Strona 15 z 20 PierwszyPierwszy ... 5 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 141 do 150 z 195

Wątek: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

  1. #141
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    Ale jest już coraz bliżej. Derty z Ewą poszli „szczytować”, a ja jeszcze ostro sapałem. Cóż nie te lata, nie ta młodość… W końcu też przyszła pora na szczytowanie przeze mnie. Byłoby całkiem przyjemnie gdyby nie ten wiatr. Wiało dosyć mocno. Wdziałem na siebie jakąś kapotę i wiatr przestał mi dokuczać. Widoczność jest super, więc natycham się tym, co mam przed oczami. Nagle słyszę; „Cześć, co słychać?” Jakiś młodzieniec stoi przede mną i się uśmiecha. Kurczę, nie znam gościa. On za to mnie chyba tak. Zauważa moje zakłopotanie i przypomina się. Otóż jest to ten sam młody człowiek, który został zaproszony przez przemiłą Joannę i jej sympatycznego męża na ich rocznicową imprezę zakończoną „Światełkiem do nieba”. Jedną z moich wielu wad jest to, że nie mam pamięci do twarzy. Nie poznałem gościa…. I tak na przyszłość uprzedzam, że jeżeli kogoś z Was nie rozpoznam, to nie znaczy, ze mam do niego jakiś żal. Nie ja po prostu nie pamiętam twarzy ludzi, których spotkałem raz, czy dwa razy… Z góry /Carycy/ przepraszam. Po odpoczynku, przekąszeniu, napiciu się postanawiamy wyruszyć na drugi cycek ten bardziej po zachodniej stronie. Nie będę wam opisywał drogi, bo na tym deptaku byli chyba prawie wszyscy. Widoki przednie, tylne i obu boczne wspaniałe się rozpościerały. Tym razem ja prowadziłem naszą trójkę, ale to mało istotny szczegół jest. Po zdobyciu drugiego cycka chwilę się nim rozkoszujemy. A co?
    W sumie na górze niewiele ludzi było. Nie mogłem się nadziwić, ale nie rozpaczałem z tego powodu. Po drugim odpoczynku na górze nadszedł czas na mozolne zejście….
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    bertrand236

