Bertrandzie, nie żałuj drwa i podsycaj ogień. Zimno na zewnątrz, śnieg pada – dobrze posiedzieć przy ogniu. Dziękuję!
Bertrandzie, nie żałuj drwa i podsycaj ogień. Zimno na zewnątrz, śnieg pada – dobrze posiedzieć przy ogniu. Dziękuję!
Pozdrawiam
Przemek
Masz rację napadało znowu sporo. No to może cieplej się Wam zrobi teraz.
Dzień 10
Upał od samego rana. Mam problem z żoną, bo się nie zgadza na mój plan spędzenia dnia. Plan jest prosty: pojechać, pochodzić, wrócić. Problem jest z pierwszym punktem. Renatka nie zgadza się na podjechanie. Po prostu szkoda jej samochodu. Jak przystało na chłopa, postawiłem na swoim. Ja jadę! Nie miała wyjścia, przecież nie pójdzie pieszo, kiedy ja jadę. Wsiadamy i wyruszamy autem. Konie mechaniczne kieruję na południe. Najpierw przez drewniany most, później drogą raz lepszą raz nie lepszą. W końcu skręcam w prawo na drogę, której tak bała się Renatka. Droga o dziwo była w dużo lepszym stanie niż ostatnio, co nie oznacza, że stan tej drogi był jako taki. O nie! Pięliśmy się powoli na pierwszym biegu pod górę lawirując pomiędzy lejami. Nie były to dziury, to były leje, ale dało się jechać. W końcu, niewiele szybciej niż pieszo dojechaliśmy na szczyt, a raczej na przełęcz. Teraz to już z górki, ale nie bez dziur. Leje się skończyły. Minąłem miejsce, w którym kiedyś stał taki biały, okrągły z czerwoną obwódką. Teraz go nie ma. Albo sobie poszedł/mało prawdopodobne/ albo komuś był potrzebny. Przejechałem przez most i kawałek dalej na rozstaju dróg zaparkowałem. Dalej idziemy pieszo. Ale póki, co idziemy tą samą drogą. Zauważam, że dziury gdzieś zniknęły. Po pewnym czasie skręcam w prawo i prowadzę żonę do lasu. Leśna droga pełna błota teraz nas prowadzi. W lesie panuje straszliwa duchota, więc się cieszymy, kiedy się skończył. Co mieliśmy teraz przed oczami, to każdy z Was wie. Jeden z piękniejszych widoków w Bieszczadzie. Trochę sobie postaliśmy w tym miejscu żeby się dostatecznie ukontentować widokiem. Lubię w tym miejscu patrzeć na przed siebie i na lewo. Przede mną jak niektórzy uważają najdziksza góra w Bieszczadzie, a po lewe stronie miejsce po wsi i przepiękne ruiny. Idziemy znakowaną scieżką w kierunku ruin i wspominamy nasz poprzedni marsz tą drogą. To już kilka lat minęło…Wtedy jeszcze Unia nie dopłacała do wykoszonych łąk i trawy mieliśmy do ramion. Dziś trochę inaczej. Mijamy kaliny, jarzębiny, tarniny i dzikie jabłonie. Jabłonie świadczą o tym, że kiedyś ludzie tu żyli. W zasadzie teraz też żyją, ale cała ich gromada liczy osób dwie. Cóż to za populacja? Za to żyją w pięknym miejscu. Tak powoli schodząc łąkami w dół rozmawiając o przeszłości doszliśmy do ruin.
bertrand236
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)