Nagle przed moimi oczyma ukazuje się cudowna budowla. Krzyczę do Renatki, że już dochodzimy ;-) I tak sapiąc, całkowicie spoceni doszliśmy. Niestety budynek był zamknięty. Nikogo żywego w około nie było. Renatka odpoczywała w cieniu za budynkiem, a ja obejrzałem go sobie ze wszystkich stron. Żałowałem, że dom był zamknięty. Nikogo nie było, tylko kartka z numerem telefonu. Niestety właścicielka telefonu była poza zasięgiem. Uwaliłem się po prostu na ławce przed domem i nie myślałem o niczym. Cisza w uszach mi dzwoniła. Po pewnym czasie nadszedł czas na marzenia. Marzenie miałem tylko jedno, ale za to bardzo piękne. Marzyłem o piwie, zimnym piwie. Liczyłem na to, że się go napiję w domu, który zastaliśmy zamknięty. Po czasie spędzonym na robieniu nic nadszedł czas na powrót. Tym razem droga sprowadziła nas na dół do auta. Po drodze podziwialiśmy widoki oraz stojący przy drodze żelazny krzyż. W końcu doszliśmy do koni mechanicznych. Marząc nadal o złocistym nektarze poprowadziłem konie w niewłaściwym kierunku. Pojechałem nadal tą samą drogą, asfalt się skończył droga była taka jak dawniej. Na rozstaju dróg skręciłem w prawo do niewielkiej wsi. Przejechałem całą w obie strony /co nie zajęło mi wiele czasu, bo wieś liczy 65 mieszkańców-2007 rok/ w poszukiwaniu sklepu. I co? I d.... Sklep jest tak zakamuflowany, że go nie znalazłem. Miejscowi powiedzieli mi, ze sklep będzie otwarty o godzinie 15:00. Trudno, obędę się marzeniami. Wracamy do rozstaju dróg i skręcam w prawo. Stoi tam sobie na słupie taki okrągły z czerwoną obwódką, ale go całkowicie zignorowałem. Droga stała się lepsza, mniej wyboista. Po drodze minęliśmy sklep drzewny….


Odpowiedz z cytatem