  2. #142
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    Dla mnie schodzenie jest bardziej męczące, niż wchodzenie. Od kilku lat chodzę po górach pomagając sobie kilkami, ale one tylko pomagają. Czasami wolałbym, żeby one schodziły za mnie. Nic jednak z tego. Muszę schodzić sam. Od dawna, a może i dłużej narzekam na bóle stopy /kiedyś już o tym pisałem/ i właśnie podczas schodzenia ból daje znać o sobie. Ból zostaje jednak zdominowany przez zupełnie coś innego. Jesteśmy jeszcze powyżej granicy lasu i przed oczami mamy cały czas wspaniałe widoki. Kiedy dochodzimy do lasu zauważamy coś dziwnego. Otóż niedaleko ścieżki, którą podążamy w trawie leżą spodnie. Chwilę się zastanawiamy nad tym, dlaczego one się tam znajdują. Powodów wymyślamy kilka nie wyłączając tych bardzo kosmatych… Natomiast żaden powód nie jest przekonywujący. U góry wiało, za to w lesie robi się parno. Znaczy się do bólu dochodzi coraz większe zmęczenie. Ciężko się oddycha. Z tej strony góry też porobiono jakieś barierki mające ułatwić wędrowanie turystom oraz umożliwić przeżycie roślinkom. Stopa przestała boleć, stopa zaczęła napier….ć. Z olbrzymią radością patrzę na budowlę, która wyrasta mi przed oczami. Tuż przy szlaku postawiona została duża wiata. Tak naprawdę taką samą radość sprawiłaby mi zwykła ławeczka, albo zwalony pień. Ja w tej chwili marzyłem o tym, żeby usiąść, zdjąć but i dać odpocząć stopie. Wiata ta wygląda dziwnie w tym miejscu. Takie jest moje zdanie. Podobne zdanie mieli też Ewa i Derty. Z tabliczki znamionowej można było odczytać, że wiata ta powstała z funduszu Ekorozwoju. I znowu chwila zastanowienia, czy aby ta kasa została wydana właściwie? W tym miejscu trochę czasu spędziliśmy na tego rodzaju przemyśleniach. W końcu poprzez las dochodzimy w pobliże cmentarza. Niestety moje zmęczenie było większe niż chęć wstąpienia na cmentarz. Teraz tego żałuję, bo miałbym fotki z września 2010 i mógłbym je porównać z efektami pracy Szymonowej Grupy. Cóż, będę musiał poszukać tych starszych…Jeszcze tylko kilka chwil i stoimy na asfalcie. Wsiadamy do rydwanu i jedziemy po moich śladach, które zostawiłem kilka godzin wcześniej. Dojeżdżamy do metropolii, która jak wieść gminna niesie ma w najbliższym czasie zmienić nazwę na Kimbówki Górne. Tutaj zatrzymujemy się na chwilę, coby zrobić zakupy na kolację i śniadanie. Kupiłem też zimniuteńkie Tyskie i teraz ćwiczę silną wolę. Wszak jeszcze siadam z kierownicę. Derty kieruje, Tyskie jest mokre od zmiany temperatury, a ja jestem mokry od potu. Ta walka tak na mnie działa. Szczęście, że po chwili jesteśmy w Brzeżkach. Tutaj przesiadam się do swojej Srebrnej Strzały. Derty z Ewa pojechali, a ja jeszcze zmieniam buty na wygodniejsze i walczę z pokusą. Jestem dzielny… Wyruszam śladem Dertego, którego już nie widać. Wielka Szosa wiedzie mnie na północ. Po przejechaniu mostu na rzece skręcam w lewo, czyli na zachód. A Tyskie się do mnie śmieje z siedzenia obok….W miejscu, w którym zamykam przejechaną pętlę dodaję gazu. Nic to, że dziury, nic to że amortyzatory. Strzała jest wytrzymała. Widzę zdziwioną minę Dartego, kiedy go wyprzedzam. Kiedy jestem już blisko Renatki stwierdzam, że nie mogę dopuścić do dalszego zwiększania się temperatury chmielowego nektaru. Przecież za chwilę ono może już nie będzie dobre? Ja wiem, że nie powinienem tego pisać. Ja wiem, że spotka się to z oburzeniem, że możecie mnie potępić ale… Ciepłe piwo nie jest dobre więc po chwili wewnątrz Strzały dało się usłyszeć przemiły dźwięk pssssyt! Na wysokości miejsca, w którym z rzeki jest wydobywany żwir wlałem w siebie złocisty napój. Szlag trafił moją silną wolę. Przejechałem jeszcze kilometr i zaparkowałem przed Leśniczówką. Zmęczony, ale bardzo szczęśliwy poszedłem do Renatki, która słysząc, ze przyjechałem czekała na mnie z …. otwartym zimnym piwkiem w ręce. Renatka już czuła się dobrze, a dzień spędziła bardzo pracowicie sprawdzając wytrzymałość leżaka w ekstremalnych warunkach to znaczy pod jabłonką, której podobno już nie ma. Jeszcze wieczorne spotkanie Polaków i jesteśmy umówieni już całą czwórką na następny dzionek…
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    bertrand236

  3. #143
    Bieszczadnik
    Na forum od
    01.2006
    Postów
    1,823

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.


  4. #144
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    Na to wychodzi.
    pozdrawiam
    bertrand236

  5. #145
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    Ciepło się robi, chociaż śniegu jeszcze troche leży. Czas przyspieszyć...

