Dzień 12
Derty wybiera się gdzieś, a ja z nim nie idę. Renatka nadal się źle czuje, ale idzie ku dobremu. Zostawiam, więc żonę i wychodzę. Pogoda jest prześliczna, słoneczko grzeje. Po wyjściu z leśniczówki nie skręcam, ani w prawo, ani w lewo. Idę prosto przed siebie. Podążam dziurawą drogą, po której bez przepustki nie wolno jeździć samochodem. Może, dlatego nie mija mnie żaden? Powoli się przemieszczam, bo nie mam się dokąd spieszyć. Dochodzę do miejsca widokowego. Nowe ławki, miejsce na ognisko i widok zapierający dech w piersiach. Siadam i wyjmuje browara z plecaka. Jest mi dobrze. Cisza, ciepełko, widok, browarek i ja. To lubię. Zgniatam pustą puszkę i wkładam do plecaka. Maszeruję raźno drogą. No może nie do końca raźno. Po prostu, kiedy widzę ścieżkę odchodzącą od drogi to wchodzę na nią. Ciekaw jestem dokąd mnie zaprowadzi. Raz prowadziła do pasieki, innym razem nad rzekę. A rzeka piękna jest tutaj. Płynie sobie leniwie pomiędzy kamieniami. Prowadzi swoją opowieść szeptem. Trzeba się mocno wsłuchać, o czym opowiada. Nawet potoki wpływające do rzeki dostosowały się do jej szeptu. Wpadają do niej prawie bezszelestnie. Widać nie chcą zakłócać rzecznej szeptanej opowieści. A droga raz zbliża się do rzeki, raz się od niej oddala…Któraś z kolei ścieżka wyprowadza mnie na polanę, na której stoi sobie dumnie ambona. Ambona, jak ambona. Każdy był w kościele jakimś, to widział. Ta jest jednak z tych, co stają się typowe w Bieszczadzie. Typowość ambony polega na tym, że przed amboną dobrzy ludzie zasiali kukurydzę i rozsypali pod nią ziarna kukurydzy. Pewnie chcą z ambony obserwować zachowanie leśnej zwierzyny. Tym dobrym ludziom zabrałbym wszystkie strzelby, jakie posiadają, dałbym im dzidy i noże i wypuściłbym ich do lasu…Takie polowania z ambony, pod którą jest karma to rzeź, a nie polowanie. A tak swoją drogą jestem przeciwnikiem strzelania do zwierząt. Teraz posuwam się już brzegiem rzeki, albo i samą rzeką. Moje sandały robią za czółno, więc idzie mi się doskonale. Wypatruję po drugiej stronie rzeki ujścia większego potoku. W końcu widzę go. Myślę, ze to jest ten, którego wypatrywałem. Zbieram się w sobie i przechodzę na drugi brzeg. Uff, udało mi się nie utopić.


.
Odpowiedz z cytatem