Pojedli, popili. A jak człek najedzony jest, to mu się spać chce. Jednogłośnie ustaliliśmy, że dalsza część ścieżki przyrodniczo-historycznej musi na nas poczekać. Po prostu nie chce nam się już chodzić. W końcu mamy za sobą całonocną jazdę. Wychodzimy ze schroniska i podążamy w dół. W pewnym momencie widzę strzałkę wskazującą drogę do figury Matki Boskiej. Nie jestem aż tak zmęczony żeby tam nie podejść. Figura jak figura, ot cały jej opis. Dalej ścieżka prowadzi w dół. Prowadzi ona tuż obok cmentarza z czasów I Wojny Światowej. Obok tego cmentarza są pozostałości jakiejś kładki. Jej zdjęcie zmieściłem jako swoją zagadkę, której nikt nie odgadł /w momencie pisania została odgadnięta/. W końcu wyszliśmy na szosę. Szosą w prawo do spożywczego. Robię tam zakupy. Bardzo głośno wyraziłem w nim swoje niezadowolenie, że musze kupić w nim cały chleb. Nie ma takiej opcji, żeby kupić pół chleba. Nikt mi nie odpowiedział na moje pytanie, dlaczego zmusza się w tym sklepie klientów do wyrzucania chleba. Dla nas cały chleb to za dużo. Sklepowe nie chciały pojąć, ze ktoś potrzebuje mniej niż cały chleb. W pewnym momencie podszedł do mnie bardzo chwiejnym krokiem miejscowy obywatel. Bardzo grzecznie zaproponował, że może nas uwolnić od połowy chleba, bo on tyle właśnie potrzebuje. Robi grilla, kupił kaszankę i potrzebuje chleb. No to dostał. Ponieważ szliśmy w tym samym kierunku poszliśmy razem, z tym, że my szliśmy prosto. Podczas wspólnej wędrówki dowiedzieliśmy się, że ów obywatel to emerytowany żołnierz jest. Przedstawił się grzecznie z imienia, my też to uczyniliśmy. Imię jego pamiętam, ale nie jest ono w tej chwili istotne. Chwalił się ciągle swoją emeryturą i młodym wyglądem. W pewnym momencie zatrzymał się i nas, otwarł paszczę pokazując całe swoje uzębienie. Kiedy zamknął gębę stwierdził: wszystkie zęby są moje i zapytał to jak myślicie ile mam lat? Nas przymurowało. I tak doszliśmy do miejsca jego zamieszkania. Wtedy nas zaprosił na grilla. Stwierdził, że on kaszanki nie lubi, to my ją zjemy, a my mamy przecież kupioną w sklepie kiełbasę. Gdybym był sam pewnie bym skorzystał z tak zmyślnego zaproszenia. Niestety Renatka nie wyraziła ochoty na kaszankę z grilla. Grzecznie się pożegnaliśmy i poszliśmy na kwaterę. Na kwaterze szok. Wody w kranie nie ma. Na moją energiczną interwencję u gospodyni woda się pojawiła. Niestety żeby się opłukać musiałem klęknąć w kabinie prysznicowej, bo ciśnienie było tak wielkie, że na wysokość mojej głowy woda nie docierała. Oznajmiłem gospodarzom, że jestem zbyt zmęczony żeby szukać innej kwatery bogatej w bieżącą wodę, ale jutro chyba to zrobię. Usłyszałem, ze jutro woda będzie. Umyci i zmęczeni szybko zasnęliśmy….


Odpowiedz z cytatem