Moje ciasto skończy się chyba na Wielkanoc...
Pozdrawiam
Moje ciasto skończy się chyba na Wielkanoc...
Pozdrawiam
bertrand236
Heh
Do jakiejś tam nocy to ja chyba odpuszczę sobie wszelkie fora.
Miej litość - zimno jest wszczędzie, gdy nie jesteśmy w Bieszczadzach.
Jestem bardzo ciekaw (jak małe dziecko - ale to przypadłość dotykająca staruszków takich jak ja) - jak Ci się podupcyły terminy. I jak i kiedy Ci się zrewanżować
Se czekam
Pozdrawiam
bertrand236
Kiedy dotarliśmy do auta, to się dopiero wkurzyłem. Byłem przekonany, że mam w nim jakiś browar, ale się myliłem. Zły jak sto pięćdziesiąt wsiadłem za kierownicę i skierowałem konie mechaniczne w stronę miejscowości, co jej nazwa nadal ze Śląskiem mi się kojarzy. Na Śląsku, to sklep z piwem byłby otwarty, a na tym zad… w tej miejscowości nie. Sklep zamknięty. Marząc o zimnym piwie skręciłem w prawo w stronę, z której tu przyjechaliśmy. Po kilku kilometrach skręciliśmy w lewo. Przejechaliśmy przez miejscowość o dumnej nazwie Futerkowe i dojechaliśmy do innej miejscowości na pograniczu B.N. i Bieszczadu. Wyobraźcie sobie, ze jest to takie pogranicze, że autorzy przewodników „Rewasza” nie wiedzieli, w którym przewodniku ją umieścić Skończyło się na tym, że nie umieścili jej ani w Przewodniku Beskid Niski, ani w Przewodniku Bieszczady. Ot, niezdecydowanie. A cerkiew nowiuteńka sobie stoi przy drodze. Obok niej cmentarz, ze starymi, jak i nowymi grobami. Dziwne wrażenie zrobiła na mnie kwatera z grobami małych dzieci…
Chwilę pospacerowałem po cmentarzu i ruszyłem na poszukiwanie piwa. W tej mieścinie sklepu nie znalazłem. Następna miejscowość Suche. Wbrew nazwie można się w niej napić. Pobliski sklep zaopatrzony jest dobrze w różne gatunki piwa. Nawet Piskal by się uraczył. Po uzupełnieniu płynów w organizmach prowadzi Renatka. Podjeżdżam pod pobliską cerkiew. Nowa, murowana ona jest. Niestety furtka, w niektórych regionach Polski uliczką nazywana jest zamknięta. Za płotem młody człowiek kosi trawę. Kosi, ale hałaśliwym urządzeniem mechanicznym. Na mój krzyk, aż przysiadł z wrażenia. Okazało się, że jest księdzem. Bardzo serdecznie zaprosił nas do wnętrza cerkwi. Opowiedział trochę o jej historii. Okazuje się, ze budowla jest całkiem nowa, ale ikonostas jest z innej świątyni. Następnie wzdłuż Sławnej rzeki pojechaliśmy dalej w dół jej biegu. Na początku następnej miejscowości zwanej Mroczkowem przez Sławną rzekę przerzucona jest prześliczna kładka. Trudno oprzeć się pokusie przejścia na drugą stronę po tym wahającym się na prawo i lewo moście. Nie jest to londyński Tower Bridge, ale mówię Wam, ze wolę tę kładkę od tego wielkiego. Renatka miała opory, żeby na niego wejść. Ona lubi stąpać po solidnym twardym gruncie. Dalej Srebrna Strzała zawiozła nas pod cerkiew greckokatolicką z 1837 roku i na cmentarz Mroczkowski. Cerkiew teraz jest prawosławna. Niewiele osób wie, iż jeszcze przed 1884 roku w miejscowości tej wydobywano ropę naftową. Miejscowy cmentarz tez jest ciekawy. Obok starych grobów są całkiem nowe. Po tym krótkim postoju pojechaliśmy szybko w stronę granic, gdzie skręciliśmy w prawo. Po prawej minęliśmy zamek Gubrynowicza, którego zdjęcie zimowe zamieścił niedawno trzykropkiinicwiecej. Niedaleko klasztoru, co go już prawie nie ma skręciłem w lewo i dojechałem do głównej drogi. Teraz w prawo i poprzez serpentyny pojechałem do Miasta Marzeń. Na jego przedmieściach wypiliśmy pyszną kawę i zjedliśmy po kawałku ciasta. Wiedzieliśmy, że za kilka dni ciasto z tej samej wytwórni będziemy jeść na Polu Biwakowym pod jeziorkami. Posileni pojechałem na Wieżę. Tam według Leśniczego ma rosnąć dzika róża. Renatka jej szuka, żeby zrobić z niej nalewkę. Niestety na Wieży nie znaleźliśmy krzaków róży, ale widoki z niej jak zwykle przepiękne. Postanowiliśmy wracać do Komańczy. Obrałem drogę przez Jabłko. Obawiałem się dziurawej drogi, a tu niespodzianka, nowy asfalt. Powrotnej drogi opisywać nie będę, bo i po co. Ponieważ słoneczko jeszcze się nie schowało jeszcze przed Komańczą skręciłem w prawo i dojechałem do starej cerkwi. Tam dowiedziałem się, kiedy ona będzie otwarta i odjechałem do Komańczy. I tak skończył się następny dzień…
Ostatnio edytowane przez Recon ; 23-01-2010 o 23:35 Powód: poprawiona literka na prośbę autora
bertrand236
I jeszcze kilka fotek z tego dnia.
bertrand236
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)