
Zamieszczone przez
bertrand236
. Tam pod wiatą obowiązkowo wypijamy po browaru. Wypijamy, to duże słowo. Siedzimy i sączymy sobie. I ten błogi nastrój postanowił nam zakłócić miejscowy jegomość. Podszedł do mnie mając „duży luz w pęcinach” /jak chwiejny krok pięknie kiedyś określił Janusz Rewiński, kiedy występował w kabarecie TEY/. Podszedł i bardzo groźnie zagaił. Niestety nic nie zrozumiałem. To, co powiedział było całkowicie niezrozumiałe, a nie podejrzewałem Go, że rozmawiał do mnie w obcym języku. Poprosiłem o powtórzenie zarzutu. No to jeszcze bardziej zdenerwowany powtórzył to samo, co powiedział przed chwilą. Trudno znowu nie zrozumiałem. Do rozmowy włączyła się Renatka. O dziwo ona zrozumiała i przetłumaczyła mi na nasz język. Gość miał pretensję za to, ze zrobiłem mu zdjęcie. Teraz ja mu tłumaczyłem a on nie rozumiał mnie /widocznie na innych częstotliwościach nadawaliśmy, albo mieliśmy całkiem inne poziomy krwi w alkoholu/. W każdym bądź razie, ja mówiłem, że nie zrobiłem mu zdjęcia, bo aparat leży w samochodzie, a nie posiadam zdalnie sterowanego urządzenia fotografującego. Gość był bardzo upierdliwy, więc wstałem z groźną miną. Wtedy odszedł odgrażając się, że to jeszcze nie koniec. Ja naprawdę mu zdjęcia nie zrobiłem!!!.