    Dzień 14

    W nocy mało, co spaliśmy. Nie, nie… Nie to, co macie na myśli. Po parnym dniu w nocy przyszła gwałtowna burza z ostrymi wyładowaniami. Nie dało się spać, ale też fajnie było. (naprawdę bez podtekstów proszę). Za to ranek powitał nas świeżym, rześkim powietrzem. Oprócz świeżego powietrza cos jeszcze. Słysze jakieś chrumkanie, skrzypienie, czy nawet łoskot. Nie zaprzątam sobie jednak tym głowy…Rano podjechałem do sklepu z kultową wiatą po jakieś zaopatrzenie. Zatwarnicę schowała się w oparach podeszczowych. Po śniadaniu wsiadamy do samochodów i w drogę, ku nowej przygodzie. Jedziemy dobrze nam znana drogą w stronę Wielkiej Szosy. Renatka bacznie się przygląda wszystkim mijanym po drodze krzakom, krzaczorom i przydrożnym chaszczom. Wyraźnie czegoś szuka…Po dojechaniu do końca drogi, skręciliśmy w stronę Szewczenkowa. Po drodze zakupy w delikatesach i dalej w drogę. Cały czas pochmurnie. W końcu skręcamy w lewo w stronę nowej strażnicy SG. Nie jedziemy do niej tylko mkniemy dalej. Mijamy punkt widokowy, na którym nikogo nie ma. Później mijamy maszt przekaźnikowy. Dalej po lewej stronie drogi przez niewielu zauważane stoją ruiny mostu kolejki nie szerokotorowej. Po kilkunastu zakrętach i setkach dziur widzimy przydrożne latarnie. Widziałem je może i sto razy, ale nigdy nie widziałem, żeby się paliły. Ot taka ciekawostka. A może ktoś z was widział kiedyś iluminację tej drogi. Mijamy piękną miejscowość w której kiedyś był bar na wyspie. Dziś ani baru, ani wyspy, ani tego akwenu wodnego z wyspą nie ma. Droga prowadzi nas ku granicy. Ostatnia miejscowość po polskiej stronie… Miałem ochotę na piwo, ale Hilton zamknięty na cztery spusty… Chciałoby się rzec d , ale nie rzeknę. Kupujemy w pobliskim kiosku bilety na przejazd autostradą i jedziemy dalej. Mijamy łąki, torfowiska, a nawet skrzyżowania dróg. A autostrada powinna być bezkolizyjna. Powiedzmy, że nie ze względu na doskonałą jakość nawierzchni, a raczej żeby dokładnie obejrzeć wszystkie mijane drzewa jadę na pierwszym biegu. W końcu osiągam szczyt z którego widać koniec naszej drogi. Po kilku minutach jazdy jesteśmy na parkingu w Dębowcu. Czekamy na Dartego, który też się nie spieszy. W końcu wyruszamy do wsi, której już nie ma, a której sołtysem musiał być kiedyś niejaki Ben z polska zwany Benio. Dlaczego Ben musicie się domyśleć…Trochę jestem zdziwiony. Niby to jest Park Narodowy, a droga mocno zniszczona przez ciężkie pojazdy. Przy drodze leżą wielkie i mniejsze pnie drzew. Na pniach wybite pieczęcie Lasów Państwowych. W końcu kto tu rżnie lasy, czy park? Gdzie jesteśmy? Czy może poza parkiem? Takie to myśli plączą się nam po głowach. To, że one się plączą nie oznacza, że nie zauważamy przydrożnych krzyży, czy nawet olbrzymich przedstawicieli bieszczadzkiej fauny. Z daleka widzimy lipę. Znaczy się, do celu naszej wycieczki już niedaleko. Pomału dochodzimy do cmentarza. Kilkanaście minut spędzamy pomiędzy kamiennymi nagrobkami, a potem odpoczynek na ławkach przed cmentarzem. Chwila dyskusji, którędy wracamy. Czy przez schron, którego też już nie ma i dalej szutrową upierdliwą drogą, czy po swoich śladach? Krople deszczu zadecydowały. Wracamy najkrótszą drogą, to znaczy tą, którą tu przyszliśmy. Po kilku minutach marszu deszcz przestał padać. Nie spiesząc się dotarliśmy na parking. Tam znowu sobie posiedzieliśmy na ławce ciesząc się każdą chwilą tu spędzoną. Potem szalona jazda na pierwszym biegu. Mijamy nowo budowany kościół i zatrzymujemy się w miejscu, gdzie moim zdaniem, którego nie zmienię serwuje się najlepsze w Polsce pstrągi. Znaczy się czas na obiad…..
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    bertrand236

  6. #146
    Poeta Roku 2010
    Poeta Roku 2009
    Poeta Roku 2008

    Awatar WUKA
    Na forum od
    07.2006
    Rodem z
    Toruń
    Postów
    3,908

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    No ale co to było za chrumkanie,skrzypienie i w końcu łoskot? Myślałam,że napiszesz "aż tu nagle..." a tu nic!

