Musze przyspieszyć. Zajączek już puka....
Dzień 17
Po śniadaniu wsiadam za kółko i jedziemy. Piękna serpentyna prowadzi nas na górę. Po dojechaniu do rozstaju dróg skręcam w lewo. Teraz długi zjazd. Dojeżdżam do wsi. Tu zostawiam autko i dalej idziemy na poszukiwania cmentarza, na którym według jedynie słusznej mapy żołnierze leżą. Niestety cmentarza nie znajdujemy. Nie zrażamy się Tm zupełnie. Podjeżdżam pod sklep w celu zakupienia złocistego nektaru. Nic z tego. Jest po sezonie i sklep jest otwarty sezonowo. Nie wstrzeliliśmy się w sezon otwartego sklepu. Usłużni miejscowi inteligenci składają propozycję, że pójdą po sklepową. Chyba chcą skorzystać z okazji i zrobić zakupy Niedźwiadka. Niestety odpowiadam, ze to nic pilnego. Niepocieszeni zalegli na ławce. My wróciliśmy do pojazdu i pojechaliśmy. Jechaliśmy tą samą drogą, którą tu przyjechaliśmy, ale tylko kawałek. Skręciłem w lewo, kiedy tylko było można. Dziurawa droga jechałem do samego jej końca. Wiedziałem, dokąd jadę. Po lewej stronie cały czas jechaliśmy wzdłuż prywatnej posesji. Po opuszczeniu Srebrnej Strzały poszliśmy stromą ścieżką w dół. Po kilkudziesięciu/kilkuset metrach doszliśmy do pięknej drogi leśnej. Droga naprawdę piękna była. Skręciliśmy w lewo w dół. Drogi tej na mapach nie znalazłem. Doszliśmy do ładnego drewnianego domu. W dole na wodzie kołysał się dosyć duży pojazd wodny wcale nie napędzany wiatrem. A mówią, ze na tym akwenie motorową nie można…zeszliśmy nad samą wodę. Lubię to miejsce. Jest cisza i spokój. W drodze powrotnej zapytowuję Ludzi z domku o tą drogę. Odpowiadają mi, że droga jest prywatna i prowadzi z jednej prywatnej posesji do drugiej prywatnej posesji. Dowiedziałem się też, że nie ma takiej możliwości, żebym do tego miejsca dojechał samochodem. Ot taka bieszczadowa ciekawostka….Wracamy w stronę samochodu, ale nie całkiem. W miejscu w którym droga ostro skręca w prawo pod górę idziemy zobaczyć dokąd ona prowadzi. Wychodzimy z lasu na dużą polanę a raczej łąkę. Po prawej jakieś domki, a dalej słupki z chorągiewkami. Widzi mi się, że tu jest lądowisko dla podniebnych pojazdów. Obawiamy się psów, które mogą tu biegać, więc wycofujemy się do lasu, a potem do auta. Wracamy w kierunku Małej Szosy. W sobie wiadomym miejscu skręcamy w dobrze znanym kierunku. Tutaj rośnie sporo dzikiej róży. Pozbawiliśmy krzewy dojrzałych owoców. Następnie Mała Szosa doprowadziła nas do miejscowości, która kiedyś, ale po wojnie była siedzibą gminy. Miejscowość znana też jest z tego, że przed napełnieniem woda zalewu rozebrano w niej cerkiew. Rozebrano ino niepotrzebnie, bo woda do tego miejsca nie doszła…. Jechaliśmy właśnie w to miejsce. Niezliczoną ilość razy śmigałem drogą obok tego miejsca. Teraz jechaliśmy tam specjalnie. Połaziłem po miejscu, w którym stała cerkiew. Sporo czasu spędziłem na cmentarzu. Teraz tam jest parę starych grobów i dzwonnica. Wracamy w kierunku kwatery, ale jeszcze nie tam jadę. Skręcam w drogę, przy której po prawej stronie stoi kościół z żyrandolami z poroża. Mijam kościół i jedziemy. Dokąd? Oczywiście na miejsce, w którym stała cerkiew i na cmentarz. Tutaj też stoi samotny świadek tamtych czasów pozbawiony głosu, którym kiedyś zwoływał mieszkańców na nabożeństwo. To miejsce też lubie ale z innego powodu. Może kiedyśWam o tym opowiem. Dzisiaj na pewno nie… Wychodzimy z cmentarza. Po drodze mijamy jabłoń z dojrzałymi owocami. Mężczyzna, który coś robił przy drodze poszedł do domu po reklamówkę abyśmy mogli wziąć więcej jabłek. A jabłuszka miodzio… Nie pamiętam kiedy takie dobre jadłem. Teraz nadszedł czas na powrót na kwaterę. Jeszcze tylko krótki postój w barze po lewej stronie drogi na spóźniony obiad albo wczesną kolację. Wspominamy spotkanie w tym miejscu z Andrzejem Lachem. A propos. Czy ktoś z Was wie co porabia teraz Andrzej? Możecie napisać tutaj, albo na PW. Teraz szybko do Zawozu, obieranie dzikiej róży i spać…


Odpowiedz z cytatem