Przechodzimy przez most nad jednym z cieków i wyruszamy drogą przed siebie. Nie miałem pojęcia o tym, że tu taka urocza droga. Kiedyś szedłem tą drogą od drugiej strony, ale to już dawno było i nie doszedłem aż tutaj. Szliśmy sobie drogą, po jednej stronie w oddali mamy rzekę, a po drugiej Śliweczkę i Śliwkę. Renatka zauważa przy drodze piękne duże parasole czarnego bzu. Tłumaczy mi, jaki dobry syrop na kaszel się z nich robi. Nie zwracam uwagi na to gadanie, dopiero kiedy mówi, ze z tego pyszną nalewkę można zrobić baczniej nadstawiam ucha. W pewnym momencie staję zdumiony. Po lewej stronie w oddali na wzgórzu pośród drzew widzę znajomą budowlę. Jakże inaczej ona wygląda z tej właśnie strony. Niestety fotka nie oddaje tego widoku. Idziemy dalej. Po pewnym czasie dochodzimy do uroczej łąki. Zaraz na jej początku schodzimy na łąkę i dalej idziemy pośród soczystych traw. Gdzieś pośród kępy drzew chowa się ambona. Na łące pośród traw natknąć się można na kapelusze, które dumnie stoją na jednej nodze. Na leżących pniach zrobiliśmy sobie odpoczynek. Robi się coraz cieplej, a nam jest tutaj dobrze. My, przyroda i nic więcej… W końcu daję hasło do powrotu. Tą samą drogą wracamy do auta. Dalej podążamy znajomą nam drogą na obiad. Przyjęto nas tam jak starych dobrych znajomych. Lisek drugi poszedł nad wodę po świeże rybki. Jeszcze będąc nad wodą je sprawił. Następnie rozpalił ogień i włożył rybki do specjalnego urządzenia wędzącego. Coby nam się nie dłużyło, skracamy czas oczekiwania na obiad racząc się zimnym złotym nektarem. Szefowa Nory opowiada nam wszystko, co się zdarzyło od czasu, kiedy byliśmy tu z Polejem i jego kobietami. Jak idzie budowa i dlaczego w takim tempie. W końcu rybki są gotowe. Jak napiszę, ze mieliśmy niebo w gębie to i tak nie będzie to wystarczający opis naszych doznań. Zdjęcie też nie oddaje smaku. Po obiedzie zostaliśmy poczęstowani pysznym jabłecznikiem, który wyszedł z pieca i spod ręki szefowej. Aż nie chce się stąd wyjeżdżać. Zabieramy ze sobą kilka rybek na zaś /jak mówią w Pyrlandii/. Obiecujemy Gospodarzom i sobie samym, że jeszcze tu przyjedziemy za tym pobytem w Bieszczadzie.


. Jak idzie budowa i dlaczego w takim tempie. W końcu rybki są gotowe. Jak napiszę, ze mieliśmy niebo w gębie to i tak nie będzie to wystarczający opis naszych doznań. Zdjęcie też nie oddaje smaku. Po obiedzie zostaliśmy poczęstowani pysznym jabłecznikiem, który wyszedł z pieca i spod ręki szefowej. Aż nie chce się stąd wyjeżdżać. Zabieramy ze sobą kilka rybek na zaś /jak mówią w Pyrlandii/. Obiecujemy Gospodarzom i sobie samym, że jeszcze tu przyjedziemy za tym pobytem w Bieszczadzie.
Odpowiedz z cytatem