  7. #147
    Ekspert Roku 2011
    Ekspert Roku 2010
    Forumowicz Roku 2009
    Awatar marcins
    Na forum od
    12.2005
    Rodem z
    Lesko/Rabe
    Postów
    3,394

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    Fauna na trytona karpackiego wygląda, a drwa z PGL LP pochodzą. Kolar tabliczki czerwony to LP, zielony to PN, niebieski to gminy i prywatni właściciele, czarny to czasem dla drewna do naturalnego rozkładu w pn-ach się używa. Numer pisany drobnymi cyframi to adres leśny pozwala zlokalizować drewno do poziomu leśnictwa. Po dużym numerze można dokładniej...
    Marcin

  8. #148
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    Cytat Zamieszczone przez marcins Zobacz posta
    Fauna na trytona karpackiego wygląda, a drwa z PGL LP pochodzą. Kolar tabliczki czerwony to LP, zielony to PN, niebieski to gminy i prywatni właściciele, czarny to czasem dla drewna do naturalnego rozkładu w pn-ach się używa. Numer pisany drobnymi cyframi to adres leśny pozwala zlokalizować drewno do poziomu leśnictwa. Po dużym numerze można dokładniej...
    Marcinie!
    Co do fauny się nie wypowiadam, bo się nie znam na niej. Fauna, to zwierz i tyle. Pewno masz rację. Co do drew, to też masz rację! Wszystko, to nam wyłuszczyła Ewa, która jest tak jak Ty pracownikiem tej samej szacownej instytucji. Zastanowaiło nas wtedy to, co robią drwa z czerwonymi tabliczkami i pieczęcią LP na terenie BPN? Wtedy po konsultacjach ze sobą i mapencjami różnymi doszliśmy do wniosku, że leżą one na granicy Parku i niech się nazywa, że w to uwierzyliśmy.
    Pozdrawiam
    bertrand236

  9. #149
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    Wiadomo, że jak najlepsze są pstrągi, to zamawiamy pierogi. I tu zaskoczenie pierogów nie starczy dla wszystkich. My z Renatką przepraszamy się z pstrągami. Pstrągi podtrzymały opinię o kuchni w tyym miejscu, a Derty z Ewą polubili tamtejsze pierogi. Po obiedzie Ekipa się rozjechała. To znaczy część ekipy pojechała, a my z Renatka jeszcze pogadaliśmy z gospodarzami. Następnie pojechaliśmy na poszukiwania dzikiej róży. Nie powiem różę znaleźliśmy i oberwaliśmy ja dokładnie. Nie było jej dużo, ale zawsze. Potem wróciliśmy na kwaterę. Jako, że był to ostatni dzień w tym miejscu poszliśmy się pożegnać z Dertym, Ewą oraz leśniczym i jego przemiłą żoną. Część klamotów zaniosłem już so auta, a Renatka pracowicie obierała dziką różę. Następnie wsypaliśmy ją do słoja /słojów kilka przywieźliśmy specjalnie z Poznania/ i zasypaliśmy ją cukrem. I tak skończył się kolejny dzień w Bieszczadzie
    bertrand236

  10. #150
    Poeta Roku 2010
    Poeta Roku 2009
    Poeta Roku 2008

    Awatar WUKA
    Na forum od
    07.2006
    Rodem z
    Toruń
    Postów
    3,908

    Domyślnie Odp: Bertranda spotkanie z Manitou. Nowa letnia gawęda przy ognisku.

    A co chrumkało dalej nie wiem!

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Wiosenne ognisko Bertranda
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 163
    Ostatni post / autor: 18-12-2009, 15:31
  2. Tak przy okazji...
    Przez Recon w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 21-06-2009, 15:06
  3. Jak Bieszczad zakpił sobie z Bertranda...
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 38
    Ostatni post / autor: 14-01-2007, 23:27
  4. Krótki zimowy pobyt Bertranda
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 41
    Ostatni post / autor: 08-02-2006, 13:16

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •