Dziękuję za ostrzeżenie
Dzień 1
Kiedy z drogi międzynarodowej skręciłem w lewo poczułem, że zaczęły się wakacje. Zatrzymałem Srebrną Strzałę w dogodnym ku temu miejscu i zarządziłem śniadanie. Chleb jeszcze poznański, ale zieleń, trawa, las i słońce już Beskidu Niskiego. Po śniadaniu ruszamy na ostatni etap podróży. Jest to podróż jakby sentymentalna. Ile to już razy przemierzaliśmy tą drogę? Zaczynamy wspominać. Pamiętasz, jak w tym sklepie kiedyś z kuzynem flaszki kupowaliśmy? Jakbyśmy ich na Słowacji nie mogli kupić…A pamiętasz jak tą betonową drogą wyjechałam po Ciebie, kiedy z jakiś Polan wracałeś. Nie z jakiś tylko z Surowiczych. Uśmiech na twarzy, bo przypomniałem sobie minę gostka w terenówce, kiedy zobaczył mój karawan wyjeżdżający z tej drogi. A tutaj jechaliśmy, a potem szliśmy do pomnika Wopistów, którego nie znalazłem…O a tą droga leśniczy pozwolił nam jechać pomimo zakazu. Tak jadąc powoli zbliżaliśmy się do celu podróży. A tu po lewej stronie znalazłem w krzakach kamienną chrzcielnicę z jakiejś cerkwi.. Jechałem powoli z jeszcze jednego powodu. Nie chciałem zbyt wcześnie zajechać na kwaterę. W końcu jest Komańcza. Podjeżdżam na kwaterę. Na placu przed domem nie ma samochodów. Wygląda na to, że będziemy sami. Jest godzina 9:30. Matka gospodyni prowadzi nas na pokoje. Kwaterę już znamy z pobytu lipcowego /relacji nie było/. Lubię wcześniej obejrzeć kwaterę. Raz bym nieźle się wpakował właśnie w Komańczy. Na kwaterze Renatka szybko nas rozpakowała, a ja robiłem kawę. Niepokoiło mnie tylko bardzo niskie ciśnienie wody w kranie. Przebraliśmy się w stroje organizacyjne /wielu z Was nas w nich widziało/ i wyruszyliśmy na pierwszą wycieczkę. /grubyszymanek2, też Pyrus napisał w swojej relacji, że po nocnej podróży dzień jest stracony. Ja się z tym nie zgadzam, ale każdy inaczej odczuwa trudy podróży/. Pogoda jest super. Godzina 10:30 i zaczyna doskwierać upał...


Odpowiedz z cytatem