Czy może poza parkiem? Takie to myśli plączą się nam po głowach. To, że one się plączą nie oznacza, że nie zauważamy przydrożnych krzyży, czy nawet olbrzymich przedstawicieli bieszczadzkiej fauny. Z daleka widzimy lipę. Znaczy się, do celu naszej wycieczki już niedaleko. Pomału dochodzimy do cmentarza. Kilkanaście minut spędzamy pomiędzy kamiennymi nagrobkami, a potem odpoczynek na ławkach przed cmentarzem. Chwila dyskusji, którędy wracamy. Czy przez schron, którego też już nie ma i dalej szutrową upierdliwą drogą, czy po swoich śladach? Krople deszczu zadecydowały. Wracamy najkrótszą drogą, to znaczy tą, którą tu przyszliśmy. Po kilku minutach marszu deszcz przestał padać. Nie spiesząc się dotarliśmy na parking. Tam znowu sobie posiedzieliśmy na ławce ciesząc się każdą chwilą tu spędzoną. Potem szalona jazda na pierwszym biegu. Mijamy nowo budowany kościół i zatrzymujemy się w miejscu, gdzie moim zdaniem, którego nie zmienię serwuje się najlepsze w Polsce pstrągi. Znaczy się czas na obiad…..
bertrand236
No ale co to było za chrumkanie,skrzypienie i w końcu łoskot? Myślałam,że napiszesz "aż tu nagle..." a tu nic!
WUKA
www.wukowiersze.pl
Fauna na trytona karpackiego wygląda, a drwa z PGL LP pochodzą. Kolar tabliczki czerwony to LP, zielony to PN, niebieski to gminy i prywatni właściciele, czarny to czasem dla drewna do naturalnego rozkładu w pn-ach się używa. Numer pisany drobnymi cyframi to adres leśny pozwala zlokalizować drewno do poziomu leśnictwa. Po dużym numerze można dokładniej...
Marcin
Marcinie!
Co do fauny się nie wypowiadam, bo się nie znam na niej. Fauna, to zwierz i tyle. Pewno masz rację. Co do drew, to też masz rację!Wszystko, to nam wyłuszczyła Ewa, która jest tak jak Ty pracownikiem tej samej szacownej instytucji. Zastanowaiło nas wtedy to, co robią drwa z czerwonymi tabliczkami i pieczęcią LP na terenie BPN? Wtedy po konsultacjach ze sobą i mapencjami różnymi doszliśmy do wniosku, że leżą one na granicy Parku i niech się nazywa, że w to uwierzyliśmy.
Pozdrawiam
bertrand236
Wiadomo, że jak najlepsze są pstrągi, to zamawiamy pierogi. I tu zaskoczenie pierogów nie starczy dla wszystkich. My z Renatką przepraszamy się z pstrągami. Pstrągi podtrzymały opinię o kuchni w tyym miejscu, a Derty z Ewą polubili tamtejsze pierogi. Po obiedzie Ekipa się rozjechała. To znaczy część ekipy pojechała, a my z Renatka jeszcze pogadaliśmy z gospodarzami. Następnie pojechaliśmy na poszukiwania dzikiej róży. Nie powiem różę znaleźliśmy i oberwaliśmy ja dokładnie. Nie było jej dużo, ale zawsze. Potem wróciliśmy na kwaterę. Jako, że był to ostatni dzień w tym miejscu poszliśmy się pożegnać z Dertym, Ewą oraz leśniczym i jego przemiłą żoną. Część klamotów zaniosłem już so auta, a Renatka pracowicie obierała dziką różę. Następnie wsypaliśmy ją do słoja /słojów kilka przywieźliśmy specjalnie z Poznania/ i zasypaliśmy ją cukrem. I tak skończył się kolejny dzień w Bieszczadzie
bertrand236
A co chrumkało dalej nie wiem!
WUKA
www.wukowiersze.pl
WUKA niech to zostanie słodką tajemnicą autora i każdy niech sobie wyobrazi co mu pasuje. A to nasze zainteresowanie wskazuje tylko jak intrygująca jest relacja bertranda.
pozdrawiam
Marek
Ok.Odpuszczam.Podobno jednak,gdy na ścianie wisi sztucer (w sztuce teatralnej),to w ostatnim akcie wypali!
WUKA
www.wukowiersze.pl
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)