Jedziemy, ale jeszcze nie do Komańczy. Ponieważ nogi nas bolą wybrałem wariant zwiedzania samochodowego. Po przejechaniu niewielu kilometrów skręciłem w prawo. Przejechałem przez dawne miasteczko naprawdę przepięknych budynkach drewnianych. I znowu przyrzekam sobie, że musimy tutaj przyjechać na trochę dłużej. A może uda się to zrobić jeszcze podczas tego pobytu?. Droga wyprowadza nas na południe poprzez malownicze łąki. Ale jest ona coraz gorsza. Dojeżdżamy do wioski. Chyba dużą jej część wykupił ktoś zasobny w kasę. Duży teren jest ogrodzony. Kiedy dojechałem do drewnianego mostu Renatka pomyślała, ze to kres naszej podróży, a ja miałem nadzieję, że to dopiero połowa. Chyba miałem rację. Postanowiłem jechać tak daleko jak droga pozwoli, albo kiedy Ojczyzna się skończy. Docieramy do miejsca po dawnej wiosce. Jest nawet miejsce po cerkwi z tablicą informacyjną. Po drugiej stronie drogi jest cmentarz. Stary zaniedbany cmentarz z przepięknym nowym nagrobkiem. Robi on na mnie duże wrażenie. Połaziłem trochę po tym cmentarzu pośród traw. W końcu wróciłem do Srebrnej strzały. Kiedy minąłem cmentarz dojrzałem po prawej stronie w oddali okazały budynek. Może ktoś z bywalców w tamtych stronach powie nam, co to tam jest? Po drodze mijamy ludzi jadących na koniach. Widok wspaniały. I w końcu udało się… Ojczyzna się skończyła. Nawet droga jakaś lepsza chyba po tamtej stronie jest… Chwila odpoczynku i wracamy pośród łąk z zachodzącym słońcem po lewej stronie. Już po ciemku docieramy do Komańczy… I tak oto kończy się 3 dzień wakacji niekoniecznie spędzony w Bieszczadzie.


Odpowiedz z cytatem