Wiadomo, że jak najlepsze są pstrągi, to zamawiamy pierogi. I tu zaskoczenie pierogów nie starczy dla wszystkich. My z Renatką przepraszamy się z pstrągami. Pstrągi podtrzymały opinię o kuchni w tyym miejscu, a Derty z Ewą polubili tamtejsze pierogi. Po obiedzie Ekipa się rozjechała. To znaczy część ekipy pojechała, a my z Renatka jeszcze pogadaliśmy z gospodarzami. Następnie pojechaliśmy na poszukiwania dzikiej róży. Nie powiem różę znaleźliśmy i oberwaliśmy ja dokładnie. Nie było jej dużo, ale zawsze. Potem wróciliśmy na kwaterę. Jako, że był to ostatni dzień w tym miejscu poszliśmy się pożegnać z Dertym, Ewą oraz leśniczym i jego przemiłą żoną. Część klamotów zaniosłem już so auta, a Renatka pracowicie obierała dziką różę. Następnie wsypaliśmy ją do słoja /słojów kilka przywieźliśmy specjalnie z Poznania/ i zasypaliśmy ją cukrem. I tak skończył się kolejny dzień w Bieszczadzie